czwartek, 29 stycznia 2015

Uwiąd starczy - sprawa cholernie nieekonomiczna

      Panie i Panowie.

      A zatem już. Zaczęło się.

      Nazywa się Przyzwolenie.

      Dzień przed Dniem Babci Niezaradna przestąpiła próg.

      I uległa. I skosztowała.

      I zobaczyła, że było to dobre.

      Choć nic na to nie wskazywało, gdy tylko tak leżały:




   Dizajn za cholerę nie w punkt, ten kształt, te zaostrzenia, to złoto niezmatowione.

   No i w ogóle masakra. Okulary do czytania.

   Cóż, kto nie ma kasy, ten nie marudzi, tylko bierze, jak dają.

   A Niezaradnej dano. Rok, może półtora roku temu. Że tylko połówki, że antyrefleks, że fotochromy. Coś tam jeszcze.

   I tak leżały.

   Aż raz Niezaradna znużona streszczaniem książki czytanej z czytnika, stwierdziła, że coś się rozmazuje i wyjęła je.

  JeszczeMąż z rechotem strzelił jej nie słit, a słinisz focie. Niezaradna ujrzała ją i pomyślała: ta stara baba to ja.

   Bryli jednak nie zdjęła, choć nie w stajlu i defensywnie wobec Pana Czasu.

   I tak trwa. Postarzała o lat dwadzieścia i mająca to w dupie.

   Zatem to już chyba uwiąd.

   By sobie to zrekompensować żre słodycze, robi ekonomiczne i zdrowe zakupy żywnościowe, z którymi po włożeniu do szaf nie chce się jej dalej działać i podaje byle co byle szybko.

    Zatem nieekonomicznie jest.


    Przez słuchawki widoczne na zdjęciu sączy się to:

                         

    Niezaradna co chwila odrywa się od pisania o Pasku, by popatrzeć na rówieśnika i myśleć sobie: A jednak i ty postarzałeś się, Vince, postarzałeś się śliczny i spasłeś, a i tak mam ochotę znów Cię zobaczyć na żywo*...

    Zachcianki są nieekonomiczne, zima jest nieekonomiczna, zażeranie starości jest nieekonomiczne.

    Brednie głosi, kto głosi, że w listopadzie jest najciemniej.

    Wiosno, przyjdź, do cholery, przyjdź szybko, Niezaradna musi znów poczuć potrzebę bycia młodą i lekką, inaczej nie wbije się w letnie ciuchy.

    Wymiana szafy jest nieekonomiczna.


..................................................................................................................................

* na wyżej pokazanym koncercie Vince jest oczywiście młodziutki i śliczny i chudziutki. Bardziej bliski siebie obecnego jest tu. A żeby zobaczyć go na żywca znów, Niezaradna ma ochotę nabyć bilety tu. Jak widać, cholernie nieekonomiczne. Cóż, bycie podstarzałą grupi kosztuje. Czego się jednak nie robi, by udowodnić, że się starczo nie więdnie tak do końca. 

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Miłość w czasach kryzysu

     Panie i Panowie.

     Niezaradna ostatnio nieporadnie milczała. Albo i poradnie, bo stękać każdy potrafi, a Niezaradna aż zbyt wiele razy czyniła to w pierwszym roku tego bloga. Nie mając niczego dobrego do powiedzenia - nie gadała.

     Nawet tak bez reszty ciepła okazja jak babciowe święto może okazać się całkiem niezłym wydaniem mordorowych atrakcji, jeżeli w grę wejdzie babciny wyścig kompetencji oraz zasług. I wystarczy, że do startu przystąpi tylko jedna babcia - klimat robi się złowrogi.

     Warto było zatem milczeć, gdy nie było o czym gadać.

     Natchnienie nadal na Niezaradną jakoś nie spływa, pierwszy miesiąc Nowego Roku dobiega do nieuchronnego końca, a o pomstę do nieba wołają niespłacone długi i niedotrzymane obietnice.

     No to dajemy.

     Kaliber pierwszego długu nie jest porażający, ale od zawsze Niezaradna miała wyjaśnić, czemu w empiku Gburka pada na kolana i nic nie można na to poradzić.

     Kwestia kultowych strzałek.

    Artefakt taki wygrzebuje się spod półek w empiku i wygląda on tak:





    I jest tego w empiku nienawiedzanym przez łowców bez liku.

