wtorek, 31 marca 2015

Wielki Tydzień z wielkim wejściem...

    A było to tak.

    Niezaradna śniła swój Wielki Sen, który trwał już drugi miesiąc. I było w nim tak pięknie blisko tych, co mają być blisko. I tak cudnie wolno, i sloł, i carpe diem...

    I tylko Niezaradna smęciła po niezaradnemu. Że co dalej, że jak z pustym kontem, że ach, że tośmoowo...

    No to...


   JEB!!! 

    Panie i Panowie.

    Ostrożnie z życzeniami. Mogą się spełniać.

    Niezaradna nie ma czasu oddychać, jeść, myśleć, iść do ubikacji, gadać, pisać, czytać książki, myć się, dłubać w nosie i wypisać, czego jeszcze nie ma czasu.

    Znad laptopa daje znać rodzinie, że jeszcze jej nie wessał do końca.

    To wygląda tak:



   Kiedyś Niezaradna napisze, że bardzo się cieszy, że ma znów pracę.

   Teraz zastanawia się, czy zauważy Wielkanoc.




  Obiecuje się nie zapomnieć.
 
 
   

sobota, 28 marca 2015

Takie zawieszenie

     Panie i Panowie.

     Niezaradna przyzwyczaiła Was, że mendzi o biedzie.

     Póki co, to się jeszcze nie zmienia.

     Niezaradna przyzwyczaiła Was, że jest niezaradna.

     No jest. Ale chyba jednak coś potrafi, skoro otworzyła się perspektywa na wskok w nowe portki. Zdecydowanie nie swoje.

     Perspektywa wiele nie zmieni.

     Będzie jak było:



    Co oznacza, że biuro Niezaradnej nadal będzie mieściło się na kanapie.

    Ludzie z reala nie będą mieli nic wspólnego z najintensywniejszym życiem Niezaradnej. Poza ściśle ograniczonym składem, który się tu od samego początku przewija, wszyscy pokrewni duchowo są gdzieś poza Dziurą i szuka się ich po Sieci.

    Im więcej Niezaradna będzie klepać i szukać, tym lepiej.

    Czy Niezaradna uzna w końcu, że jest, nareszcie, może zacząć się cieszyć?

    Za cholerę. Biznes nierealowy jest efemeryczny, jak pierwsze ciepło w marcu.

    Co się ma zmienić zatem?

    Odpowiedzialność, moc decyzyjna i inne takie tam. Plus umowa mniej śmieciowa niż zwykle.

    Chyba.

    Panie i Panowie. Jeszcze ciągle bezcyrografowa Niezaradna czeka. Czas zabija myśleniem o tym, że będzie pracować i wzrostem nagłej beztroski konsumpcyjnej.

    Zakupiła szczotkę, która nie szarpie włosów.

    Udała się do optyka, by zrealizować receptę na okulary.

    IKEA, IKEA, IKEA.

    Jeszcze więcej półek w domu.

    Wszystko, by odsunąć pociągi myśli kursujące w głowie z regularnością, która nieznana była kiedykolwiek PKP: A jeśli się rozmyślą? Wcale nie jesteś taka świetna, mogą się przecież rozmyślić... A jeśli się rozmyślą? Wcale nie jesteś taka świetna, mogą się przecież rozmyślić... A jeśli się rozmyślą? Wcale nie jesteś taka świetna, mogą się przecież rozmyślić... 

    Panie i Panowie.

    Co w tej sytuacji pisze się na blogu?



   

   

   

poniedziałek, 23 marca 2015

Portki z krokiem w okolicy kolan

       Panie i Panowie.

       Są takie portki z krokiem w okolicy kolan. Estetycznie to Niezaradna jest raczej zachowawcza w swych kreacjach z lumpeksu. Styl lumpa pozwala na tyle ekstrawagancji, że w biurze byłoby to nie do przyjęcia, ale znów bez przesady.

       Niezaradna jest jednak dość duża. I jednak ciut nieśmiała.

       Portki z krokiem w tyłku przymierzała raz, bo czego to nie ma w porządnym lumpie. Ale jakoś nie przypadła sobie w nich do gustu. Nobliwa, nie nobliwa, ale chyba jednak dalej niż za bojówki i naprawdę luźne tu i ówdzie bojfriendy, Niezaradna nie pójdzie.

       Dziś by się chyba jednak przydały.

       Panie i Panowie.

       Wirtualnie Niezaradna dziś wdziewa takie porcięta:





    Od jutra Niezaradna zaczyna coś całkiem nowego.

