piątek, 29 sierpnia 2014

Taka misja

    Anplagtowy dzień nie może być korzystny finansowo, to już się rzekło.

    Anplagtowy dzień musi być skazany na dodatkowe koszty.

    Ale przecież tak źle nie musi być.

    Droga na gazie, nie na benzynie. Ujdzie.

    IKEA, IKEA, IKEA. O rany!

    Niezaradna nie pragnie niczego.

    Nie może to być.

    Jasne, że nie może. Pewnie, że to jest super. A to, jak fajnie byłoby mieć. A może to jeszcze?

   I co z tego. Już się na niecałych 40 metrach nie zmieści. Niezaradna nie po to mozolnie odgruzowuje chałupę, by ją znów zagracać. A w ogóle to rzecz nawet fizycznie już się nie zmieści. Komplet jest.

    No, chyba żeby całe wyposażenie wymieniać na nowe? A nie. Na tyle JeszczeMęża nie stać. Nie po jednej fusze, ludzie.

    O dziwo, Dwójka również spokojnie przemierza kuszące labirynty IKEA, najdzikszą radość czerpiąc z odnajdywania strzałek. Boskie dzieci biedoodporne. Przecież to już mają. I to. I to, i to. No to czym tu się jarać?

    A, będziesz kawę i soczek podawał, Świrku? Jasne, że tatuś wrzuci to do żółtej torby. Jeszcze tego wyposażenia kuchni nie miałeś.

    Tego pudła trzeba do tego, tego do tego, a tych trzech do tego - kwestia JeszczeMęża.

    Jak uważasz, dobrze, ok. Jeżeli tak sądzisz - to Niezaradna. Niczego nie pragnie, nie pożąda. Ale jak on ma potrzebę wydania kasy i większej ilości pudeł - ok, ok.

    Przy kasie suma oczywiście trzycyfrowa, ale najmniejsza ze wszystkich, jakie tu padły.

    Tak, tak. Ok. Możemy jeszcze wejść do tej galerii z MediaMarkt, gdzie może upolujesz jakieś płyty prawie za friko. Nie ma sprawy. Tak, niech Dwójka zostanie ze mną. Ja naprawdę niczego nie pragnę. Ani do Solara. Ani go Promodu. MaxMara? Nie, co ty. Idź szukaj sobie płyt. Ja jestem najbardziej podjarana, jak kupię w lumpie parę świetnych ciuchów za parę złotych, wiesz przecież.

    Niezaradna siada na wygodnej ławeczce i w błogim poczuciu zaspokojenia spogląda na Dwójkę, która opanowała jakiś samochód wyścigowy z symulatorem. Za jakieś 5 zł jazda. Dwójka, na szczęście nieświadoma symulatora, świetnie się bawi ideą bez bajeru. Wyobraźnia nadrabia za symulator.

   O, państwo chcą synków wpuścić na symulator? O, już. Proszę bardzo. Dwójko, połazimy sobie.

   O. Patrzcie tu. I tu. O, jakie fajne bąbelki lecą. Bo tu pralnia jest, wiecie?

   O. Kurwa.




   Tak, tak. Wiem, że to wspaniały plac zabaw. Wiem, że chcecie wejść. Tak, to za pieniążki.

   8 zeta za pół godziny. Na łebka. Ojej. Mam 5. Słuchajcie, musimy poszukać bankomatu. Jak znajdziemy, wypłacę pieniążki i wrócimy, dobrze?

   Tak, tak. Jest bankomat. Ojej, Nie wypłaca pieniążka, jaki mama może wypłacić. To bankomat dla bogatych ludzi, daje tylko 50 z najmniejszych, a ja nie wiem, czy mam jeszcze tyle na koncie... Szukamy innego.

   Tak... to też dla bogatych ludzi.

   Ej, ej... widzicie te światełka? Piękne, nie? Tak, pójdziemy tam.

   Tak, można będzie wsiąść. Tak, trzeba zaczekać aż stanie. Tak, też za pieniążek, ale pokręcicie się.