    Dla Dwójki jest to cenne równie jak monetki składane na kieszonkowe. I wypad na zakupy bez zakupów może być wspaniałą łupieżczą wyprawą, jeżeli w kieszeń napcha się strzałek. Dzieci biedoodporne (ciągle jeszcze) nie używają strzałek w celach praktycznych. Jest to przedmiot stricte kolekcjonerski.

    Czasami jednak do uszczęśliwienia trzeba więcej.

    Dziś Niezaradna uczestniczyła w dyskusji na temat minimalizmu a kwestii kupowania w lumpeksach. I przyznała się, że bliska była uzależnienia od sukcesów łowieckich. I że już nie jest.

    By to uczcić wybrała się do lumpeksu.

    Bo przecież portki, które otrzymała za friko, wydarły się na tyłku od zbyt intensywnego używania.

    No i imieniny miała, to przecież trzeba się szastnąć.

    Mus to mus.

    - Mamusiu... dziecko!
    - Mamusiu, tak, naprawdę się w niej zakochałam.
    - Mamusiu, tak, to musi być ona,
    - Julka... tak, ona ma na imię Julka.
    - Tak, wiem, że mam dwie w domu. To jej siostry, Amelka i Milenka. Julka się właśnie urodziła.
 
    I jeszcze dużo, dużo więcej, Bo Niezaradna była oporna na bobasa z lumpeksu. Skłonna była wziąć bardziej higienicznego bobasa w zwykłym sklepie z wyrobami made in ChRL lub made in Europa.

    - Nie. Mamusiu, to naprawdę musi być ona.

    Świr nie chciał nic. Choć to on odkrył Julkę i wręczył siostrze. Wystarczyło, że go adoptowano jako raz to czwartą córkę, Nadię, raz to synka, Tymka.

    Potem Niezaradna jeszcze dowiedziała się, że nie, nie ma tatusia (tatusiów?).

   - A kto by mnie chciał z czterema dzieciakami? (skąd ona to wzięła? skąd ona to wzięła? skąd, skąd, skąd?)

    I że pomoc społeczna działa aktywnie:

    - Dali mi dla niej ubranko w szpitalu. Powiedzieli, że to na pożegnanie.

    Kryzys w domu, kryzys w zabawach dziecięcych.

    Ale Julka jest i Niezaradną tytułuje się babcią. I zanosi się, że nie będzie musiała ścigać się z żadnymi innymi babciami. Łał.

    Nawet Świr odczuwa najwyraźniej kryzys, bo po wylizaniu miski z prażonymi jabłkami do końca, oznajmił z godnością:
 
    - Zjadłem skromne resztki.

     Na Niezaradną też spadło uczucie w lumpeksie.

     Do pewnych Levisów. Są jeszcze bardziej kultowe i wygodne niż portki za friko, być może będą zatem bohaterami sesji wiosennej jakiejś z modą lumpową.

    JeszczeMąż niezmiennie kocha się w piwie. Póki co, jest z tej miłości brzuch. A ma być przynajmniej jedno dziecko. Jak będzie - Niezaradna na pewno Wam pokaże.

    Strzałka. Nigdy nie wiadomo, jaki wskaże kierunek.

    Również posta.

    Jak widać.

 

 




 

wtorek, 20 stycznia 2015

Grzaniec tak wytrawny, że aż gorzki.

    Nie, kocie. 

    Nie, to nie Twoja wina, ale nie chcę. Nie właź na mnie teraz, nie ugniataj łapkami podczas dwudziestominutowej sesji dreptania, co nieuchronnie skieruje na Ciebie zbyt wiele uwagi. 

    Nawet Twoja ponadkocia wielkość nie jest w stanie zebrać całej nagromadzonej złości. Najwyżej oberwiesz rykoszetem złą energią, a po co Ci to? Raczej ciesz się swym kocem, ciepłym miejscem na kanapie, wylizaniem futra po rekonesansie balkonowym. Raczej idź sobie podjedz. 

   Tak się kotu nie robi? Jasne, że nie, tak się kotu nie robi. Nigdy przenigdy, zatem dziś musi być bardzo krytycznie. 

   Napinana gumka w końcu parcieje i pęka z trzaskiem. A jakiś tam okrzyczany na netach zły poniedziałek może się ujawnić we wtorek i cóż na to poradzić.

   Nie, to nie fizyczne. Czy to egzystencjalne? A cholera wie. 

   Nic szczególnego, błahostka wstydliwa, ale nie chce z człowieka się uwolnić. Odpuścić nie chce. Wtedy lepiej takiemu zleźć z drogi. Może razić złym słowem, niechętnym spojrzeniem, w którymś gdzieś na dnie ktoś może znalazłby wołanie o pomoc. 