    Chyba zaczyna.

    Jeszcze nie podpisano żadnego cyrografu, paluszek jeszcze nie draśnięty, póki co wszystko na gębę, z której jak wiadomo, niektórzy robią sobie cholewę.

    Niemniej portki z krokiem w okolicy kolan już wskazane.

    Czasem okazuje się, że gdy jeden problem zaczyna blednąć, pojawia się inny, atakując zupełnie znienacka.

    Królowobójca dał głos.

    Jak się klepie biedę rzetelnie przez lata, a pojawia się perspektywa "ciut lepiej", emocje buzują. Mogą doprowadzić do najróżniejszych różności.

    Emocje wygasza się spokojem. I odrobiną alkoholu. Albo ciut większą ilością. Ważne by zadziałało.

   

 

sobota, 21 marca 2015

Pudełeczko a minimalizm

     Panie i Panowie.

     Czasem ten blog jest brany za minimalistyczny, choć że to kundel bury to już każdy stały bywalec.

     Dziś jednak, sprowokowana wpisem z bloga o spokojnym życiu oraz jednym filmem, Niezaradna znów użyje słowa minimalizm.

     Niezaradna i Ser Mąż urządzając swoje mieszkanie kierowali się wszystkimi regułami opisanymi przez Żyjącą Spokojnie w linkowanym tekście.

     Bo to dobre założenia. Tylko dalej są schody.

     Minimalizm na 40 metrach pudełeczka... Albo w jeszcze mniejszym pudełeczku.

     Hehehehe... dobry żart.

     Wnętrze minimalistyczne wedle wyszukiwarki googlowskiej wygląda tak:



     albo tak:

 
    ostatecznie tak:



     Każde minimalistyczne wnętrze z obrazka w stylowym piśmie w maksymalnym wydaniu krzyczy przestrzenią.

     Panie i Panowie.

     Szlachetny minimalizm wnętrza nie jest dla bidaków gnieżdżących się w czwórkę w M3. Które, jak definicja głosi, winno być zamieszkane przez trzy, nie cztery osoby. Duży kot to też już dodatek nadprogramowy.

     Kiedyś Niezaradna częściej siadywała nad tym i owym forum. Na jednym z tych, gdzie siadała, raz toczyła się zniesmaczona dyskusja wokół obrazka ukazującego wnętrze ciasnego mieszkania, w którym tłoczyło się mnóstwo rzeczy. Wszystkie rozmówczynie wirtualnie marszczyły noski z niesmakiem i zbiorowo się odżegnywały wklejając to wnętrza z domów swych własnych. Emanował powszechnie szlachetny minimalizm wysokiej jakości.

    A Niezaradnej psuła się krew.

   Panie i Panowie. Mieszkańcy przeładowanych M.

   Wasze przeładowane M i szlachetny minimalizm? Mariaż pięści z nosem?

   Zamiast wykładu obrazki poglądowe. Z opisem.

   Niezaradna raz po raz świeci gołą prywatą i emanuje wnętrzem pomieszczenia wielofuncyjnego zwanego dużym pokojem. Oto gorące jak niezdrowe bułeczki z piekarnika fotki z dziś:


   Kąt prawy patrząc z kanapy: pokój wypoczynkowy/bawialnia - meble: kupione za psie pieniądze jeszcze w czasach panieńskich Niezaradnej meble z niemieckiej wystawki, zwane holenderskimi. Zapewne przejaw złego smaku. Pod telewizorem sekretarzyk, bo Niezaradna zawsze o takowym marzyła. W swoim czasie pełnił rolę toaletki, ale tylko z nazwy i stylizacji, bo wtedy Niezaradna miała wielką łazienkę z wielkim oknem i było tam lepsze światło. Obecnie sekretarzyk przechowuje milion różnych różności, sprzęt audio/video oraz biżuterię Niezaradnej. Nieoficjalnie poniewiera się tam tabun aktualnie oglądanych filmów i bajek. Rezydują piloty. I kurz. Obok sekretarzyka kolumny od sprzętu. Za kolumnami płyty z muzyką Niezaradnej. Umieszczone w ikeowskich słupkach. Przy słupkach kredens. W jego czeluściach skorupy zastaw stołowych. Na półkach już nie, choć do niedawna na górnej półce zbierał kurz jakiś serwis kawowy. Obecnie upchnięty gdzieś, najchętniej Niezaradna oddałaby go na wystawkę niemiecką, ale najbliższa jest za daleko. Teraz na półce górnej rezydują książki, okładki charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne dla tych, co lubią to samo. Na piętrze dolnym, w ikeowskich pudełkach płyty z bajkami Dwójki, Cena za nieposiadanie TV, gdzie Dwójka zapewne posiadałaby jakiś ulubiony kanał. U dołu zdjęcia widać tylko listwę z okablowaniem znajdującą się w otwartym sekretarzyku obok sprzętu, Nie zmieściła się już podłoga z wielkim pudłem (wymiary!) pełnym klocków duplo. Obok pudła wznosi się efektowna nieminimalistyczna willa zbudowana przez Gburkę dla ludzików duplo, zwanych Piszczałkami. Gburka będzie zrozpaczona, jeżeli ją się rozwali.


