czwartek, 31 lipca 2014

Grunt to dobrze zainwestować!

      Nie będzie się tu mówiło o funduszach emerytalnych, zwłaszcza, że lepsi już pisywali, a Niezaradna stanęła wobec kwestii niema i beztrosko zwaliła decyzję na JeszczeMęża.

      Niezaradna opowie Wam o inwestycji, której sensowność w mig Wam wykaże i nie będzie to podlegało żadnym wątpliwościom.

      Musicie się pofatygować do sklepu z chińszczyzną. Wcześniej naszykować złotówkę. Albo dwie i trzy nawet, jak Niezaradna.

      I nabywacie cud nad cudy - wyrób włóczkopodobny, nazwijmy go jednacholerawieco. W motkach, złotówkę za sztukę. Niezaradna trafiła na niebieską. Jeden motek od razu wypadł jej z torebki, a może ktoś go buchnął, wiedząc, jak świetna to inwestycja.

      Co robi się z motkiem za złotówkę. Wszystko co Wam przyjdzie do głowy. Uwaga! Z wyjątkiem rzeczy, które ktoś miałby na sobie nosić.

      Sytuacje, w których motek jednacholerawieco przydaje się, jak nie wiem co:



  • impreza kulturalna ze spontanicznym chałturzeniem okołodzieciowym - nawet najbardziej kretyński konkurs urośnie do rangi kultowego, jeżeli włączycie w trakcie element motkowy - może to być nawet wyznaczanie motkiem kolejności. Byle dać dziatwie do rąk - a będą jadły Wam z ręki. Nie opędzicie się od tłumów. O, tak z grubsza: 




      Wskazówka: najbardziej przygarbiona postać z dorosłych, to Niezaradna ugięta pod brzemieniem odpowiedzialności. W rękach miętoli włóczkę zwijaną na kłębek po rozwleczeniu jej przez stadko dziecięce. To pozwala idealnie rozładować napięcie, co jest kolejnym rewelacyjnym zastosowaniem włóczki dla prowadzącego spontaniczną imprezę chałturnika, który ciut się stresuje.



  • w warunkach domowych, gdy trzeba po dokonaniu chałtury imprezowej zyskać odrobinę świętego spokoju - starszemu dziecku wręczacie kłębek przytaszczony z imprezy sztuk dwie (wielokrotnego użytku!). I pozwalacie poszaleć. Młodsze obsadzacie w roli pająka. Ubaw po pachy dla dwojga, a znużeni upałem i imprezą kulturalną rodzice mogą spocząć (kawałek znużonego rodzica na fotce instruktażowej poniżej). 



        Wskazówka: jak najbardziej należy liczyć się z tym, że zabawa może wyjść poza jedno pomieszczenie, zahaczyć nawet o balkon i inne przyległości. W związku z tym po jej finale oczywiście możecie wziąć nożyczki i pociąć w cholerę sieć, którą uprzędą Wasi pomysłowi potomkowie. Niezaradna nie zaleca, bo ani to eko ani nie ekono. I na dodatek nie poznalibyście czwartego zastosowania motka jednacholerawieco sprawdzonego przez Niezaradną. Otóż sprzątanie jest przyczynkiem do tego, by samemu się zrelaksować, zabawić i  poćwiczyć. Należy po prostu idąc od końca do końca włóczki zwijać ją z powrotem w kłębek. Niech za inspirację posłuży Wam przykład tej bohaterki:



         Ostrzeżenie: ponieważ motek jednacholerawieco staje się rzeczą kultową absolutnie dla 99.9% populacji dziecięcej, należy liczyć się z tym, że zapotrzebowaniem na częste użycie i oporami wielkimi, gdy będziecie chcieli i Wy się zabawić i poćwiczyć giętkość ciała. 

       Cóż, rzeczy najtańsze bardzo często stają się kultowymi. Przynajmniej u Niezaradnej. Dzieci biedoodporne mają jednak wyczucie. 

        
        Zastrzeżenie: wpis nie jest sponsorowany. Czemu, do cholery? 

wtorek, 29 lipca 2014

Czemu Niezaradna zrezygnowała z robienia testu na inteligencję?

          Już było blisko. Stukała szósty tego dnia tekst (bardzo słabo, są dni, w których o tej porze zabiera się już za dziewiąty). Ale szło jej niemrawo.

          Ciężko się oprzeć, gdy druga osoba obok ogląda kultowy serial polityczny, a Niezaradna ma pisać o chorobie Parkinsona. Ciężko się też oprzeć słuchanemu na słuchawkach w celu odwrócenia uwagi od serialu koncertowi. Zwłaszcza, że to koncert z jutuba. A Niezaradna go jeszcze nie widziała.

         Koncert działa. Odwraca uwagę. Tylko, że nie od serialu, z tym musi walczyć. Skutecznie odwraca uwagę od tekstu o Parkinsonie, taka mać. O, Biko leci. No przecież to trzeba zobaczyć. Tylko ten moment. O. Na dole miga: ile tu trójkątów? 1-3-5? Niezaradna niemrawo naciska 5, bo do końca pewna nie jest.

        Przerzuca ją tu. Czy Niezaradna uważa, że jest mądra? Hmmm... No inteligencję emocjonalną ma jaką taką, mądrość życiową uzurpuje sobie też jakąś tam... Ale w ogóle to na tego typu testach wypada słabo, bo ma mocne luki w pamięci. Poza tym matematycznie jest do duszy, niedouczona jeszcze... Ale może to jakiś inny test będzie niż wszystkie?...