   Nikt go nie znajdzie, nikt nie będzie szukał. Nikt nie musi przecież tego robić, niby z jakiej racji. 

   Już śpisz, kocie? I dobrze. Jest w tym Twoja kocia mądrość przetrwania i bycia ponad. 

   Najchętniej też bym się tak skłębkowała. Zamiast tego niebawem ruszę marną imitacją dziarskiego kroku.

   Wtorek, wilgoć, ciemność, zły ranek, zły ranek.

   Zapamiętać. Każde znużone spojrzenie, każdy gest niezbyt chętny, każdy głos pełen pretensji. 

   To może być zły ranek, zła chwila, złość, która nie może eksplodować, bo przecież zły ranek nie dramat w obliczu wieczności. 

   Jeszcze trochę. Dziarski krok, dziarski uśmiech wykrzywi twarz. 

   Teraz jest śpiący kot i klawisze. 

   I gdzieś ktoś, kto zrozumie. Zły ranek może złamać na dzień, tydzień i wieczność. 



   Panie i Panowie,

   Niezaradna miała zły ranek. Uprasza się o wybaczenie.

   Niezaradna miała zły ranek.

   Odtrącony kot miał złe piętnaście minut. Reszta wtorku musi być okej.

   Przecież musi być błogość. Gdzieś. Tam.

   Albo blisko.

   Kot już mógł udeptać Niezaradny brzuch.

   Maszyneria odpalona - dziarskość rusza,

   Robota rusza. Reszta dnia wyeliminowana z błędów. Na ile się da.

   Niech dzieje się dzień. Dobry dzień. 



 
  Hmmm... pięć minut po depresyjnym wtorku, kontynuującym osławiony poniedziałek - nie sposób oprzeć się grafice. Autor jest kultowy, po prostu:


niedziela, 18 stycznia 2015

Słoneczko nie grzeje

    Znaczy nie żeby nie grzało.

    Dosłownie to niby się starało. Jak już się przebiło przez te mgły.

    Jednak z szerszej perspektywy to grzanie wygląda tak:



   Czy Niezaradna i JeszczeMąż są żywo zainteresowani kursem franka?

   Jeszcze jak.

   Czy Niezaradna z JeszczeMężem nie mają innych zainteresowań?

   Ależ tak.

   Wymieńmy parę innych zainteresowań dni ostatnich:

  • wycięcie migdałka u dziecka - w najbliższym mieście, w którym można rzecz zrobić - czas oczekiwania w placówce NFZ: 2 lata. Perspektywy: dziecko się udusi, przedtem połknąwszy rozliczne porcje leków. Rozwiązania: szukać po Polsce placówki NFZ, która przyjmie szybciej. Uwzględnić koszty. Albo zainwestować zwrot podatku w zdrowie dziecka i ciąć prywatnie, bez czekania i nerwów.
  • Niezaradna przystąpiła do ostatniego zlecenia, do ostatniego zlecenia, do OSTATNIEGO. Od lutego wszystko od nowa. Czy coś będzie, czy coś będzie. Cholera wie. Perspektywy: mniejszy lub większy okres nędzy. Rozwiązania: przeskoczyć znów siebie, przeskoczyć znów siebie. Ile jeszcze coraz bardziej zramolała Niezaradna da radę podnieść poprzeczkę i się nie wyrżnąć na pysk?
  • odkurzacz zaprezentował sztuczkę, w którą JeszczeMąż nie uwierzył. W miejscu, gdzie się go wyłącza, nie reagował. Natomiast włączył się w miejscu, gdzie wciąga się kabel. JeszczeMąż nie uwierzył, aż nie zobaczył. Taki niewierny Tomasz. Odkurzaczowi się potem odwidziało i włączał się ze standardową nudą. Perspektywy: figle odkurzacza skończą się w końcu jego ponurą demonstracją braku humoru. Ma przecież swoje lata. Rozwiązania: naprawy, ostatecznie nowy odkurzacz.
  • któregoś dnia JeszczeMąż chciał otworzył swoje drzwi w Hondzi.  Ale otworzyć je musiała Niezaradna. Od środka. Bo klamkę JeszczeMąż trzymał w ręce. Zechciała stać się klamką wędrowną. Póki co, dała się zniewolić i wcisnąć z powrotem, ale złamać się nie dała - nie da się jej używać. Perspektywy: w końcu się urwie. Dosłownie i w przenośni. Rozwiązania: naprawa czy wymiana? Oto jest pytanie. 