   Świr na rakiecie. Gburka na łabędziu. Światełka zajebiste, muzyczka masakra.

   Tak, już trzeba zejść. Tak, to już koniec. Wiem, wiem, że jesteś zły. Tak, rozumiem, że jesteś rozczarowana.

   Tylko trzy minuty głupiego kręcenia przy zajebiście migających światełkach.

   Niedosyt. Niedosyt.

   Dzień anplagt.

   Może Niezaradna tak wmawiała sobie, że jest minimalistką, że się stało. Jest. I tylko czasem jakiś stanik za 350 ją zanęci, zaciągnie dawno naderwaną żyłką miłośniczki luksusu. Czasem.

   JeszczeMąż minimalistą nie jest. Ale jest duży i rozumie.

   Ale Dwójka.

   Trzy minuty zamiast pół godziny.

   Czemu nie mogę mieć osobnego pokoju?

   Mamusiu, bardzo bym chciała tę książeczkę.


   Uch, trzeba bardzo wielkim mistrzem, żeby z kiczydła i taniochy piękno wycisnąć.

   Taka misja.

   Niektórzy potrafili, Niezaradna pracuuuuje... może uwierzą.




 
 

   

środa, 27 sierpnia 2014

Taka katastrofa... anplagt.

      Zgroza padła na Niezaradną, zgroza padła na Dwójkę. I tylko JeszczeMąż ma ją w głębokim poważaniu, bo do pracy się urywa. I kot też ma w poważaniu, bo mu kwestia z kablem czy bez kabla zwisa.

      Godzina 8.00 - 17.00.

      Brak prądu. Niezaradna kuli się w sobie zatrwożona.

      Zero bajki, by zapodać dla dłuższego pospania.

      Zero audiobooka, by zapodać podczas śniadania.

      Zero odtwarzacza, by nastroić towarzystwo pozytywnie zapodaniem muzyki.

      Zero ciepłej wody. Zero światła w łazience i garderobie bez okien. Zero mikrofalówki, by podgrzać sobie stary chleb z żółtym serem.

      A przede wszystkim:




     Niezaradnej laptop jest i tak stacjonarny, jak wiedzą stali i pilni Czytelnicy. co oznacza, że nie ma żadnych złudzeń na temat jutrzejszego obcinania łbów hydrom zaległości. Nie zarobi jutro nic. NIC. Kurwa mać.

     Recepta JeszczeMęża na brak prądu: jedziemy do IKEA.

     Jeszcze nie wiadomo po co, bo zasadniczo zapotrzebowań pilnych brak.

     I co z tego. Tani obiad? Jest. Atrakcje na dzień cały? Są.

     Forsa na stanięcie przy kasie i przekonanie się, że wydało się kilkaset złotych, choć w zasadzie nie wiadomo na co?

    Skoro JeszczeMąż zarządził wyjazd, niech on zaprząta sobie tym głowę. Zwłaszcza, że Niezaradna nie naciągnęła go na stanik za niebotyczną kasę.

    Jedno można orzec już na wstępie: sytuacja anplagt jest deficytowa. Gołodupni - nie dajcie sobie wydrzeć prądu!

    Nawet, jak czasem czyni to ładne pozory.

    Niezaradna nie wklei piosenki bez kabla, bo nie wie, co wybrać. Strasznie dużo tych fajnych koncerów bez kabla.

 
 

niedziela, 24 sierpnia 2014

Pieniądze szczęścia nie dają. Ale już diamenty...

    Diamenty, jak każdy ciołek wie, są najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny. Ale czasem się zdarza, że i chłopak nimi nie wzgardzi:





      Potencjalnych zaniepokojonych informuje się, że już kolejnego dnia kostiumy były mniej jednolite i Świr wybrał banalniej:





       Gburka konsekwentnie trzymała się klejnotów:

   



     Cóż począć. Trzeba zarobić na te diamenty. 

     Dobra. Bez ściem. Diamenty JeszczeMąż przyniósł od koleżanki z pracy pozbywającej się plastiku z domu, więc były za friko. Niezaradna nie burczała, bo najwyraźniej diamenty to trafienie w punkt zapotrzebowań pięciolatki. 

