poniedziałek, 7 grudnia 2015

Panie i Panowie, pójdźcie do szopki

   Spektakularnej budowli nie będzie, szopka tylko.

   Na nic innego nie ma czasu ani środków. Może kiedyś.

   Tu było ładniej, tam jest jaśniej.

   Serdecznie zapraszam Was, choć brak jeszcze ścian: KLIK!

   Dziękuję, że byliście i wspieraliście. Cudownie było Was odkryć w ciemniej jamie.

 

niedziela, 29 listopada 2015

Panie i Panowie. Nie ma ściemy - to koniec

    Nie nazywam się Niezaradna i zaczęłam pisać ten blog z frustracji i poczucia nieszczęścia.

    Chciałam mieć Swoje Miejsce. Ale powstało na pewien moment w życiu, ten moment już minął i nagle zdałam sobie sprawę, że z niego wyrosłam. Z tego Miejsca. I z Niezaradnej też wyrosłam.

     Niezaradna wzięła się stąd, że strasznie dotknęło mnie zdanie ludzi, którzy mówią, że bieda i bezrobocie jest wynikiem niezaradności. Czasem jest. Ale czasem.

     Z racji na zbyt małe poczucie wartości osobistej cholernie osobiście traktuję pewne rzeczy, nawet te gadane na Nierealu przez Nierealne Byty. Zwłaszcza, jak mam na punkcie tych rzeczy kompleks. Tak, bieda była moim kompleksem. Mam kompleksy w najdziwniejszych miejscach. Ciągle obijam się o nowe.

    Nie zostawię Was sierotami, Garstko Miła, która tu zagląda i mnie woła, gdy zapadam w Real na za długo. Zamykam tylko ten rozdział, nie pisanie w Swoim Miejscu.

    Tylko zmienię miejsce.

    Choć te ponure ciemności dookoła i okno zachłostane deszczem bardzo mi się podoba. Bo są za nim jakieś obiecujące zarysy gór. Może to obietnica przygody, a może ściema. Wszystko jak w życiu.

    Panie i Panowie.

    Nie porzucę mojego zdjęcia. To czarno rysowane słoneczko, ale jednak słoneczko. Cała ja. Najlepiej mnie tu zdjęto, choć to niezamówiony a skradziony portret.

    To miejsce mnie wkurza, bo zjada fotki. Poza tym, by tu być muszę wchodzić na inną przeglądarkę, a to mi wiele utrudnia.

    Zmienię miejsce i pokażę Wam, jak tam trafić. Jak tylko je zbuduję.

    Pamiętajcie, że nigdy Wam nie ściemniłam.


    Agnieszka

 

wtorek, 17 listopada 2015

Hatifnatowie w mroku

    Panie i Panowie.

    Jest listopad w wydaniu klasycznym. Cały świat jest bury i ponurość na nim się rozsiadła. Nawet Buka gdzieś się zaszyła i boi się wyleźć.

    Zimno hula po świecie.

    Niezaradna i jej Ekipa idą w zimne, mroczne popołudnie, każdy pod swym parasolem.

    Parasol Gburki jest przezroczysty i widać przez niego drogę. SuperMoc. Parasol Świra jest zielony i ma przymocowany nie wiadomo po jaką cholerę gwizdek. Zatem się gwiżdże. Parasol Ser Męża jest kupiony w Rossmanie i składa się w mały, bo Ser Mąż dużo biega w terenie w ramach obowiązków służbowych i musi go mieścić w plecak. Parasol Niezaradnej jest rozłożysty, bo ona biega tylko do placówek oświatowych i na spacery z dziećmi.

   Jest mrok i  idzie się w wilgotnej mżawce. Zachodzi się na plac przed budowlą mieściny nr 1. Plac w mroku wygląda tak:


  - Hatifnatowie! Hatifnatowie! - woła uszczęśliwiony Świr, a Niezaradna ma ochotę go zacałować ze wzruszenia, no bo przecież oczywista - to Hatifnatowie:


   Z bliska okazuje się, że Hatifnatowie są ranni. Nie ma żadnego, który miałby się dobrze. Mają powypalane petami czasze, straszą w nich wielkie dziury, parę kloszy jest utrąconych, jakby ktoś zdekapitował tych biednych głupich Hatifnatów.

   Ser Mąż nakłada czasze z powrotem, okazuje się to możliwe. Dziur jednak nie załata. Pozostają.

   Panie i Panowie.

   Niezaradna czuje tak wielką niemoc wobec tego mroku wokół.

   Niezaradna nie jest publicystką ani światłym umysłem.

   Ona tylko nie chce, by ktoś z jej bliskich był Hatifnatem w ciemności.

   Z wypaloną dziurą, której nie da się załatać.

   Lęk jest taki bezproduktywny.

   Ciemności kryją ziemię.

   Suplement - środa:

   Dziś przyszła odpowiedź:



czwartek, 5 listopada 2015

Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija

    Można mieć wrażenie, że minął i ten blog, Panie i Panowie.

    Słowo, nie minął. Co więcej, może nawet znów zacznie pulsować mniej agonalnie. Niezaradna ma mieć ciut więcej oddechu. Pożyjemy - zobaczymy.

    Minął jednak październik i można buczeć żałośnie.

    Panie i Panowie, nic z tych rzeczy. Nie jest źle. Nie ma biedy do tego stopnia, że Niezaradna poważnie roztrząsa zakup pierwszej od lat... ??? Cholera wie od ilu lat. W każdym razie kiecki rozważa zakup.

    NOWEEEEJ!!! Firmowej!!!

    Taka zdrada, Panie i Panowie.

    Na usprawiedliwienie swoje Niezaradna poda, że kiecka ta wygląda jak worek. I może być z ałtletu.

    To już wiecie, co u Niezaradnej. W dupie się jej przewraca.

    Co u Gburki?

    Mamo, wszyscy chłopcy chcą być ze mną w parze. I się kłócą, kto będzie w parze ze mną. Nawet chcą się bić!

    Co prawda Niezaradna nie zauważyła, no ale nie masz jak pozytywne spojrzenie na siebie samą (Poza tym Niezaradna zazdrości smarkuli jej samoakceptacji).

    Co u Świra?

    Mamo, czemu ten pan ma taki duży brzuch??? 

    A co ten pan ma na buzi?

    A czemu ta pani ma taki duży brzuch???