   I tak dalej jeszcze. 

   Mnóstwo zainteresowań mają Niezaradna i JeszczeMąż. 

   W końcu to ciągle dziennik ze stanu biedy jest. 

   Słoneczko nie grzeje. Za cholerę nie chce być grzaniec.

   Czy to mobilizuje Niezaradną do gorliwszej pracy?

   Ależ skąd.

   

piątek, 16 stycznia 2015

Poczekalnia-grzalnia

     Panie i Panowie

     Można by, owszem - można by cholernie malkontencić.

     Jeżeli jednego dnia człowiek dowiaduje się, że musi udać się ze swym dzieckiem do dwóch specjalistów, by konkretnie zadziałali w jego organizmie, to ni w cholerę mu nie do śmiechu.

     Jeżeli tego samego dnia widzi się swoje dziecko będące ofiarą przemocy innego nie raz, nie dwa i nie trzy - ciche przyzwolenie rodzica agresora, kurewsko burzy krew.

     Mając głowę pełną myśli ciężko pracować i pisać posty na blogu. Zaległości w ostatnim zleceniu Niezaradnej narastają w takim tempie, że powinna z impetem rzucić się do czynu.

     Nie może.

     Nie ma też pomysłu na post, choć rzeczywiście, jak to Twórczyni się dzieli, często takowe snują się nad podziw wyraziste i celne w ciągu dnia.

     Nie dziś.

     Niezaradna ma we łbie ze zmęczenia pustkę.

     Nie przychodzi jej do głowy zatem nic lepszego niż oznajmić, że 15 stycznia, w dwóch poczekalniach, w przychodniach na NFZ, było ciepło.

     Oprócz rejestratorek, które z definicji chyba mają uzmysłowić pacjentowi, że chorować to być podnóżkiem, cała reszta ludzi je wypełniających grzała serducho.

     Niezaradna spędziła tam z Dwójką wiele godzin. I Gburka, i Świr byli bardzo dzielni, nad podziw heroicznie pokonywali potwory nudy i wiele razy Niezaradna w duchu im dziękowała. Potem klęła po cichutku w myślach, gdy pomysły się wreszcie wyczerpywały, a energia Dwójkowa nie.

     Ale tylko ona sama chyba tak czuła. Cała reszta zniosła obecność dwójki ruchliwych, emanujących niestosownym brakiem powagi dzieciaków, nad podziw dobrze.

     Był cholerny tłok.

     Niezaradnej dwukrotnie ustępowano miejsca, by mogła ulokować się z majdanem z torebkowych karteluszków i długopisów robiących za warsztat twórczy. Do Dwójki tylko się uśmiechano i zagadywano przyjaźnie. I gdy otumaniona już czasem i zbieraniem tysięcznych części garderoby Niezaradna porzuciła portfel, czym prędzej znaleziono ją, nim zdążyła się zdenerwować brakiem karty i dokumentów.

    Naprawdę nie jest tak źle.




    Niektórych śmierć się nie ima. Emitują za dużo ciepła.

    Grzańce codzienne. Nie uzależniają. Krzepią.

    Oby Wam ich nie żałowano. Choć co drugi dzień.

   

   

wtorek, 13 stycznia 2015

Cena gestu

     Panie i Panowie, bulgocze grzaniec numer 2.

     Miejsce akcji: Biedronka

     Persony: te co zwykle. Plus Bohaterka wpisu.

     Akcja: Niezaradna i JeszczeMąż miotają się wokół sprawnego pakowania wózka zakupowego miesiąca - póki jest kasa: zakupy żywnościowe do pełni załadowania szaf, potem miesiąc żarcia zapasów. Dwójka wykazuje wielorakie możliwości wpadania na ludzi, podcinania im nóg, plątania się nie tam gdzie trzeba, a wszystko to z pełnym ogniem. Niezaradna i JeszczeMąż nie przerywając czynności pakowalniczych, miotają pod adresem potomków groźby straszliwe.

    - Mamo, odwiń mi - dociera nagle do Niezaradnej, która ze mieszanką szoku, grozy i zmieszania dostrzega w podsuniętej dłoni Świra cukierek. Czekoladowy. I tak, Gburka też ma cukierek.

     Niezaradna i JeszczeMąż miotają spojrzenia we wszystkie strony w poszukiwaniu:

  • zboczeńca
  • poszkodowanej osoby, której Dwójka zwinęła cukierki (????)
    Za Niezaradną uśmiecha się do Dwójki starsza pani zwijając mały woreczek cukierków. 