        Niezaradna nie zamyka go zatem, ale pełna wyrzutów sumienia wraca do tekstu o Parkinsonie. Oj, ale sikać jej się chce co nieco. Pod pretekstem robienia świeżej herbatki wstaje i rzuca JeszczeMężowi, czy też chce. Ma na niego co prawda jeszcze sporego focha, pożarli się w weekend, ale był bardzo pojednawczy i ku niej, zatem... A co tam. On chce. Niezaradna robi herbatę przez kolejne 10 minut, jest coraz później. Trzeba pisać, pisać wreszcie.

        Niezaradna stawia swój wielki kubek z herbatą na kanapie, na specjalnej tacce w tym celu położonej i w celu, by mieć na czym myszką poruszać. I wali się ciężko obok.

        Efekty są natychmiastowe:

  • pół litra wrzątku wychlustuje na kanapę, tacę z myszką i tłustą dupę Niezaradnej (uff!!! jakaś nieopisana łaska spowodowała, że laptopa odstawiła dalej!!!)
  • do leżącego JeszczeMęża szybko dociera strumień, który jest tak obfity, że nie może wchłonąć się natychmiast mimo obficie wyściełanej podczas remontu kapitalnego kanapy.
  • uwalnia się drugi strumień: pouczeń i pokrzykiwań JeszczeMęża

      Skutki:
  • Niezaradna nie ma już herbaty, myszki i suchego siedzenia oraz posłania na tę noc
  • Niezaradna ma za to poparzoną dupę i obrażonego tym razem na nią JeszczeMęża, któremu rozwścieczona piekącym bólem i mało służącymi pokrzepieniu komunikatami nad głową, wygłosiła być może o jedno słowo za dużo
  • Niezaradna musi uczynić sobie miejsce możliwym do dalszego użytkowania. W tym celu przytaszcza zwały pieluch tetrowych, których opłacało się nie wydawać ani nie wyrzucać i wodoodporne nakładki na przewijaki, które jakimś cudem ciągle się przydają. 
  • Niezaradna może teraz zrobić sobie nową herbatę i szybko wdrożyć się w obsługiwanie laptopa bez pomocy myszki. Kurwa. Teraz robota idzie naprawdę wolno, mimo iż Niezaradna się stara
  • wychodząc z założenia, że i tak o pierwszej w nocy już wiele nie napisze, popełnia tę notkę. 

       Która miała być o czymś innym zupełnie dziś. Krzepiącym, pomysły niosącym. I w ogóle. 

       I dlatego Niezaradna skromnie jednak wycofa się z próby zmierzenia się z pytaniem: czy uważasz, że jesteś mądry? (A co to za szowinizm w ogóle, a fuj. To już kobiety nie mogą być mądre, hę?).

       By jednak udowodnić, że i tak jeszcze może być pozytywnie, Niezaradna pozwoli sobie załączyć dzieło sztuki. Gburka uczyniła. Piękne, kolorowe. W realu kolory są o wiele wyrazistsze jeszcze.





      - Pięknie, Gburko, naprawdę piękne kolory... A co to jest? 
      - Psie kupy, mamo!


      Słuchajcie głosu maluczkich, Drodzy Czytelnicy. I z byle gówna można wyłuskać piękno.


      A co z gównianie skończonego dnia?
 

piątek, 25 lipca 2014

12 groszy

- Mamo, znalazłam 10 groszy i 2 grosze!
- Super - dwanaście groszy! Była taka piosenka...
- A Świr jeden złotych! To on mniej!
- No nie. On znalazł więcej. Za złotówkę to już można coś kupić, a do dwunastu groszy to musisz co nieco dołożyć...
- O nie! Ja chcę mieć więcej! Ja chcę być bogata!
- A co z tego wyniknie, że będziesz bogata?
- Będę bogata!
- No tak, ale co to zmieni?
- Będę zawsze w dobrym humorze!
- Dlaczego?
- Bo będę szczęśliwa i nie będzie żadnych awantur!
- No ale dlaczego nie będzie żadnych awantur?
- Bo kupię sobie wszystkie Basie! I długopisy, jakie będę chciała!
- Długopisy dostajesz od babci, a Basie wykupiliśmy wszystkie, jakie były w empiku...
- ...


     Taaaa. Tym razem Niezaradnej jeszcze udało się przegadać Gburkę. Ale jak długo przejdą ściemy?
   
     Czas się bogacić, czas się bogacić.

     Jutro, zadając gwałt swej naturze, Niezaradna chałturzy na festynie. 800 zł brutto.

     Nie będzie żadnych awantur? Eee. Gburka ściemnia tak samo, jak matka.





   

Picie ekonomiczne, co stawia na nogi w upały

      Tak, z wpisami Niezaradna nawala. Tak, przyczyną jest robota i rozjazdy. Ta pierwsza wysysa z Niezaradnej energię i wymaga jakiegoś uzupełnienia mocy, która przy robocie tracona jest w tempie zastraszającym.

      Jak się ratować, gdy żar się z nieba leje? Kwas sobie zaserwować - radzi roztropnie Niezaradna na Ekologicznej. To taka piękna zapowiedź, jak to Niezaradna będzie warzyć zdrowy i pyszny napój na upał.

     Życie: z powodu braku pomysłów na opakowanie stosowne do wykonania kwasu, zamiar do tej pory nie został wcielony w czyn i kwasu mejd baj Niezaradna jeszcze nikt nie miał okazji ani ujrzeć, ani tym bardziej spróbować.