   Brzuchaci nie usłyszeli, młody człowiek z ognistoczerwonym trądzikiem na twarzy patrzy na Niezaradną z odrazą. W sumie dziwne, że ktoś nie słyszy. Gdy Świr się narodził, z miejsca został uhonorowany tytułem Najgłośniej Wrzeszczącego na Sali. I tak mu zostało. Świr jest przekonany, że następnym razem będzie dyskretny. Za każdym razem.

   Co słychać u SerMęża? Bawi się. Czasem bywa Królowobójcą. Kiedy bywa Królowobójcą, Niezaradna miałaby czas na pisanie tu może, bo nie spędza z nim czasu. Ale ciągle lubi go na tyle, by nie pisać o nim na netach źle. Nawet jak ją wkurw jasny bierze. Zatem woli pracować.

  Co słychać było u października? Chodziło się i przytulało drzewa, jasna rzecz. Najlepiej przytula się brzozę i buk. Moc dobrych rzeczy. I nie brudzą. Kurtek.

  A teraz w obrazkach:

Jeszcze przed poprzewracaniem się w dupie Niezaradnej - nabytki z lumpeksu

Wszystko na swoim miejscu, czyli bajzel w domostwie - jak zwykle
Świr w naturze nie popełnia nietaktów - drzewa są wyrozumiałe
Gburka... cholera, jak trudno zrobić jej fotkę z tyłu, gwiazda jedna
Zabawy SerMęża - kłopotliwe - kuchnia jeszcze bardziej zagracona
Kot - gdyby tylko mógł, zjadłby wszystkich - nie może=frustracja

niedziela, 18 października 2015

Degrengolada jesienna?

Panie i Panowie. Otóż nie.

To jest nawet zabawne.

Sami zobaczcie. I znajdźcie pięć różnic. Jeżeli Wam się chce, jasna sprawa.





Poza tym Niezaradna uprasza o wybaczenie, ale z racji zobowiązań, musi blogować i tutaj: KLIK!

Jak Wam się chce, kliknijcie. Za linkiem schowana recka i Dwójka.

Blogowanie w innym miejscu, utrudnia działanie tu. Zatem to tylko znak: żyjemy!

niedziela, 11 października 2015

Październik nadal jest miesiącem drzew...


    Tak, Panie i Panowie.

   Od zeszłego roku nic w tej kwestii się nie zmieniło. W zeszłym roku było tu tylko więcej i ładniej: KLIK!

    W tym roku październik nie pozwala na rewie mody z lumpeksu. Tylko drzewa rewię robią.

    Błogosławione bądźcie, miejskie drzewa. Jest w Was Moc.

    Panie i Panowie. Tylko czemu deszcz ze śniegiem od rana. Czemu.



piątek, 2 października 2015

Dzień Wegetarianina

    Panie i Panowie.

    Dzień Wegetarianina wczoraj był.

   Jak to zwykle bywa na okazję święta, wszystko się spieprzyło. Dyniowa zupa Niezaradnej, w którą wykonawczyni włożyła i serce, i masę pieprznych przypraw, i nawet krew serdeczną, tak bardzo chciała by wyszło dobrze...

   ... to ta zupa była absolutnie mdła. I w ogóle taka jakaś inna niż Niezaradna potrzebowała.

   Zresztą podobnie jak i inni członkowie rodziny.

   Świr zażądał kabanosów z chilli. Luksusowych, cieniuteńkich jak sznurki kabanosów, którymi Niezaradna zwykła się raczyć w rzadkich chwilach, gdy siadała z SerMężem przy filmie. I mieli swoje zen alkoholowo-mięsożercze.

   Niezaradna przestała żreć kabanosiki, zaczął żreć Świr. Widać tak ma już być, że ktoś w domu ma parcie na kabanosiki ostre jak żyletki.

    Niezaradna zniesmaczona mdłą dyniową zupą łaknęła żarłocznie zwierzęcości.

    Pieprznęła weganizm na ten dzień, niech się czochra weganizm, gdy zeżarłoby się kabanosa z chilli.

    Chleb z krowim masłem i jajami na twardo, zasypany grubo pieprzem, z nałożonym żółtym serem i rzodkiewką, żeby nie było.

    Ooooooooch...

    Panie i Panowie.

    Po trzech roślinnych miesiącach neoficki zapał wygasł. Nadchodzi szary wegedzień.

    Żreć się chce.

 

poniedziałek, 28 września 2015

Toksyna

   Starsze panie stoją w czteroosobowej grupce i na skąpanym w słońcu boisku czekają na wnuki. Pierwszoklasiści zaraz zostaną wyprowadzeni.

   Rozprawiają, a w zasadzie rozprawia jedna, a pozostałe słuchają. Wokół nich krąży jak satelita dziewczynka. Na oko szósta klasa, nudzi się zatem śmiertelnie. Cóż... z jakiegoś względu jest tu z babcią.

  Rej wodząca dama w pewnym momencie zauważa ją:

  - A to jaki grubas! - stwierdza - No grubas!

  Babcia dziewczynki o nazwie grubas uśmiecha się lękliwie i przysuwa dziewczynkę o nazwie grubas bliżej siebie.

  - No jak tak można być grubą... - rozwodzi się pani starsza elegancka - za dużo jesz! Pewnie słodycze lubisz, co? Poruszać się trzeba! Gimnastykę jakąś!

  - Chodzi na tańce... - wtrąca speszona babcia dziewczynki o nazwie grubas i gładzi nerwowo wnuczkę po ramieniu.

  - Widać niewiele dają! Mniej słodyczy! Ja czekoladę to tylko gorzką jem, po kawałku... No sernik upiekę... - zwraca się w stronę pozostałych pań - sernik...

   Sernikowa dygresja nie odciąga jej jednak od punktu wyjścia

  - No, musisz wziąć się za siebie... No zobacz jakie fałdy masz, no! Przecież nie można być takim grubasem! Ty jesteś młoda dziewczyna!

   Dziewczynka ma na twarzy przyklejony uśmiech i zapada się w sobie opierając się bezwładnie o wątłe wsparcie babci. Nauczoną ją, by być grzeczną dla starych kobiet. Toksyna działa.

  Litościwy dzwonek przerywa kaźń.

  Twoje białe spodnie są pretensjonalne, a torebka miernie udaje elegancję. Zmarszczek nie ubędzie, tylko przybędzie, a w blond u tak starej kobiety jak ty, nikt już nie uwierzy... Milcz, okrutna suko! - syczy mała ruda grubaska, starsze dziecko potraktowane dawno temu tekstem "to małe ładne, to duże brzydkie" - syczą wszystkie nieszczęśliwe dzieci ukryte w Niezaradnej.