    - Jedzcie, jedzcie - mówi do Dwójki. Po czym zwraca się do JeszczeMęża z zawstydzonym uśmiechem - mogę pana poprosić o podanie pudełka?

    Puste pudełka, w które klienci tacy jak Niezaradna i JeszczeMąż pakują nadmiar towarów, pani cichcem bierze ze sklepu. Przydadzą się na opał. Pani na nadzianą nie wygląda.


    Grzaniec Niezaradnej jest z zasady wytrawny. 

    Gdyby sytuację szerzej sprzedać w netach, zapewne okazałoby się, że:
  • niewłaściwym jest pozwalanie dzieciom na przyjmowanie poczęstunku od obcych
  • zamiast kupować sobie cukierki oblane czekoladą albo czymś podobnym i rozdawać je dzieciakom, pani lepiej by na opał odłożyła.
    Blablabla. 

    Nety zawsze mają jakieś ale, a świat jest coraz bardziej zimny.

    Niezaradna dziś musiała zawalczyć o Gburkę w przedszkolu, gdzie jeden z chłopców zaczął ją wyzywać od dziwadeł. I zanieść jej papiery do najbardziej ponurej podstawówki świata, która jest podobno też tą najbardziej znośną. I uświadomić sobie, że to jedne z ostatnich dużych zakupów, za które jest w stanie zapłacić.

    Wspomnienie tego, jak mały był woreczek, z którego poczęstowano Gburkę cukierkami i uśmiech starszej pani, grzeją jej serducho aż do teraz. A panią grzeją jej cukierki. Kartony podbierane z Biedronki spalają się szybko.








poniedziałek, 12 stycznia 2015

O co Niezaradna może mieć pretensje do Owsiaka?

     W tym roku o nic.

     W tym roku wszystkiemu zawinił Tusk. Tusk chowający się za Merkel, Tusk czający się za Merkel, Tusk warujący przy Merkel, Tusk, co Polskę Niemcom sprzedał.

     Tusk, Tusk. Tusk.

     Rzyg, rzyg, rzyg.

     Owsiak nienaruszony. Mimo że Niezaradna wkroczyła z tym przeohydnym serduszkiem na swej torbie gigancie. Serduszka z kurteczek Dwójki spłukał deszcz, śnieg i stłamsiła wichura. Mimo że były po dwa. Niezaradna wrzucała kasę dwa razy. Za ten i za zeszły rok.

     Zwykle Niezaradna ma pretensje do Owsiaka, że jest Owsiakiem-ładunkiem zapalającym. Samo jego nazwisko powoduje, że wyłażą żółć i jad oraz kopcą się toksyczne opary.

     Niezaradna i JeszczeMąż otrzymują wtedy gęby fanatycznych wielbicieli Owsiaka, oddanych ślepo swemu idolowi.

      Żeby było jasne - Niezaradna nie napisze nic mądrzejszego niż to, co tu napisano, a z każdym słówkiem się zgadza.

      I nie, Niezaradna nie potrzebowała oglądać swych dzieci w inkubatorach, by być entuzjastką idei zapoczątkowanej przez Owsiaka. Nie za bardzo kuma, czemu nie być. Gdy badano przesiewowo słuch jej dzieci w ich pierwszej dobie życia, uśmiechnęła się po prostu na widok serduszka na aparacie.

      Poza tym Owsiak jako Owsiak jest jej o galaktyki odległy temperamentem i nigdy nie urzekała jej jego ekspresja. Ale taka właśnie działa, zatem jest w niej wartość i patent.

      Niedziela grania WOŚP, gdy połączyć ją z perspektywą odwiedzin w rodzinnym domu, wywołuje w niej jednak doroczne mimowolne wzdrygnięcie. O to pretensje do Owsiaka. Ale i do Tuska, I do Unii Europejskiej. I do Nich Wszystkich.

     Irracjonalne zło drzemiące w Owsiaku.
     W zmarzniętych pośród lodowatej wilgocią wichury dzieciakach z puszkami.
     W czerwonych serduszkach.

     Jego lepkie paluchy sięgają podstępnie do portfeli niczego niespodziewających się obywateli i wysysają kasę prosto w portal wiodący ku miejscu zwanym Oszustwem. Oszustwa jeszcze nikt nie widział, ale wszyscy przecież wiedzą, że jest.

 

   Czym różni się moneta wciśnięta w puszkę z serduszkami od tego, co się daje księdzu na kolędzie? Hmm... księdzu monety dać nie wypada.