   Fragment ściany lewej patrząc z kanapy: biblioteka/jadalnia. Szafa biblioteczna z cyklu: zabudowa zajmuje całą ścianę, I jest nielicho przeładowana. Tak, znów. Również kurzem. Rezydują tu jeszcze ulubione planszówki, w zamkniętych szafkach zaś złoża płyt z ukochanymi filmami i koncertami.  I inne takie tam. Na pierwszym planie: stół. Okrągły, stylowy, rozkładany całkiem zadowalająco (zawala wtedy cały pokój). Ostatnio nierozkładany, bo Niezaradna i Ser Mąż w ramach biedy wymigują się już od lat od uczt rodzinnych, co cenią sobie i z innych względów. Za to przeładowany. Co prawda przykrywa do ciężki stylowy obrus z pasami w tym stylu (prezent od ciotki od herbaty oraz płaszczyka z lisem), ale jego ekstraordynaryjną urodę zasłaniają szczelnie kłębiące się tam: książeczki dla dzieci z cyklu o Kocurku, katalog ikeowski, zeschły kwiatek doniczkowy otrzymany na Walentynki, pudełko chusteczek higienicznych w ładnym pudełku, pudełko ikeowskie z pestkami z dyni, futerał od nieszczęsnych okularów Niezaradnej, dwie reklamówki, w których Niezaradna nosi książki czytane na placu zabaw. No i - wałki ikeowskie na kocią sierść. Każdy, absolutnie każdy właściciel jasnego kota, który lubi ciemne ciuchy bez wzorów, rozumie jak ważna to kwestia. Tylko czemu dwa? Hmmm... to już jasne, gdzie jest wałek zwykle obecny w garderobie... Krzesła i stół również pochodzenia oficjalnie holenderskiego. Solidna robota! Syf na krzesłach to wspólne dzieło Niezaradnej i Ser Męża. Każde rzeźbi swoje krzesło ciuchami, czasem dorzucając chaotycznie ciuchy Dwójki. Można rzec, że to pojedynek twórczy.


    Kąt, w którym zasiada Niezaradna stukając ten post: gabinet/sypialnia: znana Wam doskonale ikeowska kanapa po dwukrotnym tjuningu, na niej kultowy laptop, co nie działa anpalgt, dwa koce, jeden dla ludzi domowych, drugi dla kota, mnóstwo poduszek, niezbędnych, by było wygodnie i zabawnie, dwie podkładki pod laptopy, jedna ikeowska, druga empikowska, utrzymana w łaciatym, militarnym dizajnie (zgadnijcie, która jest Niezaradnej, a która Ser Męża? i kto częściej używa?). Za kanapą rachityczna lampka ikeowska stojąca, nad nią jeden z rozlicznych w tym pomieszczeniu głośników. Oraz cichy bohater trzeciego planu, który kiedyś doczeka się osobnego postu.

   Panie i Panowie.

   Samo opisanie tego, co znajduje się na tych dennej jakości fotkach, było żmudną, nieminimalistyczną robotą.

   Pokaż mi swój pokój, a powiem Ci, kim jesteś - w myśl tej zabawy wielcy realiści tworzyli opisy milieu. Charakteryzowali bohatera, nim go jeszcze bliżej przestawili, opisując jak mieszka.

   Niezaradna pokazała. Możecie sobie teraz myśleć, co chcecie o mieszkańcach. Choć już pewnie macie wyrobione zdanie.

   Niezaradna czasem odczuwa frustrację. Czasem wraca tęsknie wspomnieniem do mnóstwa wolnej przestrzeni w swej  kawalerce (sic!). Można rzec, że była urządzona ona ze szlachetnym umiarem i stylowo. Choć raczej w wiejskim stylu, bo Niezaradna woli ciepłe wnętrza, za duży w niej zmarzluch.