  Usta Niezaradnej są zamknięte. Nauczono ją być grzeczną dla starych kobiet. Wzmocniono dawką toksyn.



czwartek, 24 września 2015

Muszę, bo się uduszę. Post zaklinający

   Panie i Panowie.

   Niezaradną mdli.

   I muli zmęczenie tak, że zasypia nad robotą natychmiast, gdy nad nią siądzie.

   Bohaterka tej powieści zaczyna czuć lekką panikę.

   Pod wpływem nieoczekiwanych napomknień SerMęża o Trójce miast Dwójki, Niezaradna uległa raz.

   Tak jakoś przeczuwała, że to i tak nie ten czas. No i wypiła nieco więcej wina niż zwykle.

   Tak, tak - płodzenie dzieci pod wpływem jednej lampki wina więcej jest głupie i złe.

   Ale Niezaradna czuła, że to nie ten czas, gdy następuje dziecko.

   I tak, Niezaradna nie prowadzi kalendarzyka. To takie nudne i nudne. Poza tym zwykle w użyciu są zabezpieczenia. Te na 99% pewne.

   Teraz panika narasta i Niezaradna czuje, że kupi ten test, na który być może jeszcze za wcześnie i użyje go, by nie nabyć pewności, ale złudzenia.

   Niezaradna jest za stara, zbyt już leniwa, zbyt ciesząca się wreszcie zarwanymi tylko z własnej przyczyny nocami, zbyt lękająca się o milion spraw.

   Niezaradna już wiele razy siała tu panikę na wyrost. Zwykle dotyczyła ona przyszłości związku z SerMężem.

   Zatem teraz też posieje. Tak na wszelki wypadek.

   Przywracać znów tytuł "dziennik ze stanu biedy"? Trzeba by było.

   Przeprosiny dla Was za to wszystko powyżej. Ale rzec o kwestii tej komukolwiek w realu byłoby nie sposób,

   Przecież Bogini z Matki przechodzi w postać Staruchy. 

   W nocy z 27 na 28 września Krwawy Księżyc. Czekajmy.

   Mdłości.

   Jasna cholera by wzięła to wino i głupotę pójścia po nim na całość. Niezależnie od wyniku testu.

   Raz jeszcze prosi się o wybaczenie za ten post.



   Jakiś czas później...

   I już. Nie trzeba kupować testu. 

   Ufff... i hmmm... aha. To tylko początek infekcji, wirusy już ganiają.

   Dziękuję za cierpliwość!

wtorek, 22 września 2015

Mabon, Panie i Panowie

    Niepokoję się o ciebie - rzekł parę dni temu młodszy brat - cały ten twój wegetarianizm... pójdziesz jak nic w jakąś ideologię. Jakieś nju ejdż...

    Niezaradna uśmiechnęła się promiennie do brata i odrzekła, że jeżeli tak ma być, to będzie. Urosła już na tyle, by nie podejmować pewnych rozmów. I tak brat spasował.

    Dobry katol to mięsokatol. Niezaradna już od dawna dobrym katolem nie bywała. Wy wiecie najlepiej, Panie i Panowie.

    Niemniej dziś, w dniu chwili Sabatu Mabon, czuje wielką wdzięczność wobec Mocy, która tego lata tak hojnie darzyła jej rodzinę. I postanawia trzymać fason nawet najbardziej ciemną jesienią i burą zimą. Panie i Panowie, podobno pomocne tu jest suplementowanie witaminy D.

    Niezaradna zażywać będzie. Prócz nju ejdżu można zarzucić jej przecież jeszcze wyjałowienie organizmu, to wege takie kurewsko niezdrowe. O pardon, krytycy nie mówią słów na k. Przemawiają głosem zatroskanym z potencjalnym ironicznym wzniesieniem brwi.

     Błogosławione bądź Lato z lipcem pełnym truskawkowych pól, miejscem ekstazy całej Niezaradnej rodziny.

     Błogosławione bądź Lato z sierpniem rozbuchanym jak piec i nocami pełnymi spadających gwiazd.

     Błogosławione bądź wreszcie Lato z wrześniem pełnym łomotu kamieni spadających z serc rodzicielskich: placówki oświatowe cieszą Dwójkę.

     To Mabon. Bogini z Matki przechodzi w postać Staruchy. 

     Gburka podczas kąpieli ustawia na wannie miseczkę z wodą. Gdy wchodzimy do domu Jezusa, robimy znak krzyża na czole - pokazuje Niezaradnej jak. Niezaradna uśmiecha się ciepło do Gburki i mówi jej, że to cudownie, że cieszy się swymi lekcjami religii.

     Urosła już na tyle, by cieszyć się każdym powodem do niewinnej radości.

   
Niezaradnej uczta Mabon. Brzydko wygląda, ale Niezaradna zażera się jak dzika. Tanie różowe wino do tego


   

poniedziałek, 21 września 2015

Posypuję głowę popiołem i tarzam się w pyle

Wrócę, wrócę, wrócę...

Bo strasznie mi brak mojego wołania w Dziurę w piachu, w której odkopałam tylu życzliwych Ludzi. 

                                                                                                                    Niezaradna


Panie i Panowie.

Jako niezaradna, Niezaradna nie radzi sobie z porcjowaniem czasu na robotę, na życie, na pasję.

Cholernie jej z tym głupio. Pod tym względem łatwiej było być bardzo biednym i w kryzysie małżeńskim.

Pod innymi względami zdecydowanie łatwiej mieć 2000 zł co miesiąc na koncie. I być blisko z SerMężem.

Ale wróci się, słowo, słowo, słowo.

Wydarzyło się tyle chwil i wrażeń, że i tak nie da rady tego napisać.

Wklei się zatem inspirujący do chwytania chwil obrazek.


piątek, 14 sierpnia 2015

Udręka i ekstaza

   Część udręka: jazda w tłumach i korkach, robota rozpoczęta o godzinie 22, po całym dniu za kółkiem i ogarnianiem rodziny na miejscu i Ser Mąż serwujący gadkę z cyklu: jak to, ja mam zrobić to, ale jak to mój gips, a w ogóle to powinnaś zrobić to... - o północy, gdy Niezaradna jeszcze ciągle jest z robotą na rano w dalekim tyle.