    Zarówno księdzu zaś, jak i WOŚP, można jednak ofiary nie dać wcale. Jak Niezaradna w zeszłym roku.

    Nic się nie wydarzyło, zarówno jedno, jak i drugie odbyło się i w tym roku. Bez problemów.

    Niezaradna w tym roku JESZCZE mogła się szastnąć.

    Mogła, nie musiała.

 

 

     Czy ktoś inny MUSIAŁ?

   

   

   

   

czwartek, 8 stycznia 2015

Grzaniec inauguracyjny

    Panie i Panowie.

    Śledząc Niereal, którego Niezaradna nie powinna tyle śledzić, doszła do wniosku, że trendi w tym roku jest:

  • obśmiać lub zdystansować się do postanowień noworocznych
  • założyć Słoik Szczęścia
    Ponieważ Niezaradna jest już za stara, żeby być modna i zbyt polakowata, by nie nadąć się i zdystansować wobec trendów, a przede wszystkim dlatego, że już zapowiadała co innego, dziś Niezaradna stawia grzaniec inauguracyjny. 

    Grzaniec Niezaradnej musi być rzecz jasna mocno wytrawny i kopiący, żaden tam ulepek, po którym ma się ciężkiego kaca i mdli. Zwykle tym bowiem odznaczają się tanie grzańce o zachęcających nazwach. Otrzymując je w prezencie, Niezaradna czym prędzej przekazuje dalej. 

    Czy Niezaradna zaserwuje drogim Czytelnikom przednie grzańce za niewielkie pieniądze? 

    Zobaczy się. 

    Grzaniec inauguracyjny wygląda cholernie ekskluzywnie:



   To Niereal, można zaszaleć z wypasioną wersją grzania.

   Smakuje zaś następująco.

   Jak mili Czytelnicy pamiętają może, w ostatnim wpisie Niezaradna wyraziła życzenie Objawienia Pańskiego. Dla siebie samej też. 

   No to poszło. Z impetem.

   Gdy rozpoczynał się dzień Objawienia Pańskiego, Niezaradna błądziła po Śródziemiu, w ramach wypasu świątecznego i rozłożenia chorobą. A że wersja reżyserska trwa nieco, seans zakończył się o godzinie 3.30. JeszczeMąż poszedł spać około czwartej, Niezaradna zaś popełniała wpis na blogu. Około piątej poszła spać.

  I obudziła się o 14.25. 

   A w zasadzie obudzono ją. JeszczeMąż wrócił z Korowodu Trzech Króli wraz z Dwójką przystrojoną w korony na zimowych czapach.

   Niezaradna spała 11 godzin.

   Po obudzeniu czuła:
  • przerażenie
  • wściekłość na JeszczeMęża, który jej nie obudził
  • ogłupienie
  • przerażenie
  • wstyd
  • zdumienie.
   Potem doszła do tego, że przez tydzień próbowała walczyć z potężną grypą bez leków, potem udawała, że się leczy, a teraz właśnie zdecydowała się wziąć antybiotyk. I że w długim okresie świętowania przestawiła się na jeszcze późniejsze chodzenie spać. A jej zegar biologiczny zwariował.

   A JeszczeMąż nie budził śpiącej małżonki w akcie zemsty.

   Ich układ na wolne dni wygląda tak: gdy wstaje Dwójka, JeszczeMąż wstaje i zapodaje rodzinie śniadanie. Po ceremoniach śniadaniowych zaś wysyła Dwójkę, by zbudziła Niezaradną. Sam ucina sobie drzemkę po południu. 

   Tym razem Dwójki nie wysłał. W akcie zemsty za budzenie o siódmej rano, które zgotował mu telefon Niezaradnej. Pozostawiony przez nią w torebce zakopanej pod płaszczami w przedpokoju. Niezaradna nieskasowanego alarmu  rzecz jasna nie usłyszała, ale JeszczeMąż owszem. I postanowił się zemścić. Wyszło mu świetnie.

   A nawet prześwietnie. 

   Oszołomiona i ogłupiała Niezaradna zerwała się i zaczęła miotać czyniąc starania wokół higieny, wizerunku i obiadu jednocześnie. Na szczęście obiad był już przygotowany od wczoraj. Niezaradna długie godziny spędziła nad barszczem nad barszcze. Teraz wystarczyło go jeszcze odcedzić, doprawić finalnie i podgrzać. Uszka też były tylko do podgrzania. 

   Niezaradna zatem włożyła do zlewu cedzak.