   Teraz tylko jedno ale:

  • kawalerka Niezaradnej była zamieszkiwana tylko przez Niezaradną, ewentualnie przez weekendowych narzeczonych, z których jeden został Ser Mężem;
  • Niezaradna swoje pięć ciuchów na krzyż prała ręcznie;
  • nim u Niezaradnej zagościł na dłużej Ser Mąż, Niezaradna jadała na obiad tosty. Z gośćmi szła do knajpy, albo do przyjaciółki, która mieszkała z rodzicami;
  • połowa garderoby Niezaradnej w sezonie nieużywana rezydowała w szafie w jej dziecięcym pokoju, potem dokonywała się zmiana.   
   Czy Niezaradna chciałaby wrócić do szlachetnie urządzonego wnętrza z przestrzenią w Innym Mieście?

   Za cholerę. 

   W zagraconym M3 przybywają co roku kolejne półki, pawlacze i praktyczne pudła. 

   Tu się żyje. 

   Oczywiście można by usunąć książki i zebrać je w czytniku.  Oczywiście można by usunąć płyty i umieścić je w tycich nośnikach pamięci. I częściej chodzić do kina. I na koncerty. Oczywiście, coś tam jeszcze pewnie by można. 

   Tylko czy byłoby się jeszcze sobą? I skąd wziąć forsę na wyjścia? I kto ma zostać z Gburką i Świrem?

   Panie i Panowie. 

   Jeżeli nadal pozostajecie sfrustrowani, Niezaradna - choć sama w to nie wierzy, bo wynudziła się setnie - poleca film Equilibrium. Mieszkańcy świata bez uczuć mają perfekcyjnie urządzone wnętrza minimalistyczne. 

   Wszyscy jak jeden mąż. 

   Ich miasto wygląda tak:





   Co kto lubi zatem.





 

 

   


środa, 18 marca 2015

Najważniejsze jest...

     - Mamo, zapomniałaś o czymś! - rozlega się nagle z ciemności

     Zatem Niezaradna rzuca laptopem, zrywa się z kanapy i biegnie.

     - Niczego nie zapomniałam - pochyla się nad Świrem - jest pocałowanie, jest ukochanie i jest ręka...

   I wszystko załącza. Bo Świr tak musi mieć: zostać przytulony, ucałowany i potem on sam się przytula do rąk rodzicielskich. Jeżeli nieopatrzenie wyjdzie się wyrzucić śmieci z zahaczeniem o sklep zaniedbując ceremoniał, Świr cierpi tak, że potem śni mu się to po nocach.

    Niezaradna i Ser Mąż nie zapominają. Bo nie można sprawić, by Świr cierpiał.

    Dlatego Niezaradna rzuca swój drogocenny laptop, by spokojny już głos w ciemności powiedział:

    - To teraz mnie przykryj - i przewrót na bok, i spokój już, spokój.

    Ale czasem jest bardziej pod górkę.

    Czasem trzeba sześcioletniej dziewczynce powiedzieć o tym, że ludzie postępują nieraz kurewsko źle. Nawet, jeżeli są dziećmi. Trzeba jej to rzec z brutalną mocą, by uchronić ją przed tym, co robi sama sobie, po raz kolejny odstawiając swój wielki teatr furii w przedszkolu.

   Trzeba zadbać o jej lepszą przyszłość. I odbyć te cholernie trudne rozmowy. Potem już można cały dzień cichcem przepłakać.

   Bo trzeba dbać o to, by dzieci były szczęśliwe jak najbardziej się da. Trzeba ich nie zawieść. Nigdy nie okłamać.

   To jest najważniejsze.

   To jest też najważniejsze w filmie Interstellar, który Niezaradna obejrzała z Ser Mężem, na koniec podłego dnia.

   Poza całą masą innych prawd o człowieku, opowiedzianych w tej pełnej humanizmu odysei kosmicznej, jak to określił pewien znajomy.

   Nolan. Ojciec czwórki dzieci.

   Potrafi sprawić, że Niezaradna popłakuje sobie po raz w pierwszy w ciągu dnia niepalącymi, a chłodzącymi łzami. Na filmie, którego spora część akcji dzieje się w kosmosie. Czego ona przecież nie cierpi.

 



    Dla tych, co chcą więcej:

     
                                    


    Tak. Matthew McConaughey. Niesamowite, co się z tym facetem dzieje w miarę, jak się starzeje. 

    Można. 