   Część ekstaza: widok Dwójki piszczącej ze szczęścia na widok kwatery ze schodami w domu, nie na klatce (ach, mieć w domu schody!), widok Dwójki kompletnie oszalałej, bo morze, morze, morze... Piach, piach, morze, morze, morze.

   Morze.

   Można tyrać całą noc dla tych pierwszych prawdziwych wakacji w życiu Dwójki.



 




    Tyrać. Urlop. Tyrać, Urlop. Plan na najbliższe cztery dni. Na więcej Niezaradna i Ser Mąż nie zatyrali. 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Jeszcze chwilę...

   Panie i Panowie.

   Jeszcze małą chwilę. Jeszcze momencik. Może zepsuje się pogoda i zagipsowany Ser Mąż wyjdzie z Dwójką na spacer. Może Niezaradna odbije się od dna zaległości. Może skończy się deszcz Perseid i gorące noce wołające: jazda na rower!

   Może zacznie się jeść obiady w innym miejscu niż takie jak poniżej.

   Wtedy Niezaradna wróci i pokaże lipiec.

   Sierpień pijany upałem wygląda tak:


Stan na dziś, wczoraj i jutro - do obiadu nie trzeba kuchni, tylko powietrza.

sobota, 8 sierpnia 2015

Usprawiedliwienie

    Panie i Panowie.

    Ser Mąż chyba chce dorównać sławetnemu Lannisterowi bez dłoni. Tym razem złamał rękę.

   A taki se wyjazd górski Niezaradnej okazał się mieć jeszcze jedną konsekwencję. W czasie jej nieobecności Gburka, czesana niewprawnymi rękami ojca swego, miała fryzury ulepszane w przedszkolu. Pani czesała niesamowite korony. Zapewne niejednej dziewczynce. W przedszkolu była wszawica.

   Auć.

   Hasające sobie nieomal miesiąc po głowie Gburki krwiopijcze stworzonka postanowiły skolonizować jeszcze parę dobrze wróżących głów.

   Auć. Auć. Auć.

   W obliczu zaistniałej pod koniec lipca sytuacji:

  • Niezaradna straciła jakiekolwiek oparcie w Ser Mężu - gips plus upały spowodowały, że stał się niczym Ser Jaime u progu finału;
  • dawszy się zwieść propagandzie głoszącej, że szampony przeciw wszom mają moc, Niezaradna straciła kilka wieczorów i nocy z życiorysu - nawet zawodowego;
  • planując wyjazd rodzinny do pewnej wioski nad morzem, Niezaradna z rozpaczą każdą wolną chwilę przeznacza na robotę (jaką wolną chwilę, kurwa?);
  •  o czwartej rano, leżąc w kąpieli, melancholijnie wspomina, że kiedyś miała blog i lubiła go. 
  Miejcie mnie za usprawiedliwioną. 


 Piknik średniowieczny - jeszcze ze średniowiecznie zawszonymi łbami

piątek, 24 lipca 2015

To nawet nieco nie w porządku

To nawet nieco nie w porządku tak nagle zamilknąć.

Jeżeli się krzyknęło z rozpaczą w ciemność i ciemność odpowiedziała wieloma dobrymi głosami, to nie zostawia się tej czarnej dziury pełnej głosów ot tak.

Nie gniewajcie się proszę o tę dziurę czarną. Od czasu "Interstellar" Niezaradna wcale nie ma ich za coś złego.

Ale nie zmieniajmy tematu.

Można było wejść. Coś rzucić. Jakieś heloł, Panie i Panowie. Szafa gra, praca wre, lipiec płynie.

W międzyczasie Niezaradna przestała jeść mięso.

Ale tak bez obrazka?

Lipiec bucha obrazami. Każdy utrwalony moment Niezaradna przeznacza i na to miejsce. Ujęcie, gdzie nie widać twarzy, tylko chwile.

Będzie z tego wielki lipcowy reportaż.

Lipiec na niego zasługuje.

Pomiędzy reportażem nachalnie wciska się klawiatura.

Brak czasu na pracę, konieczność pracy. Brak czasu na pracę, konieczność pracy. Brak czasu na pracę, konieczność pracy. Brak czasu na pracę, konieczność pracy.... I tak dalej.

Ale jednak można było zawołać choć heloł.

I tak, Niezaradna tęskni rozpaczliwie. I pracuje łapczywie. Lipcując się na potęgę każdą chwilą lipca.

Zobaczycie wszystko na obrazkach. Kiedyś, w wolny wieczór, gdy Niezaradna będzie mieć czas na obrazki.

Przedszkole bywa okrutne, brak przedszkola jak się okazuje też.

Niesamowite, że z braku czasu dał się wyciągnąć jeszcze większy brak.

A jednak się stało.

Przepraszam. Wrócę. Prędzej.


                                                                                                               Niezaradna

Balkoning i czytelnia na nim. Jedyna szansa Niezaradnej na pracę w domu z dziećmi. 

sobota, 4 lipca 2015

Był sobie wyjazd w góry

    Panie i Panowie.

    Tak, był wyjazd w góry. I był  powrót z gór. Jeszcze nigdy przenigdy nie było tak upragnionego powrotu z Tatr.

    Tak, Niezaradną wołał krwawiący obficie strzęp, który zostawiła w domu. Może to serce, może dusza, jedno licho wie co. Ciężko było bez tego żyć.

    Tak. Dokuczała niekompatybilność współtowarzyszki podróży i współlokatorki na nocy osiem.

    Gdzie jedna była skowronkiem, tam druga była sową.

    Gdzie jedna była organizatorką, tam druga wolała spontan.

    Gdzie jedna była towarzyską ekstrawertyczką, tam druga lubiącą posnuć się sama ze sobą introwertyczką.

    I inne takie. Niekompatybilna współtowarzyszka patrzyła na Niezaradną z rosnącą zgrozą, a Niezaradna intensywnie klepała w klawisze udając, że ma więcej pracy niż miała.

    Bo przecież cała robota miała się na nią zruchnąć po powrocie. Bo na wyjeździe się łazi, używa gór i życia, a wieczorem chleje wińsko.

    Albo nie. Niekompatybilność.

    A Tatry 2015? Krzyczące nostalgią za tym, co kiedyś. Sypiące się, zabłocone i ogołocone z drzew.

    Panie i Panowie. Smutno w takich Tatrach.

 
Była sobie Dolina Olczyska. Zostało smutne cmentarzysko.
  

Jedna noga zepsuta, druga noga zepsuta. Trzecia się trzyma.