   O taki cedzak mniej więcej:



    I chlusnęła barszczem. Tym barszczem. I z przerażeniem ujrzała, jak jej kultowy, wiele godzin przygotowywany barszcz spływa do zlewu. Bo nie wstawiła pod cedzak garnka. Bo nie myślała. 

   A raczej myślała. 

   Myślała przecież cały czas: spałam prawie do trzeciej, byli beze mnie na korowodzie, spałam prawie do trzeciej...

   I wylała swą nabożnie przygotowywaną zupę do zlewu.

   Co z tego wynikło:
  • z dna garnka zebrało się jeszcze tyle, że starczyło na bulionówki dla Świrusa i JeszczeMęża
  • na obiad ku wielkiej radości Gburki ściągnięto czym prędzej pizzę oraz frytki
  • Niezaradna spędziła dzień na udręczaniu się i napiętych stosunkach z JeszczeMężem.

   A gdzie tu grzaniec, skoro lodowato?

   Grzaniec przyniosła noc.

   Niezaradna nie zmrużyła oka, bo pracowała pilnie, w efekcie czego zrobiła sporo. 

   Był spokój, chrapanie JeszczeMęża zagłuszyła muzyką na uszach, czuła się jak bogini.

   Gdy JeszczeMęża zbudził alarm o godzinie szóstej, wytrzeszczył oczy i mroczny zapowiedział dzień swej małżonce. 

   Niezaradna odrobinę się obawiała. Ale o siódmej pogodnie zbudziła Dwójkę. Cierpliwie i łagodnie jak nigdy zniosła wszelkie poranne fochy Gburki, a gdy wróciła sporządziła pierwszą z planowanych past do chleba. Słonecznikową. Chwilę popracowała, a gdy poczuła znużenie, położyła się spać. Pospała trzy godziny i poszła odebrać Dwójkę. Długi spacer był uroczy, zaczął padać śnieg.

   Gdy dotarli do domu, wrócił JeszczeMąż. 

   Na obiad był barszcz z kartonu, trzeba było zjeść przecież z czymś gotowe uszka. I resztki pizzy. 

   Było pogodnie i dobrze, I tak minął cały dzień.

   Jest godzina 1:36. 

   Niezaradna robi korektę finalną zlecenia i klepie na nielegalu na blogu. Antybiotyk zabił grypę w trzy dni. Czuje się jak bogini.

   Spać nie chce się jej za cholerę. 

   Duma zatem, w co się zmieniła: w wampira raczej nie? w wiedźmę już do końca? a może we wróżkę? 

   A może jednak już po prostu jest boginią?

   To można chyba uznać za wystarczające Objawienie Pańskie. I za grzaniec: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. 





  




   

   

  

   

  


  

wtorek, 6 stycznia 2015

Kierunek: ogarnąć się

      Panie i Panowie.

      Nowe jest nieuchronne. Oczywiście można na ten temat znaleźć milion optymistycznych memów.

     A praktyka jest taka, że różnie ze zmianami bywa. Reguła fifti-fifti.

    Jeżeli Niezaradnej do chaty wprasza się grzmot w postaci kombiwaru, a można przewidzieć, że nie użyje go ni razu (choćby z oporu przed traceniem czasu na przeczytanie instrukcji) - nie jest to fajna zmiana.

    Jeżeli dla dodania ironii losowi, dzień po świętach wyeksploatowany automat do pieczenia chleba mówi basta - też nie ma się z czego cieszyć.

    Jeżeli jednak okazuje się, że nieproszonego gościa można oddać z powrotem do sklepu albo wymienić na nowy automat do pieczenia chleba - rewelacja.

    Pozytywne zmiany mogą nieść też jednak pewne odpryski. Do nowej maszyny trzeba dopłacić, a rodzina od której żąda się rachunku, wali focha. Trzeba się z tym liczyć.

    Jeżeli Niezaradna dowiaduje się ni z tego ni z owego, że koniec, źródełko kasy wysycha i czas szukać nowego - nie jest to fajna zmiana.

    Jeżeli dla dodania ironii losowi, parę dni później dociera do niej informacja, że inne źródełko też raczej słabo bije - też nie ma się z czego cieszyć.

    Jeżeli jednak okaże się, że ma to wszystko doprowadzić Niezaradną do jej właściwej drogi, na której nie tylko w błogim spokoju, ale i w spełnieniu zacznie zarabiać - rewelacja.

     Póki co jednak - będą odpryski.