      Niezaradną stawia na nogi znacznie bardziej wymierzona na realizm produkcja kawy mrożonej dla ubogich. Kawę mrożoną dla ubogich robi się tak:


  • bierze się najtańszą kawę rozpuszczalną, jaką się dostało. Oraz mleka nalewa w słoik. Zimnego. W wersji na bogato mleka nalewa się w szejker. Kto nie ma szejkera, jak Niezaradna, doskonale zastąpi go zwykłym słoikiem. Który się szczelnie zakręca po uprzednim wsypaniu do mleka odpowiedniej ilości łyżeczek kawy. W przypadku Niezaradnej - trzy.



  • po zakręceniu słoik traktuje się jak drinka Jamesa Bonda. Wstrząsać, ile mocy - efekty podobne do tych na niżej załączonym obrazku.


     Jeżeli kawa w jakikolwiek sposób pozostawia coś jeszcze do życzenia - jak poniżej:



    - łamiąc wszelkie normy dotyczące drinka Jamesa Bonda - możecie rzecz pomieszać aż do całkowitego rozpuszczenia granulek 

  • efekt finalny: przelana w bardziej światowe naczynie kawa mrożona - fani tematu mogą rzecz wzbogacać w cukier, lód w kostkach i co jeszcze fantazja nasuwa. Napój niewątpliwie chłodzący, bez wątpienia na nogi stawiający i ekonomiczny, jeżeli porówna się z kosztami innych wersji kaw mrożonych. I - argument nad argumenty - w wersji a la Niezaradna tuczy w stopniu znikomym. 



     Kawa mrożona a la Niezaradna nie jest najbardziej ekonomiczną wersją, jaką pija znużona robotą Niezaradna. 

     Jak czyni się największe oszczędności w temacie?
  • kupuje się nie za drogą kawę do mielenia, nie posiadając młynka elektrycznego:

  • mielenie reliktem z lat siedemdziesiątych jest równie stylowe, jak upierdliwe. Jeżeli pije się kawę równie mocną, jak ta Niezaradnej - jeden rzut ładunku kawy starcza na tycią filiżankę espresso. To skutecznie zniechęca do serwowania sobie kolejnych filiżanek. A to czyni tę kawę najbardziej ekonomiczną opcją. 



     Trzymajcie się rześko w upały, drodzy Czytelnicy!

     Niezaradna wraca do pisania o biopsji. 

     

poniedziałek, 21 lipca 2014

Kultura za kasę być musi.

      Kultura za kasę być musi. Nie ma na to wyjścia.

      Jeżeli kultura jest nie za kasę - robi się hucpa.

      Niezaradna była raz na koncercie Kayah za frajer. W ramach ostatnio wspomnianego Pożegnania Lata z Latem z Radiem. Żenada podwójna była. I publiką, która wyła o "Prawy do lewego", a gdy już rzecz nastąpiła i przeminęła, zaczęła się nudzić. I artystką, która okazywała publice tak wielką pogardę, że nawet ci najbardziej otumanieni piwem rozcieńczonym z kija nie mogli kwestii nie zauważyć. A Niezaradnej było nieswojo, bo Kayah jako artystkę szanuje i niektóre płyty nawet posiada. Cóż - kiedy hucpa była. Za friko, jest pogoda, jest lato, lud nie ma gdzie iść - lud wali na kulturę. Kkkuuull tu rre, prosz pana. Kulturę trzeba zapić. Jest niefajnie i niebezpiecznie.

     Niezaradna przeczytała już tyle tekstów obnażających pustkę i snobizm publiki z ołpenerów, że poprzestanie na najpewniejszej dla niej, bo nienacechowanej ideą relacji Mamy Płaczoliny. Niezaradna nie czytała jeszcze żadnej publikacji o Jarocinie 2014. Ale poniżej jest jej własna.

      Jarocin musi być inny niż ołpenery, bo to Jarocin. TEN Jarocin. Naładowany spadkiem sprzed lat dwudziestu i kilku jeszcze. Nawet smarki, których jeszcze wtedy na świecie nie było, czują wagę tematu i nie wyskoczą tu ze snobizmem w stajlu nie na miejscu. Snobizmem w Jarocinie jest irokez. Ale że to parada irokezów, trzeba uczynić go irokezem nad irokezy, irokezem irokezów prym wiodącym i królującym. To panowie. I panie niektóre też.

      Panie, czyli dziewczyny, dzielą się na charakterystyczne i wabiące. Charakterystyczne nie boją się najbardziej ryzykownych eksperymentów z kanonami estetycznymi. Wabiące nęcą bielizną noszoną w roli garderoby. I wszelkimi innymi środkami nęcącymi. Nawet jeżeli oznaczałoby to poświecenie w postaci kręcenia hula-hopem w temperaturze 35 st. C. Największym problemem nęcących dziewcząt jest fakt, że panowie na imprezie w tej temperaturze są zwykle zbyt znużeni, by myśleć o czymkolwiek innym niż wlanie w siebie licznych napojów chłodzących o mocy wyskokowej.

     No i jest cała czereda tych, co przyjechali tu nie dla zapodania, emanowania i epatowania, tylko dla muzyki. Przeróżnej maści. Co sympatyczne, sporo wśród nich zwyklaków. Tacy mają potrzebę dobrej zabawy z każdego powodu, który wiąże się z festiwalem. Fajnie popatrzeć na barwy tłum, jest przecież taki ciekawy socjologicznie. Fajnie wyłożyć się na zieloniutkiej murawie, jest cieplutka, wokół ładne okoliczności przyrody i ludzie zupełnie nie zwracają uwagi na zwyklaków. Bo oni raczej niczym nie błyszczą i częściej już nie na etapie łowienia są. Można sobie być i chłonąć, aż zaczną grać ci, których nie można przeoczyć - raz to na małej, raz na dużej scenie. Niezaradna i JeszczeMąż są, jasna sprawa, zwyklakami. Ich wywrotowość nie wyraża się inaczej niż na co dzień: oboje mają długie baty i ubierają się niestosownie do wieku wedle dziurowych standardów. Czyli w Jarocinie łapią się na kategorię: nuda.