Jak być szczęśliwym

     W sumie to proste.

     Jak na załączonym obrazku:



     Czy Niezaradna była szczęśliwa w dniu, co właśnie minął?

     Liczymy zgodnie z ruchem wskazówek zegara:

  • uśmiech? - idziemy dalej;
  • więcej snu? - idziemy dalej;
  • wdzięczność? - hmmm...
  • pomoc innym - starałam się, ale...
  • ćwiczenie? - hmmm...
  • wyjście na zewnątrz? - tak!
  • mieszkanie blisko pracy? - pracujemy nad tym, pracujemy...
  • czas z bliskimi - tak!
  • planowanie podróży - póki co, trzeba na nie zarobić...
  • medytacja - za medytację robi blog.
    Wynik: 2,5/10

    A u Was, mili Czytelnicy?

    Jeżeli cienko jak u Niezaradnej, zawsze można wierzyć w teorię Scarlett O'Hary:



    Teraz tylko dwie kwestie, jedna wynika z drugiej:
  • nie mówić codziennie: jutro też jest dzień,
  • pamiętać, że kiedyś nie będzie jutra.
   
   

piątek, 13 marca 2015

Wnioski z migreny

    To już dość długo.

    To już się ciągnie drugi miesiąc.

    Niezaradna ma w domu Ser Męża, bo jak się okazuje, utrata kawałka siebie procentuje długim L4. Niezaradna ma w domu Dwójkę, bo infekcja nad infekcje cyklicznie się odradza.

   Niezaradna nie ma stałego zlecenia.

   Niezaradna przeżywa czas oczekiwania. I walki, by w miejsce jednego rozwianego złudzenia, wstawiać dwa nowe.

   Po okresie półrocznego tyrania Niezaradna czuje raz po raz narastającą panikę.

   Niezaradna po raz kolejny przekonuje się, że nie ma bardziej niesolidnych ludzi niż ci, którzy tworzą tzw. media.

   Na dworze jest ponuro, ciągle nieuwolnionym z infekcji ciałem wstrząsają dreszcze i mdli od kolejnych prochów.

   Lęk, lęk, lęk i lęk.

   Ale nie w dniu, gdy głowę swą niesie się na szyi z ostrożnością, która dotyczy tylko zgniłych jaj albo drogocennych waz.

   Migrena. Nie powinna być, a przyszła.

   I dobrze.

  Kazała dostrzec dziś ten obrazek:



   Kazała przypomnieć sobie, co wczoraj grali w trójce:



   I stwierdzić, że przecież nie trzeba ćwiczeń z umierania, by wiedzieć, że właśnie przeżywa się najważniejsze.

   Dwójka trajkotała dziś jak najęta, Ser Mąż trzymał ją z dala od znieruchomiałej na kanapie Niezaradnej.

  Zen.

 

O krok od przepaści

      Nie tak dawno temu, w zupełnie niedalekiej przeszłości, pewna sędziwa kobieta miała się udać w ciemny bór po skarb. Skarb ów miał zagwarantować jej rodzinie spokojne życie, zatem choć ogarniała ją trwoga, bo ciemny bór pełen był wszelakiego plugastwa i nijak jej nie wabił, wyruszyła. By zyskać skarb musiała zmierzyć się w pojedynku z magiem i czarownicą. Podjęła go z taką siłą i godnością, na jaką tylko było ją stać. I dokonało się! Mag i czarownica, na początku nieprzystępni i pełni rezerwy, musieli w końcu pochylić głowy przed jej zapałem i staraniami. Rzekli: oto dajemy Ci klucz. Podążając w kierunku, który Ci wskażemy, ujrzysz wrota. Za nimi jest to, co da spokój Twej rodzinie. Po drodze czyha wiele niebezpieczeństw, ale wierzymy, że stawisz im czoła, bo jest w Tobie Moc...

    Trele srele duperele, mili Czytelnicy.

    Skoro siedzicie tu i wytrzymujecie czas jakiś, doskonale wiecie, że tu się nie ściemnia. A życie to nie jest piękna baśń, w której magów i czarownice kupuje się tym, że jest się wygadanym i ma się szczere chęci.

    Niezaradna naprawdę się postarała.

    Zestaw lumpeksowy złożony z:

  •  perłowoszarej tuniki H&M z efekciarskim szalowym kołnierzem
  • czarnych portek rurek firmy GAS,
     ... prezentował się efektownie jak nigdy dotąd.