    Jak zwykle najdroższa jest szlachetna powściągliwość, która wygląda tak:

    



    Czy trzeba było jeszcze wydać kolejne pieniądze na kota? Jasne, że tak. 

    To tylko na początek tak ma być, to tylko na początek. 

    Póki co, Niezaradna wcinając żarcie z subtelnym dodatkiem kociej sierści, odkurzając godzinę dziennie, zwalając kota ze stołu cyklicznie i przez trzy godziny biegając za nim, by wyczesać z zadu gówno, co się nie chciało grzecznie odczepić - ciągle obstaje przy tym, że kot się opłaca. 

    Tylko pracować trzeba, a sierpień potworny jest

    Zmyka się zatem szybko, by zmagać z hydrą stugłową. 

    Dla dekoracji i inspiracji - byście nie bali się dobrych inwestycji:


         
                                   



czwartek, 21 sierpnia 2014

Niebieski, angielski vel srebrzysty, Duńczyk z urodzenia

    Bo On miał fuchę.

    I dostał kasę. I przetoczyły się dramaty, rozpacze, dylematy.

   Czas na dramaciczki, rozpaczki, dylemaciczki.

   Kasę trzeba wydać.

   Ona ma biust. Biust ma opad a la kobieta głodująca z filmów Elżbiety Dzikowskiej i Tony'ego Halika.

   On lubi szastać jak panisko, czemuż raz się nie szastnąć. Zwłaszcza jak ona się wyszastała na kota Duńczyka z urodzenia.

   On chciał się szastnąć na jej korektę biustu. Profesjonalnie miało być.

   Korekta wyglądała mniej więcej tak:






     Tylko że jeszcze ładniej. 

     I ona miała biust, na który patrzyła z lubością. 

     I rzecz kosztowała 350 zł. 

     I jęknęli oboje w duchu, każde na tyle głośno, że usłyszeli się wyraźnie, choć on starał się jęk ukryć i mało udolnie przybierał dziarską minę. 

    - Nie! - powiedziała stanowczo i powtórzyła to z równą stanowczością za każdym z pięćdziesięciu razy, gdy nastawał, by jednak uległa. 

    - Wrócę, bo umrę bez niego - szepnęła do ucha barfittingerce, wierząc, że rzeczywiście wróci KIEDYŚ, a w Dziurze nikt nie kupi tego zajebiście drogiego cuda sztuki stanikotwórczej. 

     Zwalając po raz pięćdziesiąty kota ze stołu i trafiając podczas pisania tekstów o zaparciach na linki wprost do takich tekstów, ponuro rozmyśla nad tym, że ten stanik nad wyraz posłusznie uczynił cud z jej biustem, a arystokrata rodem z Danii głęboko w tyle ma jakiekolwiek jej polecenia. 

     Co prawda stanik nie rozbawiłby jej do łez pojedynkiem na śmierć i życie z maszyną do chleba. I nie uszczęśliwił Dwójki samym faktem zaszczycenia swą obecnością budowy kolei:

     


     Ale, kurwa, biust opada do pasa, a kot właśnie zajął jej miejsce na łożu małżeńskim. 

     

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Niepewna inwestycja?...

     Bardzo chciałby być użyteczny i wszechstronny.

     Wykazał kapitalne talenty jako miotełka do kurzu. Dotarł w najbardziej niedostępne dla kurzu miejsca, a powierzchnię zmiatającą ma imponującą.

      Znalazł Niezaradnej półkę, którą jeszcze można zapełnić drugim rzędem książek.




     Świetnie się sprawdził jako niańka dla dzieci.



    Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że jak inny kumpel po rasie, ma walory obronne:

 

 
   A poza tym JEST.

   Opłaci się?

   Pieprzyć opłacalność.

   Tito. Titek. Titus. Titi.

   Tytan Vir. Koci arystokrata w plebejskim, ale bardzo szczęśliwym domu.