     Fajnie jest być nudziarzem w Jarocinie. Nawet gołodupnym nudziarzem.

     Gołudupni nudziarze, Niezaradna i JeszczeMąż, nie tracą kasy na piwo. I bez procentów będą bawić się kapitalnie w tak kapitalnych okolicznościach, jakie stały się ich udziałem. Poza tym on, będąc fanatycznym audiofilem, nigdy nie łamie zasady: na koncertach pełna trzeźwość. Upadla się po nich, jeżeli jest taka okoliczność i kumple ku temu. A ona prowadzi samochód. Który zaparkowali w jednej z uliczek, gdzie nie trzeba było płacić za miejsce postojowe.

    Poza tym szarpnęli się na dwie bułki a la pizza, które pochłonęli w drodze na stadion. Wodę przywieźli ze sobą. Na teren festiwalu i tak jej się nie wnosi.

    Popełnione szaleństwa: doppio dla Niezaradnej za 6 zł. Najbardziej profesjonalnie gorzkie doppio, jakie Niezaradna w życiu piła. Po nim nie chce się niczego oprócz większej ilości wody. A tej jest pod dostatkiem i trzeba ją wypić, póki na scenie produkuje się Maleo Reggae Rockers i jakieś The Real McKenzies. W tym czasie dokonuje się też JeszczeMężowe szaleństwo: frytki z jakimś mięchem. W cenie jak z Dziury, czyli wcale nie festiwalowej. Za to jakości tak przedniej, że JeszczeMąż ciągle wspomina je z rozrzewnieniem.

    Muzycy, na których w tym całym festiwalowym szaleństwie jarocińskim Niezaradnej  zależało najbardziej, prezentują się też, jak zwyklacy:



 

      Ale jak na gwiazdy są niezwykle serdeczni i weseli. I to, co robią z publiką jest niezwykłe.





      I taki jest Jarocin w ujęciu Niezaradnej.

      Nie masakrycznie drogi, jeżeli kupi się odpowiednio wcześniej karnet na jeden dzień. I nie korzysta z każdej okazji nabycia jarocińskiej pamiątki w postaci odpowiedniej koszulki albo przeżycia szaleństwa jarocińskiego (skok na bungee - oblegane miejsce).

      Nie odpychająco snobistyczny. Barwny.

     A że komerchą i powierzchownością bije z oficjalnych stoisk czy rozdawanych gazetek, gdzie obok startera sieci telefonicznej można wyczytać np. porady, jak dobrze wystylizować się na koncert, by wychwycili cię z tłumu, szaraku, fotoreporterzy? I że spora część barwnego tłumu młodziaków zdaje się właśnie na to czekać? A irokezy wykonywali styliści i wcale nie za pomocą cukru?

     Pieprzyć kombatanctwo. Stare pancury i tak się bawiły. Niektóre wyglądały jak stare pancury, inne jak zwyklaki.

     Bo jak jest dobra muza, piękne lato i okoliczność - to czemu się nie cieszyć. Głupi, kto czas traci.

     Niezaradna zatem wybaczyła JeszczeMężowi głupoty popełniane dnia poprzedniego. A on jej wybaczył, że zatraciła się jak małolata w muzyce, którą zupełnie przypadkowo wykonuje kilku bardzo fajnych przystojniaków.
   

piątek, 18 lipca 2014

Niezaradna w opozycji przeciw grubym krechom

      Niezaradna w pełni świadoma utopii założenia, ma zamiar sprzeciwić się grubym krechom.

      O - takim na przykład.

      Bo że niby co? Nie dla gołodupnych festiwale kulturalne? Tylko biesiadne dla nich, hę?

      Tekst - taka mać - nie kłamie ni odrobinę. Niezaradna mieszka w Dziurze. Szczyt kultury dostępnej w Dziurze dla tych, co kasy nie mają, to Pożegnanie Lata z Latem z Radiem. Zygmunt Chajzer i inna taka rozpacz, której Niezaradna nie wymieni, bo na imprezie w swoim zasięgu finansowym nie bywa. Wysłuchać jej może z balkonu, bo mieszkając na starówce sąsiaduje też z placem, na którym lud Dziury zwykle zażywa rozrywki i mszy św. na okazję odpustu miejscowej sławy.

     Cóż zrobić, cóż zrobić w obliczu bycia skazanym na kulturę biesiadną?

     Postawić się.Wykorzystać, co się da wykorzystać. Po chapaniu rok cały za mniej i bardziej upadlającą kasę - zahulać kulturalnie!

    Na miarę swych skromnych możliwości odłożenia. Nie będą z tego ołpenery. Ani Nowe Horyzonty też nie.

    Ale, na Boga, będzie z tego Jarocin!

   No dobra, parę godzin Jarocina. TEGO Jarocina.

   Już dziś, tej doby. Dwójka rzucona w objęcia Dziadków. Niezaradna i JeszczeMąż rzuceni w unikatowość tego, co się zwie randka.

   Kto sprosta? Kto polegnie?

   Póki co, bukmacherzy obstawiają Dwójkę z dziadkami jako pewnych tryumfatorów.

   Niezaradna i JeszczeMąż bowiem zerwali stosunki dyplomatyczne o jakiejś 19-tej dnia minionego.