    Czemu zatem chce się łazić w takich Tatrach nawet o trzech nogach? 

    Panie i Panowie. Niezaradna nie umiała niestety zakorkować w butelki zapachów strumieni górskich, w których leżą spokojnie gnijące sobie rośliny. A to może by coś wyjaśniło. 

    Absurdalnego uporu, który każe leźć wyżej, też Niezaradna nie umie wyjaśnić. Zwłaszcza, że towarzyszy mu uporczywa myśl, że trzeba będzie zleźć i można znów obić tyłek, albo złamać rękę pozbawiając się narzędzia pracy. Albo stracić palce nóg, które już za moment wejdą w stan gangreny. Góry to narkotyk, którego działanie ustaje ledwo noga stanie na równym. Wtedy czuje się zmęczenie, i ból, i wszystko, co jest przeciw tej głupocie. 

     Może tylko to jeszcze, że w górach spotyka się ludzi, którzy mówią sobie na szlakach "dzień dobry". Często z uśmiechem. I wtedy nawet taki odludek jak Niezaradna czuje, że lubi tych ludzi. To przywraca jej wiarę w nich. Są. Nie tylko w Nierealu.

     Był sobie wyjazd. Dobrze, że był. Bez niego nie byłoby powrotu. 

     A po powrocie było dużo radości. I zakończenie przedszkola. 

    Niezaradna nie zdecydowała się jeszcze, czy totalne uff, czy raczej o kurde. Teraz już zupełnie nie ma czasu pracować i znów straciła wieczory z życiorysu. 

    Przyszło lato. Jak jest lato, nawet klepanie tekstów o OZE idzie łatwiej. 

    Tylko na pisaniu bloga już się przysypia.

środa, 24 czerwca 2015

Sloł albo po imieniu: babciowo

    Panie i Panowie.

    Dobra. Bez ściemy. Uwaga, fragment barokowej dosłowności: Niezaradnej uda rwą tak, że ledwo wstaje z wyra bez jęków. Pęcherz na pięcie straszy jak epicentrum wybuchu jądrowego i nie pomaga cudowny plaster za kupę kasy, który miał sprawić, że następnego dnia można będzie koziczo śmigać po graniach. Paznokcie paluchów u stóp trwożliwie wbiły się w głąb jakoś, ale już chyba wiedzą, że wyrok zapadł i w ciągu roku będą musiały się wynieść. I otrzaskana dupa to w tym wszystkim pikuś.

    Laba jest koniecznością, a pogoda dogodną wymówką na barowy dzień.

    Wczoraj Niezaradna przystanęła w galopie i łaziła powoli.

    Spotykała i patrzyła.








     Być jest dobrze samemu czasem.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Pakiet specjalny

    Jeden dzień na rozruch. Więcej intensywności niż by się oczekiwało.

    Jeden deszcz. Wiele ślizgawek z górki.

    Jeden tyłek. Wielokrotnie obity.

    Jedno biodro, jedna ręka. Wiele przekleństw.

    Powtarzający się wielokrotnie i upierdliwie obrazek: dzieci, dzieci, dzieci.

    Pakiet specjalny matki co wybrała się w przygodę.

    Nie da się z niego zrezygnować.

 

Panie i Panowie. 

Widok z Ornaku na Smreczyński Staw. W drodze na Siwą Przełęcz.

piątek, 19 czerwca 2015

Można...

Można zginąć już po drodze, bo daleka i ciemna po nocy.

Można zginąć podczas wyjścia i prób podboju.

Można stracić głowę i nie chcieć ruszyć się z miejsca, gdzie się jakimś cudem wlazło.

Można cierpieć w uciążliwej samotności z drugą niekompatybilną osobą.

Można stracić wolności czas nad tym, nad czym się spędzało czas przez ostatni czas.

Można nie wrócić i zawieść.

Można.


Albo

Może spaść meteoryt i zgładzić cały Dom. Wszystkich.

Może krzyczeć ktoś nieutulony w tęsknocie i nie utuli jej się z dala.

Może zdarzyć się, że coś się wydarzy z Tym, Który Trwa jak Opoka, choć nie ma na imię Piotr.

Może poczuć się ktoś zdradzony i opuszczony.



Milion jeszcze możliwości. A każda zła.

Panie i Panowie. Niezaradną boli ciało i dusza oraz łapa od klepania w klawiaturę.

O godzinie 22-ej stanie się faktem Niezaradnej wyprawa na długie osiem dni.

Bezmężowo, bezdzieciowo.

Zdobycie się na ten wyjazd jest zapewne największym ze szczytów, jakie Niezaradna zdobędzie.

Nie jest lekko poczuć się lekko.



piątek, 5 czerwca 2015

Święto sypania kwiatów

     Czy Jezus na chwałę swego ciała naprawdę potrzebuje rzezi kwiatów i brzózek? Przywitany zerwanymi liśćmi palmy w Jerozolimie, był zażenowany raczej i smutny.

     Poprawna ekologicznie w stopniu średnim Niezaradna, nie mogła się opędzić od takich wątpliwości, jadąc z Dwójką za miasto, by narwać kwiatków.

     Na sypanie kwiatków.

     Pole było malownicze.



      Bujność kwiatów ogromna.


      A jednak Niezaradnej było żal każdego zerwanego. Gdy wieczorem oddzielała nadające się do sypania smutne główki od reszty zielonego wiechcia, nie miała już wątpliwości. Trzymała żałosną garść łupu z pola i myślała, że to bez sensu.

     Sensowniej jeżeli ktoś zechce dokonać rzezi własnych piwonii, jak babcia i wyhodowanymi kwiatami zapełnia Gburczyny koszyczek.

     Boże Ciało nigdy jakoś nie zachwycało Niezaradnej.

     Nawet gdy ona sama, wbita w komunijną sukienkę, dostąpiła zaszczytu. Niezaradna była wysoka, prowadziła szereg. Zazdrosna o to koleżanka idąca za nią, cały czas syczała: krzywo idziesz! To z sypania kwiatków Niezaradna zapamiętała najbardziej. Że znów robiła coś źle.

     Gburka zapragnęła sypać kwiatki w zeszłym roku, ujrzawszy wszystkie odziane na biało dziewczynki. Ateistyczny Ser Mąż zarzucił Niezaradnej, że zaniedbała marzenie córki i że w następnym roku ma się poprawić. Niezaradna się poprawiła, choć bynajmniej nie z powodu wyrzutów ojca Gburki.