     Plan na czas odprysków wygląda tak:

  • łatać niedobory czyszczeniem chaty z rzeczy nieużywanych i bez perspektyw na użycie (może reflektujecie na elegancki włoski płaszczyk z kołnierzem z lisa? czapkę Sonii Rykiel doda wtedy Niezaradna za friko)
  • tracić jeszcze mniej czasu niż zwykle przez redukcję czasu na fejsie (z drugiej strony to z niego czasem Niezaradna czerpie pomysły... jak to pogodzić?)
  • wreszcie wykonać i przetestować jeszcze kilka past do smarowania chleba  (słonecznik, soczewica, kasza jaglana - będzie tanio i zdrowo - redukcja kosztów)
  • nie zaniedbać rodziny przez nerwy, nie zaniedbać rodziny przez nerwy
  • zastosować kilka kolejnych punktów z tej listy
  • jak najrzadziej doprowadzać kota do focha - to okazuje się być ciężki czas
  • wprowadzić na bloga intensywnie używaną kategorię: grzaniec

   Plan może ulec zmianie. 


   Zmiany. 

   To chyba jest mem, który najlepiej oddaje stan na dziś Niezaradnej.








 
     Miłego dnia Objawienia Pańskiego.

     Niezaradna będzie go w najbliższym czasie bardzo oczekiwać w ubóstwie swym - zmiennym w kształcie, a jednocześnie upierdliwie uporczywym.
 

piątek, 2 stycznia 2015

Nowe, nowe - i co dalej?

    No i jest. Nowy Rok.

    Cieszycie się?

    Zwykle nie było bardziej depresyjnego dnia u Niezaradnej niż 1 stycznia.

    Z czego tu się, do cholery, cieszyć?

    Święta - bezlitosna przeszłość. W perspektywie było tylko pójście do szkoły. Ponurość, zimno, beznadzieja.

    Dorosłość wiele nie zmieniła.

    Święta - bezlitosna przeszłość. W perspektywie było tylko pójście do pracy. Ponurość, zimno, beznadzieja.

    A alternatywny żywot pracowniczy?

    Święta - bezlitosna przeszłość. W perspektywie było tylko siad nad pracą. Póki jest. Odprowadzanie opornej Dwójki do przedszkola. Ponurość, zimno, beznadzieja.

    Można i tak.



    Wtedy życie rozjaśniają pojedyncze gwiazdki. Święta, wakacje, wyjątkowe spotkania.

    Ale można na to spojrzeć w innym świetle.

   

    Zwykłe, szare, dni - kiedyś się o takich marzyło. A teraz są.

    Patrząc na nie z perspektywy czasu powie się: to były najszczęśliwsze dni. 

    Każdy mógł być świętem i prezentem. 

    W wielkich, ponurych miastach, nie tylko malowniczych wioskach, żyją sobie ludzie swymi maleńkimi prozaicznymi życiami.

    Kolory dni powszednich zależą od nich samych. Gwiazdki są piękne, ale rzadkie.

    Wszystkie powyższe myśli sponsorował świecznik będący kiedyś tam puszką pierników Lambertz. Niezaradna zakupiła je za pół ceny, bo było po sezonie. Nie oparła się urodzie i nie żałuje, bo zawsze widok tego świecznika napawa ją myślą, że ten ponury, zimny świat nie jest taki zły. I że mu sprosta, bo gdzieś tam w swych domkach żyją ludzie, którzy umieją kolorować życie. I można ich spotkać. 

    I co z tego, że w Sieci, jeżeli tu też robi się ciepło. 

    W związku z powyższym, Niezaradna po raz pierwszy w życiu świętując NAPRAWDĘ 1 stycznia - jak nigdy w swym życiu:
  • od samego początku do końca była tylko z tymi, z którymi chciała być
  • uskuteczniła z JeszczeMężem gigantyczny porządek, uwalniając półkę, na której kurz zbierały skorupy porcelanowe i szkło - czy wiecie, że uwolnienie przestrzeni w domu daje nie mniejszą frajdę i kopa energetycznego niż wypad na zakupy?
  • machnęła ręką na robotę i uczciła perfekcyjny dzień wieczorem i nocą z JeszczeMężem by całość zwieńczyć, jak trzeba
    
  Czytelnicy, siedzący gdzieś tam.

 Na nowe Niezaradna chciałaby mniej malkontencić, więcej grzać. 

 Bez kasy, jak to zwykle w tym miejscu. 

 Choć gdyby była - też nic nie szkodzi. Świecznik z piernikami za pół ceny kosztuje. Pół ceny.