   Sprzątanie posunięte do granic misji nikomu nie wychodzi na dobre.

   JeszczeMąż był dziś misjonarzem-fanatykiem. Nachodzi go raz na dwieście lat i owocuje nieuchronną kłótnią z Niezaradną. Tradycji stało się zadość.




 

   

środa, 16 lipca 2014

Drugi sposób na wakacje ekonomiczne

    Tak, tak - jasne, Niezaradna wie, że sposób pierwszy nie został w podsumowany wyciągnięciem wniosków. Może wnioski na finał wakacji?

    Z racji na marny odzew na poprzedni post, Niezaradna uznaje, że pies z kulawą nogą tu nie bywa, a stali Czytelnicy i tak wybaczą. Postanowione zostaje: wnioski nastąpią po przedstawieniu wszelkich opcji na wakacje ekonomiczne, które tego lata zostaną uskutecznione w rodzinie Niezaradnej. Howgh.

    Drugi sposób na wakacje ekonomiczne wygląda tak, że serwuje się dzieciom spełnienie ich najdzikszych fantazji. Z naciskiem na te, za które nie trzeba płacić. Lub płaci się mało.

    Spełnienie fantazji nr 1 - podróż pociągiem. Co prawda nie jest aż tak atrakcyjnie:




   ... ale źle też nie jest. Trzęsie, szarpie, ludzi moc, wyje przy otwieraniu drzwi - oczywiście w wersji ekonomicznej nie rozbijacie się jakimiś wersjami wypasionymi, tylko przewozem regionalnym. Zwłaszcza w godzinach, gdy lud pracujący wraca z pracy - rozrywka jest full wypas!

    Spełnienie fantazji nr 2 - ZOO. Żeby było ekonomicznie, wybieracie to, które jest podupadłe tak bardzo, że wstęp jest za darmo. Ewentualnie za jeden pawilon płaci się 8 zł. Wszelkie dostępne w podupadłym ZOO rozrywki i atrakcje wykorzystujecie w 200%, tak, by dzieci padały ze zmęczenia. Ale z rozrywek korzystacie racjonalnie! Nie wydajecie 2 zł na przejażdżkę w miejscu kołyszącym plastikowym badziewiem, tylko na karmę dla rybek. Plastikowe badziewie skończy kołysać się tak szybko, że dzieciak zawoła natychmiast: jeszcze! Karmę dzieć sypie po ziarenku, wabiąc nie tylko kolorowe ryby, ale jeszcze i kaczki, i czarne łabędzie, i gołębie. Ubawowi końca długo brak!

    Spełnienie fantazji nr 3 - no... fantazji, jak fantazji, ale obiad zjedzony poza domem, to zawsze jest coś. W wersji ekonomicznej będzie to oczywiście obiad w barze mlecznym. Nudny i sprawdzony jak pierogi leniwe.

    Spełnienie fantazji nr 4 - by skorzystać z toalety za friko, wstępujecie do centrum handlowego. Starannie omijacie wszelkie pokusy. Za to walicie w miejsca, które dzieci zawsze dostrzegą:



    I tu jeszcze też sobie nie żałujecie:




    Spełnienie fantazji nr 5 - powrót na dworzec PKP tramwajem, którym to - jak pociągiem - podróżują dzieci po raz pierwszy.

    I starczy.

    Więcej rozrywek młodzież już nie wydzierży. I tak pada szczęśliwa w drodze powrotnej do Dziury rodzinnej. No, przynajmniej w 50% pada.

 
   Dzień, w którym Gburka co chwila wykrzykiwała: Spełniło się moje marzenie!  - lepszego być nie może. Nawet za grubą, grubą ilość kasy.

   A tym bardziej za 130 zł, na które złożyły się koszty:

  • PKP
  • ZOO
  • obiadu dla czterech osób w barze mlecznym
  • kawy dla Niezaradnej
  • trzech książek w taniej książce dla JeszczeMęża
  • wody mineralnej dużej (małą pakuje się i w miarę opróżniania przez dzieci sukcesywnie uzupełnia - lejek pomocny wskazany)
  • dwóch Grześków dla Dwójki
  • MZK

   Dla tych, którzy zarzucą, że sposób 2 na spędzenie wakacji ekonomicznych, jest mało uniwersalny, gdyż atrakcyjny tylko dla dzieci z Dziur i innych takich, gdzie nie ma tramwajów, a ruchoma podłoga jest tylko jedna, szklanej windy brak - podpowiedź-sugestia:


  Serwujecie swym dzieciom wszystko to, co dla nich obce, egzotyczne, dalekosiężne. Jeżeli jesteście z wielkiego miasta - jedziecie na wieś. Tam rozkoszujcie się za friko, wszystkim, co dostępne za friko. Jest tego moc możliwości. Ale o tym innym razem. 







piątek, 11 lipca 2014

Sensacja goni sensację...



Frustracja rodzi agresję
Sensacja goni sensację
Akcja na wakacjach

Totalna stabilizacja



    Pisał artysta i najwyraźniej wiedział, co pisze, gdyż jego proroctwo ziściło się. W tej zwrotce. 

    I dotknęło Niezaradną. 

    Co Niezaradną frustrowało, gdy zakładała ten blog? Bieda i jej rozliczne konsekwencje. Z konfliktami małżeńskimi na czele. Czy Niezaradna była agresywna zakładając ten blog? Zważywszy na to, że założyła go, by mieć gdzie kląć swobodnie i bez szkody dla otoczenia, śmiało można orzec, że tak.

    A teraz sensacja goni sensację. 