  Jest dobrze. Wszystkim, co myśleli ostatnio, jak to będzie i dobrze życzyli - DZIĘKI.


                                                                                                      Niezaradna

czwartek, 14 sierpnia 2014

Taka gra...

    To już jutro. Wyjazd jest planowany od tygodnia.

    Dokładnie od tej soboty. Kiedy to ona, on.

    Wyjazd jest do przyjaciół. Tych od purpurowej temperatury uczuć. Historie z życia bywają tak banalne, że wybaczcie. Znów to samo.

     Tak pięknie miało to być. Dwa dni u przyjaciół.

     Dwójka dość kompatybilna z dziećmi przyjaciół.

     On z z nim - na dwa dni na koncert, taki jak lubią. One we dwie na nieskończoną ilość pogawędek - tak jak lubią.

     Pytanie, czy Niezaradna wytrzyma z twarzą. Czy wytrzyma z głosem.

     Jeżeli nie ma przy sobie nikogo oprócz Dwójki, może sobie pogadać. Tylko tu, tylko w przestrzeń.

     Jeżeli spotka się z człowiekiem, czy da radę tak wysiedzieć w przebraniu?

     Czy da radę utrzymać twarz?

     Po dwóch dniach jadą po nowego.

     Podobnież nie ma jak kocioterapia. Ile rzeczy wysłucha kot bez strat dla psychiki?

     Składali wczoraj razem drapak-gigant, parę razy splątane jego palce z jej palcami, ot tak.

     Będą jechać w daleką drogę.

     Będzie rozmowa nie tylko poprawna. Będzie współpraca. Zawsze byli zgrani przecież.

     Tak, żal.

     Ile razy można kleić te skorupy? 

     Kto to zakłada na wstępie małżeństwa?

     Niezaradna zakładała.

     Co jednak niczego nie ułatwia.

    To tyle. Byście się nie dziwili, czemu tu cisza zapadnie na parę dni.

    Nieszczęścia w miłości są takie malownicze w sztuce. Ale na blogu - nuda.









   

     

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Trzeba zabić tę miłość?

       Który to już raz? Czy Niezaradna ma poczucie żenady i obciachu?

       Tak, ma poczucie.

       Niezaradna ma poczucie, że coś powinna zrobić, ale nie ma pomysłu co.

       Kryzys, kryzys.

       Jeszcze w sobotę po południu śpiewało jej w duszy, że przeżywa najszczęśliwszy okres swego życia. W sobotę wieczorem dostała plaskacza na twarz. Złym słowem, złymi oczami, złą emocją.

       Prosto w jej ogłupiałą szczęściem twarz.

       W niedzielę poprawiono. Dziś znów.

       Znów.

       Strącona z różowych obłoczków, ogłupiała, bezbronna w swym nieprzygotowaniu.

       Niezaradna nie jest szczęśliwa?

       Niezaradna będzie pojutrze szczęśliwa? Ale jak?

       Z rąk wymknęły się wszelkie sznurki i baloniki poleciały sobie precz.

       Trzeba to udźwignąć. Zmierzyć się z tym, że znów się przestaje wierzyć w człowieka.

       Prościej byłoby zabić tę miłość?

       Głupio byłoby zabijać tę miłość?

       Wybaczcie. Łatwiej mówić w przestrzeń. Powiedzenie komuś w realu oznaczałoby początek końca.

       A milczenie tak nabrzmiałe jest jak wrzód.

       Samotność wielka jest tak bardzo, gdy drugi człowiek jest obok.

       Tylko obok, a odgradza od reszty.

       Największy żal Niezaradnej to za tę samotność. I za swe chore poczucie lojalności, co ją na tę samotność skazuje

       Chciałaby mieć wybór.

       Ma wybór?




niedziela, 10 sierpnia 2014

Bezsenność w Dziurze

    Nie ma to nic wspólnego z romantyzmem. To jest Dziura, tu się nie ściemnia, mili Czytelnicy.

    Kwestia opłacalności będzie tu omawiana.

    Bezsenność. Zdarza się czasem Niezaradnej. Zdarzyła się i ostatniej nocy.