     Co ma zrobić czteroipółletni chłopiec, który marzy o tym, by też sypać kwiatki, ale mu nie wolno, bo zwyczaj nie pozwala? Chłopiec taki może tylko popaść w rozpacz.

     Niezaradną to wkurza i myśli o misji dla Świra.

     Procesja, w której Gburka ze Świrem się udzielą, będzie tą zaopatrzoną w asystę orkiestry dętej i Świr, miłośnik muzyki, wesprze artystów swym udziałem.

     Harmonijny przebieg procesji ocalony. Szaleństwo takie, że Niezaradnej ciężko strzelić fotkę na blog bez pokazania Dwójkowych twarzy. Gwiazdy pozują rasowo.


   

       
       Niezaradna nigdy w zasadzie nie lubiła Bożego Ciała. Ale dziś była wdzięczna za szczęście Dwójki na okazję święta.

       Gburka sypała podskakując ze szczęścia. Świr przetrąbił procesję z namaszczeniem.

       Podeptano mnóstwo kwiatów.

       Nie obdarto żadnej brzozy. Szczęśliwie żaden z ołtarzy nie miał drzewek w roli dekoracji.

       Życzliwe panie dopełniały koszyczek Gburki kwiatami akacji.

       Niezaradna nadal ma mnóstwo wątpliwości. Choć wszystko przecież się udało.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Niech żyją dzieci!

    Panie i Panowie.

    Niezaradna kwękała i narzekała przez całą końcówkę maja. Narzekała mentalnie, do środka, z rzadka wydając kwęknięcie na zewnątrz, bo Ser Mąż nie jest takim znowu papierowym stworem, co przyjmie wszystko.

    W tej sytuacji nie wydawało się słusznie karmić tych, którzy to zaglądają swoją niedokończoną terapią. Bo że macierzyństwo to cholernie ciężki kawałek chleba i natura jest sprytną, podstępną bestią z tym instynktem i inne takie tam... Jasne.

     Ilu z nas powinno przejść terapię nim wejdzie aktywnie w rodzicielstwo? Rzesza.

     Dzieci mieć za łatwo, w tym błąd albo geniusz natury.

     Dziś Niezaradna chce opiewać dzieci terapeutyczne.

     To one zmuszają nas do dźwignięcia duszy i dupy, gdy mamy oklap na całej linii.

     To one pokazują nam, co to jest wierzyć na 100% i żyć na 100%.

     To one są naszym kojącym okładem na ranę pt. czuję się niepotrzebnym smutkiem tego świata.

     Dzieci dają Moc.

     Błąd systemu pojawia się wtedy, gdy zbyt chore i pokaleczone dziecko rodzi dziecko. Cóż z tego nawet, że to chore i pokaleczone dziecko jest od lat pełnoletnie. Nie każdy dorasta do tego, by mieć dzieci i nie każdy ma predyspozycje.

     Przeciętnemu wariatowi tego świata dzieci dają Moc.

     Dowody?

     Każde dziecko da je Wam, dopóki nie skazicie go sceptycyzmem i uzależnieniem od bzdur. To cholernie trudna sprawa.

     I Niezaradna będzie się upierać na temat wiary w dzieci, na przekór Milenom i Władcy much. Bo Milena została przez osoby dorosłe usadzona w roli małego okrutnego bóstwa. Dorosłemu by odwaliło, a co dopiero dziecku. A wokół bóstw zawsze zbiera się tłum gorliwych wyznawców, którym wpojono, że komuś trzeba się podporządkować. A z kolei głupi Golding oparł swą powieść na ryzykownych eksperymentach, którym poddawał swych uczniów, za co wyleciał z pracy.

     Zawsze gdzieś w tle majaczy chory dorosły. Cóż nawet z tego, że kilka pokoleń temu wstecz.

     Z okazji Dnia Dziecka Niezaradna swym dzieciom życzy jak największej siły w walce z efektami dorosłych błędów.

     A ukrytym w Wam dzieciom, mili Czytelnicy, jak najczęstszych chwil nieokiełznanej radości.

     Gburko, Świrze - najcudowniejsze Dary Losu.

     Dzięki Wam. Zwłaszcza za ostatnie tygodnie. I za każdy dzień.

     Za wielki entuzjazm podczas akcji szykowania balkonowego ogrodu zapachów, który depresyjnie nastawionej do swego rodzicielstwa matce kazał rozmyślać, czy nie czyni Wam krzywdy nie wręczając Wam zamiast garści ziemi w garść tabletu. Albo innego gadżetu, które znają na wylot Wasi rówieśnicy z Dziury.




      Za zmieniany regularnie w Inne Miejsce Akcji pokój zwany dużym. Gdzie człowiek zwany Świrem może zmienić się w Saturna, a rozsypane klamerki i koło do kręcenia matki stają się pierścieniami i rojem asteroidów. A Gburka buduje najbardziej wystrzałowe miejsca świata. Przeznaczone jest tylko do wypoczynku, mamusiu... Bo jest najbardziej odjechanym wizjonerem LEGO.


        Za to, że jak oglądacie Muminki to nigdy tylko nie oglądacie, ale je tworzycie od nowa, najczęściej na dalszą część dnia. 


       Za to, że jedno z Was śmiga na hulajnodze z prędkością światła, ale zawsze troszczy się o to drugie, dla którego każdy pokonany metr to sukces.


        Za to, że zawsze matka może liczyć, że gdy zasiądzie do pracy, to na nogach będzie leżał laptop, ale na brzuchu - głowa Świra, który właśnie się przyszedł przytulić. I może tak się przytulać godzinę i dwie.

        Za to, że Gburka ciągle z uśmiechem idzie na salę w przedszkolu i z wielką ekscytacją czeka na szkołę, bo tak lubi się uczyć czegoś nowego.

        Za to, że gdy przez ostatnie dwa tygodnie Niezaradna miała do siebie moc pretensji i żalu o to, że wraz z Waszym Ojcem uczy Was, jak żyć inaczej niż wszyscy wokół, co pewnie utrudni Wam życie, dawaliście znać wybitnie często, jak bardzo z Was zadowolone dzieciaki.

        I że dajecie znać, jak nie jesteście zadowoleni. Mocno. Konkretnie. Szczerze.

        Za to, że JESTEŚCIE.

niedziela, 31 maja 2015

Mam kły mam pazury

   

      Dzień przed Dniem Matki. Tym dniem, który 20 maja wepchnął Niezaradną w czarną dziurę.