    Pierwsza taka, że Niezaradna zamierza nabyć przeraźliwie rasowego kota, jak wiedzą ci, co przeczytali komenty pod ostatnim wpisem. Jak godzi się to z biedą? Spoko, bieda nadal jest, pogodzenie wypasionego kociego arystokraty z biedą da się wyjaśnić. I to w swoim czasie nastąpi. Ale to w swoim czasie, jak Niezaradna będzie miała więcej czasu. 

     Teraz czas drugiej sensacji, co goni pierwszą. 

     Akcja na wakacjach - totalna stabilizacja. 

     Was, gołodupnych, którzy być może zaglądacie na ten blog. 

    Albo Waszych znajomych, Bogacze, co zaglądacie na ten blog. Albo znajomych znajomych, którym przekażecie ten news. 

    Niezaradna nie ogarnia swojej roboty. Wydzierżawiła za wiele pól i nie obrabia. Chciałaby, ale już siedzi do piątej rano (o, tak!) i nie nadąża. 

    Niezaradna musi odmawiać. Aż ją skręca, ale nie wydala, no. 

    Jedna Mądra Taka, jak już z Niezaradną było tak źle, że podejmowała się zleceń haniebnych i upodalających, Niezaradnej orzekła, że jak już się ma i się nie wydala, to się nie odrzuca, ot tak. Tylko się daje innym. Zawsze może trafić na kogoś, komu to potrzebne.

    To ten moment. Być może unikatowy. Być może jedyny taki w historii tego bloga. Niezaradna dzieli się nadmiarem roboty. 

    Pójdźcie wszyscy, którzy gołodupni jesteście! Pójdźcie ci, którym bardziej niż gołodupność, dopieka pieprzenie arogantów, żeście niezaradni są i leniwi, a robota leży na ulicy. 

    Robota jest u Niezaradnej do wzięcia. 

    Robota z gatunku robót. Nie emerikan drimów. 

    Żeby było jasne, Niezaradna tego lata nażarła się truskawek tylko raz. I to wtedy, jak dostała je za friko. Od teścia z działki. Nadal jest biedna, nic się nie zmieniło - na truskawki jej nie stać. Choć nie ma czasu nawet na to, by poczytać ulubione blogi. Tyle tyra.

    Więc to robota dla tych naprawdę w potrzebie

    I którzy chcą pisać. O zdrowiu, urodzie, dzieciach, rodzinie. O turystyce. O edukacji (W zasadzie wszystkie przedmioty mogą być. Bez języków obcych. Póki co). Albo o ogrodzie, domu, wnętrzach.

    Niezaradna wyśle Was do człowieka, co daje pisać. Za kasę. Póki co - piszcie tu: niezaradna@gmail.com


    I choć zwykle Niezaradna tego nie robi, mając dość poczucia żebractwa z powodu biedy w realu, tym razem napisze: udostępniajcie ten wpis. Bo może Wy nie potrzebujecie. Ale ktoś inny. Może. Tak.

     Byłoby fajnie, jakby na takich trafiło. 

     Jeżeli przy okazji polubią ten blog na fejsie, nie zaboli. Bo sponsorzy ciągle patrzą na takie rzeczy. A ciągle jakoś kołem omijają ten blog, choć przydaliby się nieraz. 

     Tak jakoś. No. Z biedy nie tak łatwo wyjść, drogie Dzieci.

     Ale defetyzmowi mówimy stop! Totalna stabilizacja!

   
PS. Za spełnienie się proroctw z reszty tekstu tej pieśni, Niezaradna odpowiedzialności nie bierze, co sobie zastrzega wszem i wobec. Tu. Publicznie. 






  

  

czwartek, 10 lipca 2014

Sposób pierwszy na wakacje ekonomiczne - wnioski bardzo pospieszne

     Jakkolwiek długo by nie trwały wakacje ekonomiczne freelancera, łapacza zleceniówek, nieuchronną i zawsze łatwą do przewidzenia konsekwencją będzie dramatyczny przestój w robocie, który po powrocie trzeba nadgonić.

     I to bywa dotkliwe.

     Jakkolwiek długo by nie trwały wakacje ekonomiczne freelancera, łapacza zleceniówek, należy uwzględnić konsekwencje absolutnie nieoczekiwane. Takie jak pogubienie się w celach tyrania.

     O ile bowiem do tej pory był cel jedyny oraz wykrzykiwany rozgłośnie:


     ... obecnie nasuwa się coraz wyraziściej myśl o tym, by zmienić go na raczej coś w tym guście:





     Należy bowiem uwzględnić, że znajomi mogą co prawda nie mieć jednak basenu, ale mogą mieć koty. I mogą tymi kotami zarazić nawet tak kotoodpornego osobnika, jak JeszczeMąż. A resztę rodziny wprowadzić w dziką euforię.

    I wtedy pragnienie zakocenia domu przybiera rozmiary eksplozji nuklearnej.

    Śmiała myśl o tym, by nowy cel nie z zniweczył celu poprzedniego, też gdzieś się kołacze.

    Stąd: patrz: początek wpisu - nadrabianie niepowetowanych strat już poniesionych w robocie, której specyfiką jest, że każdy urlop bije po kieszeni bezlitośnie, nawet w wersji ekonomicznej hard.

     Stąd pośpieszność tego wpisu. Ale do rzeczy się wróci, wróci, wróci.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Pierwszy sposób na wakacje ekonomiczne

   Należy posiadać znajomych tudzież rodzinę.

   Oni muszą posiadać dom z ogrodem. W okolicy kurortowej

   Ogród musi być na tyle obszerny, by zmieściła się w nim trampolina i basen.