    Cóż bardziej wymarzonego dla gołodupnej freelacerki, która dopiero co biadoliła, że nie ma kiedy pracować.

    O 5.30 Niezaradna pasuje z próbami zaśnięcia i zabiera się za robotę.

    Czemu tak późno? Bo spać kładła się o dopiero o 4.00. Taka okoliczność zachodzi czasem, że inaczej się nie da.

    Robota podczas białej nocy wygląda tak:

    Tekst nr 1... Rak szyjki macicy... taaa... rak szyjki macicy... czemu te kobiety się nie badają? Choć ta znajoma forumka się badała dwa lata temu, a tu patrz... Ciekawe, co jej spowodowało tego raka? Zarazili ją tym HPV? I kto? Hmmm... a może dużo seksu od młodych lat? Hmmm... Kurwa mać. Miało być 2 tys. znaków, jest 3 i pól... by to szlag...

    Tekst nr 2... Reumatoidalne zapalenie stawów... o, a to teściowa. Jej żeby Gburki nie dopadło, bo to dziedziczne bywa i częściej u kobiet, a... aj, tak... okropnie te ręce tak zniekształcone mieć... ale teściowa radzi sobie nimi niesamowicie. Naprawdę, że...

   Ojej... już wstałaś...

   Zarobione: 15 złotych. W ciągu dnia? 150, ale zupełnie za coś innego - sprzedaje się coś, by kupić coś...

   Wnioski: Bezsenność się nie opłaca za cholerę. Gołodupni, śpijcie dobrze.

   Jedna Taka zapytała: A Ty czemu nie spisz?

   To oddaje chyba sedno sprawy:






 

piątek, 8 sierpnia 2014

Potwór sierpniowy

      Niezaradna wielbi to lato. "To jest udane lato! Wreszcie" - oznajmiła dziś na plaży JeszczeMężowi. I zadrżała, że zapeszy. I nazajutrz lunie deszczem. I powieje chłodem aż do września.

      Niezaradna kocha lato. Jest pełne cudownych zapachów, tego boskiego uczucia, że nie ma się na sobie prawie nic, a ludzie są zbyt znużeni upałem, żeby się gapić.

      Błogosławione lato!

      I jeszcze coś.

     Niezaradna jest załamana tym latem. "Nic nie zarobię w tym sierpniu. NIC" - oznajmiła dziś po powrocie z plaży. I zadrżała, bo to bardzo wiarygodne, gdy zasiadając do roboty o 22 jest tak znużona, że zamula ją już pisanie pierwszego tekstu. A jest to pierwsza wolna chwila w ciągu dnia, gdy może siąść do pisania tekstów. Których założyła sobie dziennie pisać... osiem? Jak do tej pory osiem to wynik dokonań z całego sierpnia.

     Przeklęte lato z wolnym od przedszkola, potrzebą ucieczki z miasta w upał, potrzebą przepłynięcia w wodzie kolejnych paru metrów, z których każdy daje o sobie znać znużeniem wieczornym. I się chce na balkon wyjść, by piwko obalić i pogawędzić, a nie siedzieć i stukać.


     Zaległości w pracy są jak mityczny potwór. W miejscu każdej odciętej odciętej głowy wyrastają dwie następne - przeczytała dziś Niezaradna.

     Pieprzona, cholerna prawda.


 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Trzeci sposób na wakacje ekonomiczne

     Używany intensywnie, nadużywany, serwowany w ilościach nieprzyzwoitych, bez końca, ciągle.

     Kultowy i nieśmiertelny.

     Jedzie się blisko. Korzysta się, że Dziura to Pojezierze Dziurowe jest.

     Korzysta się z głową.

     Jezioro się wybiera dzikie. Plażę dziką. O, tak:





     Zero budek, zero gofrów, zero lodów, zero lansu. Za to dziką naturę w postaci żab, ropuch i innych takich można łapać garściami. Dosłownie.

     Zwłaszcza, jak się zdarzy, że ma się caluśkie jezioro dla siebie. Raz się zdarzyło.