      Poniedziałek 25 maja. Wybija gong, ring wolny.

     Niezaradna atakuje pierwsza, efekt zaskoczenia jest po jej stronie. Długo to nie trwa, ta druga jest twarda. Niezaradna też, a ponadto ma więcej lat treningu za sobą. Te potyczkę wygrywa. I następną, którą przeciwniczka próbuje ją ogłuszyć wieczorem, traktując z nagła przemową przygotowaną na kartce.

     Niezaradna jest wytrawną zimną suką, jak wiecie, drodzy Czytelnicy. A czasem bywa wilczycą, z kłami i pazurami wilczycą żądną krwi.

     Bo chodzi o Gburkę.

     I to znaczy wszystko. I wszystko inne wyklucza.

     Czemu zatem nie ma żadnej ulgi, tylko liże się stare rany przez tydzień? I jest się tak strasznie smutną istotą, że żadne walenie się w obolały od smutku łeb nie przywraca stanu bezmyślnej pogody z Dnia Stokrotki?

     Dzień dorosłego dziecka potraktowanego kiedyś przemocą, wraca jak dzień świstaka, gdy przywróci się strach.

     Panie i Panowie.

    Obraz poniżej namalował August Heyn i nazwał "Wyczerpana matka".


       Jeszcze chwila i Niezaradna się otrząśnie z tego stanu apatii.

       Trzeba mieć wrażliwość księżniczki i wytrzymałość kurwy - tego się trzymam - powiedziała podobno Anna Dymna. Niezaradna się stara, ale wie, jak to ciężko.

       Jeszcze trudniej będzie patrzeć, jak uczy się tego Gburka.
 
       I nie bać się ekspozycji na stres, wypuścić dziecko w prawdziwe życie, bo jeśli nie oberwie, nigdy nie stanie się człowiekiem dojrzałym. Taaaa...

      Przy pogłębionych cechach introwertywnych i zwiększonym poziomie neurotyczności przeszłość odgrywa bardzo dużą rolę, a przyszłość widziana jest bardziej w kategoriach lęków i zagrożeń niż szans - no właśnie. 

      Ale tytuł artykułu brzmi Życie jest zawsze szansą
     

środa, 20 maja 2015

Dzień Matki boli

   Słońce świeci, wyjątkowo dużo snu, bo zmęczenie organizmu wygrało z zamiarem pracy. Pisze się, pisze się, pisze się, od rana pisze. Idzie gładko, idzie lekko, skrzy się nastrój, świeci słońce.

   Lekko do przedszkola, chmurki napłynęły, ale lekko, dziś huczna impreza rodzinna. Trzeba poszykować stroje, strzepnąć kurz z butów, co pasują do sukienki, trzeba każdemu dać powód do...

  - Popatrz... widzisz, jakie mam zadrapanie?
  - Nooo... co tam? - jeszcze niedbale
  - To Milena mi zrobiła.
  - Milena? - zatrzymanie - Kiedy?
  - Dzisiaj.
  - A jak to było? - smutny ludzik jest już na kolanach, samemu się oddycha powoli, powoli, powoli.
  - Jak siedziałyśmy w kole.
  - Siedziała koło ciebie?
  - Pani ją odsadziła od Anieli, bo hałasowały i posadziła koło mnie. A tu - druga ręka wyciągnięta  - podrapała mnie Aniela. To od Mileny już nie boli, a od Anieli tak.

    Matkę boli wszystko, wszystko, rwie się w strzępy cała jej macierzyńskość wobec tego, że tak się stało. Bo Milena i Aniela od dawna Gburki nie lubią. I inne dziewczynki też nie. Tylko jedna Wicia ją lubi, a Wici często brak.

    Jeszcze parę słów, które bolą bezradnością wobec sytuacji, rozpalają jasnym płomieniem gniew na te zimne zdziry sześcioletnie i ściągają na resztę dnia mgłę, w której niejasno majaczy się cel: rozmowa z matką Mileny i Anieli.

    Która jest dyrektorką przedszkola. Ach. Tą dyrektorką.

    Macierzyństwo boli głową, żołądkiem, sercem i każdą kończyną, która nie może pomóc samotnej istotce w świecie złym i zimnym.

    Trzeba ją przecież wypuścić na wolność.

    Milena dziś patrzyła w oczy Niezaradnej rozbierając się w szatni. Uśmiechała się leciutko. Macierzyństwo bolało jeszcze mocniej.


piątek, 15 maja 2015

Dzień Niezapominajki - niech się święci!

   Panie i Panowie. Niezaradna dumała nad sensem funkcjonowania bloga.

   Ktoś mądry jej kiedyś rzekł, że nie ma sensu blog bez myśli przewodniej.

   Dziennik ze stanu biedy utracił na wiarygodności. Publikacje regularne wcięło w cholerę, frustrację z powodu biedy też, bo bieda ciut zmalała.

   Ktoś może zaśmiałby się ironicznie nad stanem konta Niezaradnej, ale miarą bogactwa jest zadowolenie z życia, a nie kwota na koncie.

   Dwójka jest zdrowa, Ser Mąż ciągle jeszcze ją z wzajemnością lubi, zapotrzebowania są elastyczne, a dziś jest Dzień Niezapominajki.

   Panie i Panowie.

   Niezaradna postanowiła mniej malkontencić. Jasne, że czasem się nie da.

   Może dlatego, że nas malkontenctwem regularnie szczepią? Dotykamy włącznika światła na przejściu dla pieszych/guzika windy/guzika, co nas wpuszcza do autobusu - i inne takie tam - jesss! - kolejna dawka nas infekuje.

   Jacyś ONI. Świat niedobry i zły. Władcy Matrixu. Wielcy Bracia.

   Pieprzyć ich dziś.

   Świat na co dzień bywa tak sympatycznym miejscem. Ludzie z bliska też bywają fajni.

   Czasem nawet Niezaradnej to nie umyka.

   Trzeba nauczyć się to kolekcjonować. Jak w Słoiku Szczęścia, o którym raz już kiedyś tu była mowa.

   Nie zapominać.

   Niezaradna zmienia ostatnio tytuły bloga z częstotliwością godną wahań na rynku walut.

   Ten już zostanie. Bez myśli przewodniej. Bez klucza. Do używania co czas jakiś. Nieregularnie.