   Gospodarze muszą zaoferować full serwis: wikt, opierunek, nocleg i rozrywki.

   Koszt pierwszego sposobu na wakacje ekonomiczne: transport. Opcje - do wyboru. Opcjonalnie podarki dla znajomych oraz ich dzieci oraz kasa na posiłek przez Was sponsorowany.

   Skala trudności tej opcji: raport po zbadaniu.

   Czyli już niedługo. Póki co Niezaradna idzie spać.

   Jest w końcu jedyną osobą w domu, która może dowieść rodzinę na miejsce badań efektywności pierwszego sposobu na wakacje ekonomiczne.

   Raport będzie.






piątek, 4 lipca 2014

O pewnym łańcuszku historia stanowczo nieopłacalna...


     Odradza się stanowczo.

     Ale po kolei.

     Jest noc. Niezaradna stanowczo już słania się na robotą. Już basta. Czas kończyć. Teraz czas na tracenie czasu w necie. Plum! To na fejsie. O tej porze? Ciekawe... Toż to Anna Laurman! A co tam?

     Cześć! Polubiłaś lub skomentowałaś! Teraz musisz wybrać jedno zdanie z poniższych i umieścić je jako swój status. To jest gra, promująca kampanię dotyczącą Świadomości Raka Piersi w 2014 roku. Nie psuj zabawy, tylko wybierz jedną z tych okropnych rzeczy i zmień swój status. 1) pieprzona biegunka 2)właśnie użyłam swoich cycków, aby nie dostać mandatu za przekroczenie prędkości 3)Czy ktoś ma tampon? jestem w potrzebie 4) w jaki sposób pozbyć się grzybicy stóp? 5) dlaczego nie ma nikogo, kiedy jestem napalona? 6) papier toaletowy się skończył - do widzenia skarpetki 7) ktoś zaoferował mi pracę jako prostytutka, ale się waham 8) myślę, że się w kimś zakochałam, co powinnam zrobić? 9) postanowiłam od dziś nie nosić bielizny 10) to potwierdzone, będę mamą/tatą 11) właśnie wygrałam 900 zł w zdrapki 12) właśnie odkryłam, ze byłam zdradzane przez ostatnich 5 miesięcy. Opublikuj to bez żadnych wyjaśnień. Przykro mi, ja też zostałam w to wrobiona!!! Czekam na Twój post HaHa!

    
    Niezaradną ubawiło. No tak. Polubiła Annowy status o cyckach, co ją wybawiły z opresji z policją. Anna rozrywkowa dziewczyna, Niezaradna to łyknęła z pewnym podziwem sama będąc dupą wołową w zetknięciu oko w oko z policją.

    Tylko co wybrać? Co wybrać? Grzybica stóp odpada. Niezaradna nie dba, rzecz jasna, o opinię świata, ale... Taaa... Idźmy dalej. Jelitówka była niedawno w realu, zatem biegunka - nic śmiesznego. Jaki tampon? Toż świat wie, że Niezaradna od wieków nie używa, bo nie ekono ani eko. O potrzebie kogoś do seksu? JeszczeMąż potraktuje jako zaproszenie, a Niezaradna ma focha na niego. Bielizna też zatem odpada...

   Wygrana w zdrapki! Brzmi całkiem sympatycznie. Status wrzucony o 2 w nocy i tak niewiele osób zauważy... Bach! Dwa polubienia, jeden koment z gratulacjami. Niezaradna wysyła wiadomość z zadaniem. Jedna osoba olewa i milczy. Druga: Ale o co chodzi? Niezaradna się produkuje, słuszna sprawa, a zabawne... Ale co to ma wspólnego z rakiem piersi? - pada nieubłaganie. Niezaradna się wije, tłumaczy, choć szczerze już ma dość. Nie kumasz czaczy? Nie bawi cię? Ok, nie udostępniaj. Tylko nie każ mi już, kurwa, o 2.15 tłumaczyć dowcipu! Uch... rozmowa skończona, zeszła na inny temat.

    Niezaradna wyłącza kompa, idzie spać. 

     Rano status kipi polubieniami. Komentarze gratulacyjne! Ożesz jasna i kurwa mać! Przecież nie ma czasu, trzeba się brać za robotę. A tu lubią i lubią, i walą tymi wyrazami radości. Niezaradna nie wyrabia wklejać tekstu łańcuszka, a tu zaczynają się kolejne okienka otwierać... I te pytania: Ale o co chodzi? Co to ma wspólnego z rakiem piersi?

    Niezaradna ma ochotę wszystkim wklejać te same wyjaśnienia, ale już nie nadąża. Jest zasypana lawiną. 

    Kurwa, wszyscy bez poczucia humoru? No dobra, kilka osób się zaśmiało. Kilka. Hmmm... Na spore kilkadziesiąt. Z niektórych bije wyraźna uraza. 

    Niezaradnej wcale już nie jest do śmiechu. W zasadzie do śmiechu było jej do momentu pierwszego pytania: Ale o co chodzi? A potem to już jakoś w ogóle niehalo. 

    Wkopać w łańcuszek ludzi, co jej dobrze życzyli i uradowali się, że wygrała 900 zł?...

    Głupio ciut jakoś. Łańcuszek. To cuchnie.

    Słuszna sprawa? Ale jaka słuszna sprawa? Ktoś pójdzie zbadać piersi, bo wklei kretyński status na fejsie?

    A gówno. Nikt nie pójdzie. Na pewno nie za głosem łańcuszka, który oszukuje ludzi. 