     Jak się nie ma całego jeziora i plaży dla siebie - dzierży się kopcenie fajami, dziwnych ludzi plażowych i kapsle, na które nadeptuje się w piachu i inne takie. Z racji, że jest się nad dzikim, ekonomicznym jeziorem niekomercyjnym - całokształt niepożądanego dobrostanu serwowany w małej porcji. I to jest super luksus.

     Nad jeziorem każdy robi to, co lubi. Kto umie pływać, uczy potomstwo pływać (JeszczeMąż). Kto umie unosić się chwilę na wodzie, uczy potomstwo kłaść się na wodzie. Poza tym, kto umie pływać - pływa. Kto umie gnuśnieć - z nogami w wodzie czyta lekturę lekką i czyni pozory pilnowania potomstwa oraz dobytku (zabiera się go na dziką plażę w ilości ograniczonej). Wszystko poza umiejętnym pływaniem - Niezaradna oczywiście.

    Kto jest potomstwem, czerpię radochę z taplania się, rycia i eksplorowania przy pomocy wiaderek (po sztuce na łebka) oraz łyżek stołowych nie od kompletu (po sztuce na łebka). Uwaga! Łyżka jest sprzętem kultowym, gwarantowana zawiść całej reszty nie wyposażonych w ten sprzęt.

   Można też zaopatrzyć się w celach rozrywkowych w to, co natura dała i poczynił anonimowy geniusz-kreator. Przed którym niniejszym chyli się czoła z szacunkiem, bo - o:





     Autor: nieznany, odkrywca: JeszczeMąż, który popłynął w celu pochwycenia porzuconego dzieła daleko na środek jeziora. Szacun, Ekodizajnerze! Po co zabierać nad wodę zabawki?

     Koszt drugiego sposobu na wakacje ekonomiczne: transport. I woda na plażę. I żarełko dla potomstwa. Ekonomicznie, ciastka ze sklepu owadowego.

     Skala trudności: od much końskich trzeba się odgonić raz po raz. I jak się pieprzy pogoda, robi się smętnie. Poza tym trudności nie odnotowano.

     Nie macie jeziora dzikiego blisko? Zrozumcie, jakieś atuty okolic okołodziurowych muszą być. U Was są na pewno inne. Korzystajcie!







   

 

 

 


 

 

 

sobota, 2 sierpnia 2014

Niezaradna PRAWIE daje się zwariować...

       Tak jest, mili Państwo. Stało się to niewesołym faktem. Niezaradna, która szczyci się wobec szerszego gremium, że jeżeli chodzi o oszczędności okołodzieciowe to nikt jej nie zagnie, byłaby już poległa i wyłożyła się jak długa pośród rozpusty... okołokociej.

       Jak już się niedawno rzekło, cele się zmieniły. A że forsa się w końcu zarobiła, kot narajony od jakiegoś czasu już - czas poczynić wydatki okołokocie.

       Kot Niezaradnej będzie wypasionym kocim arystokratą, o którego zakupie można by tylko dumać w cyklu pt. "jak to się ludziom w dupach poprzewracało". Ktokolwiek przestąpi próg domu Niezaradnej, uzna, że jej też. I w ogóle z tą całą biedą coś nie teges.

       To teraz kwestia kosztów nr 1. Na osobę kociego arystokraty.

       Oczywiście koci arystokrata będzie wspaniałym, oszałamiającym i absolutnie zniewalającym charyzmą przystojniakiem. Ale z jednym tycim brakiem. Kot za moment w rodzinie będzie, nie będzie się mu obciachu robić i trąbić o brakach. Niech Czytelnicy wiedzą tylko, że na arystokratę z brakiem stać nawet średnio wydolnego chałturnika, bez perspektyw na stałą robotę. Czyli gołodupnego.

       Czemu nie pełnowartościowy dachowiec bez domu tylko wypasiony arystokrata z felerem?