 
   Szablonu bloga zmieniać się nie przewiduje. Ponure okno, przez które jednak majaczy coś pięknego, pasuje Niezaradnej w sam raz.

    Chwile bywają  dobre i złe.




środa, 13 maja 2015

Niezaradna jest w kropce

Panie i Panowie.

Jest krytycznie.

Niezaradna nie ma czasu pisać na blogu.

Niezaradna nie ma pomysłu o czym pisać, gdy o biedzie już nie wypada.

Niezaradna ma kryzys tożsamości blogowej.

Tym bardziej miło donieść, że ktoś w domu przejął pałeczkę.

Ser Mąż przystępował do czynu chyba pół roku. I jest! Jest. Jeżeli ukażą się choć trzy notki powyżej tej pierwszej -Niezaradna będzie go pokazywać.

Blog Ser Męża będzie tematyczny. Blog Ser Męża będzie miał wyraźnie określony profil i preferencje.

Blog Niezaradnej zawisł w próżni i nie wie, gdzie iść dalej.

Jak pomysł i życie huknie ją w zapracowany łeb, może się dowie. Może się stać to szybciej niż później. Ciągle ma śmieciówkę, a zaległość odnaleziona właśnie przez niezawodnego pana Darka, mistrza od samochodu, będzie ją kosztować ponad tysiąc złotych. Auć.

I uff.

Miłosierna Siło Wyższa. Przecież mogło się to stać miesiąc temu, gdy Niezaradna miała li i jedynie mało brzęczące perspektywy.

Panie i Panowie. Ktokolwiek jeszcze ma ochotę wpadać na malkontencenie do Niezaradnej.

O czym Niezaradna ma malkontencić?




Suplement:

A może jednak ciut pomilczeć?



czwartek, 7 maja 2015

Co ma wisieć, nie utonie - gejm in progress

Panie i Panowie.


Niezaradna winna jest Wam parę słów. Albo parę tysięcy słów.

Ktoś tam na Górze zaś jest winien Niezaradnej wydłużenie doby razy dwa. I komplet nowych paluszków, żeby była króliczkiem energicznie stukającym w bębenek - stop! - w klawisze.

Ktoś na Górze jednak bywa czasem zniecierpliwiony i Niezaradna nie chce zadrażnień. Chwilowo się zamknie i powie tylko: Spoko, nic do Ciebie nie mam. Wiesz, kiepska bywam w podziękowaniach. Taka przypadłość, człowiek Ci się zdarzył, co się chciało to się ma.

Skoro zatem Niezaradna nie ma doby na parę tysięcy słów, powie Wam tyle, ile zdoła, nim znów coś zacznie się palić i dalej jej gadać nie pozwoli.

Panie i Panowie.

Reset przyniósł naprawę systemu. A nawet jego stabilizację. Ta gejm jest znów in progress. Płynie spokojnie i można nawet zauważyć, że punktów Mocy przybyło.

Jak się zbiera punkty Mocy?

  • zabiera się dziecko do szpitala, który jest przyzwoity choć państwowy i człowiek jest w nim traktowany jak pełnoprawny gość, choć przecież jest upierdliwym rodzicem dziecka poddawanego zabiegom - nie śpi się na podłodze/krześle a w łóżku, tuż obok swego dziecka i jest ludzko;
  • choć jest się w szpitalu tylko niecałe trzy dni, przyjmuje się odwiedziny całego tłumu dobrych ludzi, którzy dają poczuć, że w Realu też fajnie jest mieć przyjaciół, nawet jeżeli mieszkają oni o 200 km za daleko;
  • odprowadza się dziecko swe na salę, gdzie potraktowane zostanie ostrymi narzędziami i odzyskuje po dwóch godzinach żywe, z poczuciem, że znów przeszło się jego narodziny i cały ich ładunek niepewności: czy będzie mieć wszystkie paluszki?
  • oddaje się dziecku w rekonwalescencji siebie na własność przez dwanaście godzin i gdy ono wreszcie zasypia, biegnie się wreszcie samotnie do łazienki, płacząc ze szczęścia, że ten dzień powrotu do etapu niemowlęctwa już dobiegł końca;
  • dowozi się dziecko 200 km z powrotem do domu w kontrolowanej całości mimo upierdliwego towarzystwa migreny, która choć jest od dawna wyproszonym gościem, skorzystała z nieuwagi i jakoś się wślizgnęła wykorzystując sprzyjające okoliczności;
  • pierze się poszpitalne ciuchy i brudy domowe, które w efekcie skrajnego napięcia nerwowego dwojga jednostek ogarniętych gorączką nadrodzicielstwa, musiały eksplodować spektakularną kłótnią;
  • po raz kolejny ratuje się swe małżeństwo znad samej przepaści stwierdzając, że jednak siła wyższa, czyli ta niezmordowana Miłość, to plaster, którego oderwanie spowoduje niebezpieczny w skutkach krwotok;
  • scementuje się swą przyjaźń występując zgodnie w roli samozwańczego pogotowia opiekuńczego zwierząt na pewnej imprezie masowej;
  • w międzyczasie wszystkich wyżej wymienionych, maniacko rzeźbi się robotę, mimo coraz głośniej rozbrzmiewającej nielegalnej audycji defetystów, pt. czy ty na pewno, proletariuszu, tę robotę masz?
 Gdy odpala system, Bohaterka Gry ma znów pełną Moc na koncie. Pisząc do pracy notkę "o sobie" stwierdza, że opisuje jakiś cholerny ideał, o którym zawsze marzyła. Ogarnia ją lęk przed nieprzychylnymi czarami i na wszelki wypadek postanawia uznać sytuację za przejściową. 

 Osiągając dochód przewyższający ten, z którym zaczynała pisać ten dziennik, o 1700 zł, stwierdza, że już nie wypada pisać o biedzie. Ponieważ jednak otrzaskała się z nią tak, że w każdej chwili jest na nią gotowa, pozostaje w stanie oczekiwania i umacnia szańce. 

 A teraz obrazki. Oszczędnie. 

 Widok z okna szpitala stanowi piękną paralelę z tym, jak traktuje się w nim rodzica chorego dziecka.

Widok dziecka, które pokonuje wielki lęk, stanowi piękną paralelę z muzyką poniżej.


  Panie i Panowie. 

  Jeżeli założycie słuchawki i dacie wycisk bębenkom, poczujecie to, co Niezaradna w ostatnich dniach. Jest Moc. 

 Czy trzeba dodawać, że sezon rowerowy w pełni