    No bo ci ludzie... chyba oszukani się czują?

    Niezaradna zaś czuje się jakby nie chciała się czuć. Tak jakoś nieswojo. 

    Ciach! Status o wygranej skasowany. 

    Nowy brzmi tak: 


   Kochani wszyscy, którzy ucieszyli się, że coś wygrałam... Taka masa ludzi, że nie nadążyłam odpisywać. Przepraszam Was bardzo za durną zabawę. Nic nie wygrałam, poza Waszą życzliwością. Nie dziwcie się niczemu dziś, co wyczytacie na tablicach znajomych, ruszył durny łańcuszek w imię Światowego Dnia Walki z Rakiem Piersi. Co ma piernik do wiatraka - nie wiem, ale dałam się wciągnąć, a teraz żałuję. 

Przepraszam Was bardzo, ten eksperyment socjologiczny jednakże wypadł krzepiąco - ludzie się cieszą z wygranej drugiego człowieka.

Ja PRZEPRASZAM raz jeszcze. I dziękuję za wszystkie polubienia oraz gratulacyjne komenty do statusu o wygranej w zdrapki.



   Polubiło osób kilkanaście. 

   A gdzie reszta? Kilkadziesiąt?

   Nie zauważyli? Nie lubią już Niezaradnej? Postanowili olewać jej statusy?

   To bzdura, to net, to minie. To kurz, wiatr i pył. 

   Czas stracony na okręcanie fałszywej wiadomości o wygranej? Dwie godziny. 

   Dwie godziny. Tyle zajmuje Niezaradnej zarobienie 40 zł. Już ma je w plecy. 

   Poczucie dyskomfortu? Żaba, którą trzeba połknąć. 

   A rak piersi? Zabijał. Zabija. I będzie zabijać.

   Badajcie się, Baby, co czytacie ten blog. 

   I pierdolić łańcuszki. Wszystkie jak jeden mąż kłamią. Nawet te głębokie i święte. I w sprawie słusznej dwocipne.

   W sprawie słusznej siedzieć i wklejać łańcuszek? 

   Życzliwość i ciepło dla świata? Hmmm....

   Gówno prawda. Z każdej perspektywy. Z każdej



   








  

   

   

czwartek, 3 lipca 2014

Plany wakacyjne...





        Nie tylko do tych miejsc. Niezaradna nie pojedzie też do Kołobrzegu, Zakopca i Mikołajek.

        Od kiedy Niezaradna nie pojechała? Będzie tego... z sześć lat?

        Tak, tak. Bardzo wygodnie się złożyło, że ciąża, że małe dzieci, że tylko Niezaradna jest w domu kierowcą, co nie sprzyja długim podróżom.

        Powód prawdziwy jest znacznie prostszy do wskazania: na wakacyjnych wyjazdach z dziećmi zawsze wydaje się duże pieniądze. A Niezaradna i JeszczeMąż od lat takimi nie dysponują. Ani w ogóle żadnymi z przeznaczeniem: na wakacje.

        Kurorty, zwiedzania, podróże, przygody - wszystko to jest gdzieś w założeniu przewidziane. Jak JeszczeMąż awansuje, a Niezaradna zostanie odkryta. Byłoby fajnie załapać się z tym na moment, nim Dwójka zacznie miewać poczucie wykluczenia, że kurorty, zwiedzania, podróże, przygody - to nie u nich. Bo to fajne dzieciaki i szkoda byłoby im psuć samopoczucie.

         Póki co - samopoczucie Dwójki jest świetne. Póki co - Dwójka ciągle jest biedoodporna. Powiecie, że to z braku świadomości miliona atrakcji.

        No ale Niezaradna i JeszczeMąż świadomość mają. I też jakoś ich nie trapią wakacje bez wojaży.

        W kwestii wakacji cała rodzina prezentuje zgodną biedoodporność. Nie żeby Niezaradna nie wiedziała, jak fajnie jest gdzieś wyjechać w świat. Bo jeździła.

       Teraz nie jeździ. Stop! Nie jeździ daleko. Wakacyjne eskapady opierają się obecnie na złotej zasadzie: cudze chwalicie, swego nie znacie. Jeździ się w okolice. Najlepiej finansowo nieżyłujące - o, jak taka.

       JeszczeMąż od poniedziałku zaczyna urlop. Będzie się eskapadzić i relacje tu serwować, by nie zabrakło wskazówek na udane wakacje dla gołodupnych.

       Bo od tych sześciu lat, gdy na wakacjowanie funduszy nie ma, lato zawsze mija za szybko, bo jest zajebiste.

       Tylko nie poganiajcie w kwestii wpisów o wakacjowaniu bez wyżyłowania z kasy. Bo nawet na takie wakacjowanie coś trzeba mieć. A tak się jakoś złożyło, że konto JeszczeMęża, równie jak konto Niezaradnej zieje pustką. To minie, to minie. Podobno. Niech zatem mija.

      Niezrealizowanym w kwestii zapotrzebowania na jakieś ekonomiczne porady, Niezaradna może tylko przypomnieć starą: oszczędzajcie tam, gdzie bez sensu wydawać kasę.

      A teraz Niezaradna oszczędzi swe narzędzie pracy. Trzeźwy umysł.

     I, kurwa, pójdzie spać przed trzecią.

     Nie wierzycie? Spoko, Niezaradna sama w to nie wierzy.

     Tylko tak sobie przysypia już przed północą.

     Tak, Niezaradna jest bardzo zdeterminowana w kwestii przyczepki. Padnie, a na nią zarobi.

     No zarobić w końcu musi, nie?...