       Niezaradnej, jak wiele razy się tu mówiło, nie stać na niepewne inwestycje. Kot ma być po to, by był przyjacielem. W szczególności dziecięcym. Rola terapeutyczna na furiozy dziecięce mocno pożądana. Kocie furiozy - absolutnie nie. Kot ma być jeszcze kumplem JeszczeMężowym, a to trudna sprawa, bo JeszczeMąż z upodobań psiarzem jest. Dla Niezaradnej wystarczy, że kot będzie kotem.

       Kot zdolny sprostać wyśrubowanym wymaganiom, jest arystokratą właśnie. W wieku zdążającym do statecznego, czyli bez fjubździu we łbie. Zatem nie tak znów wiele, ale zapłacić trzeba było. Ten wydatek nie podlegał wątpliwościom. Czy się opłaci - oceni się w połowie sierpnia, gdy koci arystokrata przybędzie.


      I tu kwestia kosztów nr 2. Na przyległości kociego arystokraty.

      Niezaradna była bliska zwariowania i popadnięcia w gorączkę zakupową, o tak. Ile może być przyległości okołokocich wie ten tylko, co kiedyś był debiutantem dzieciowym. Polega się wtedy pod masą rzeczy, które kupić absolutnie, koniecznie, obowiązkowo trzeba. W przeciwnym razie pozbawia się dziecko szansy na szczęśliwe dzieciństwo. Każdy, kto łyknął tę brednię, zna wartość momentu ocknięcia się: ok, ok, ale po cholerę ten miś z bijącym sercem, skoro młode tak drze się po włożeniu do wyra, że nie słyszy tego wspaniałego efektu?!...

       Z kotem debiutantów, rzecz ma się, jak z dzieckiem debiutantów.

       Trzeba kupić wyprawkę.

       Miska nie może być ta od kompletu. Druga miska - tym bardziej. Specjalne. Ceramiczne muszą być.

       Kuweta - to salon. Czego się nie zrobi, by w chacie nie zagęszczać atmosfery?

       Drapak. Jeszcze miesiąc temu słowo Niezaradnej doskonale obojętne. Dziś już wie, że dobry drapak to gwarancja nieodrapanych mebli i nieagresywnego kota w chacie. Drapak musi być DOBRY, inaczej jest tylko gadżetem. Niezaradna bierze kota większego niż niejeden pies, bo jak każdy klasyk wie, to, co najbardziej wybujałe, bywa najłagodniejsze. O:





        Na przykład.

        Rzecz w tym, że wybujały kot potrzebuje wybujałego cenowo drapaka. Cóż, nie da się uniknąć.

        Żwirek i żarło dla kota - o. Da się tanio i nawet arystokrata nie pogardzi.

        Arystokratę trzeba czesać. Rzecz do czesania zwie się furminator. Drogo. Trzeba.

        Jeszcze trzeba by transporter. Niedoczekanie. Póki co, się pożyczy.

        Zabawki dla kota? Poczeka. Jeszcze nie święta.

        Kocyk dla kota? Bez przesady, coś tam po Dwójce się znajdzie, a w sumie to i tak pewnie będzie spał na drapaku.

        No to kiedy Niezaradną poniosło?

        Jak chciała okratować balkon w celu ochrony kota przed wyskokiem z 2 piętra. Wysoko, aż po balkon sąsiada z góry. Koszt: 500 zł za dojazd plus 13000 za samą usługę w specjalnej firmie zabezpieczającej balkony. JeszczeMąż polecił Niezaradnej puknąć się w czółko. Ale już nie trzeba było nawet.


        Wydanie na kota sumy przekraczającej te, które zwykła czynić na Dwójkę, jakoś Niezaradną otrzeźwiło.

        Kot, jeżeli zjawi się balkonie, będzie oszelkowany i na smycz krótko wzięty. I starczy.

        Niezaradnej na dziś też. Zakupy na debiut są takie męczące.

        Suma wydatków na kota: 1600. Hurtowe ilości karmy, żwirku, kuweta jak dla słonia, drapak niewzruszony jak Góra Przeznaczenia. I kot sam.

        W sam raz jak na przyczepkę. Żegnaj, przyczepko.