     Mając wystarczającą ilość czasu, po wnikliwych poszukiwaniach, Niezaradna dopadła żelazka sprytnie zabunkrowanego pod zwałem ręczników. Uprasowane portki zyskały tak wiele szyku i elegancji, aż się sama zdumiała.

     Niezaradne oczyska zostały starannie, według instrukcji podanej na pudełeczku, wycieniowane. Posłużono się zestawem różnych odcieni szarości i bieli marki AVON. Rzęsy znów mogłyby zwracać uwagę Świra, gdyby nie fakt, że był akurat zajęty czym innym.

     Fryzurą zawładnięto, obuwie w postaci półglanów dobrych na wszystko wyczyszczono.

     Na całość rozpylono zachowywane specjalnie na taką okazję ostatnie krople perfum Dune.

     Do wielgaśniej torby Fiżki wrzucono kończone właśnie tomiszcze Starcia królów i pierwszą część Nawałnicy mieczy, na wypadek obsuwy. Obsuwy specjalnej nie było, zatem przydało się tylko Starcie królów.

     Przed Niezaradną był tylko jeden zestresowany chłopak, który tak ją rozczulił, że życzyła mu powodzenia i zrobiła to z pełną szczerością.

     Niezaradna jest bowiem starym wyżeraczem i z niejednej rozmowy klasyfikacyjnej uczyniła już pocieszną anegdotkę. Stres się jej mało ima, zwłaszcza, gdy idzie z poczuciem odhaczenia kolejnego punktu na liście: Naprawdę się staram. Wtedy można czytać z niezmąconym spokojem grube tomisko Martina, wywołując już przed wyjściem niekorzystne wrażenie na połowie komisji sunącej z dostojeństwem parowca mrocznym korytarzem.

    O tym, że to komisja sunęła, Niezaradna przekonała się już po wejściu na salę.

    Dostojnej postury blondynka zmierzyła ją wzrokiem tak pełnym wstrętu, jakby Niezaradna była godna epickiego miana Fetor. Bez przesady, Niezaradna nie wylała na siebie AŻ TYLE wydmowych perfum.

    Mniejsza połowa komisji była płci zwanej brzydką, choć prezentowała się sympatycznie. Nie wykazywała tak wyrazistych oznak niechęci, gdyż w ogóle nie wykazywała oznak. Była nieodgadniona.

   Niespeszona powyższym Niezaradna serdecznie uścisnęła podane dłonie i roztoczyła potoczyście kilka i kilkadziesiąt słów o swej burzliwej karierze zawodowej. Roztaczała przez dwadzieścia przeznaczonych na nią minut jeszcze swoje wizje, pomysły i to, co cennego może wnieść do firmy.

    W czasie owych dwudziestu minut brzydsza część komisji kilka razy jej przytaknęła, a raz wydawała się być pod wrażeniem. Natomiast ta bardziej dostojna część komisji niezmiennie patrzyła na Niezaradną ze wstrętem, dołączyła jednak jeszcze zaprzeczanie wszystkiemu, co Niezaradna proponowała jako innowacyjne pomysły, by w pewnym momencie prychnąć: Ale pani w ogóle nie myśli jak urzędnik! - Zdecydowanie nie - zgodziła się skwapliwie Niezaradna - Jak widać, mimo różnorodnych doświadczeń, zmian może zadziwiających w tak zaawansowanym wieku, urzędniczką nigdy nie byłam. Jeżeli zostanę, może zmieni mi się coś w sposobie myślenia. Pan na wstawkę o wieku obruszył się z lekka, a pani zawiesiła na Niezaradnej ciężkie spojrzenie. Jak się wyjaśniło kilka godzin później, urodziła się parę miesięcy przed Niezaradną. I chyba nie lubiła, gdy jej wiek zwano zaawansowanym.

    Choć chyba nie lubiła ogólnie. Tego, że musiała siedzieć, Niezaradnej i ogólnie świata.

    Rozmowa nie należała zatem do przyjemnych.

    Niezaradna nie przestała gadać nawet przez jedną minutę wyznaczonego dla siebie czasu. Promiennie się uśmiechała.

    Doskonale wiedziała, że jej pozycja jest i tak stracona.

    Nie tylko nie myślała bowiem jak urzędnik, ale i nie posiadała żadnych predyspozycji, by rzecz zmienić.

    Miała za to takie, które nie pozostawiały cienia nadziei.





     Można było to przewidzieć już przed rozpoczęciem rozmowy.

     Niezaradna wiedziała zatem.

     Czego się jednak nie robi, by upewnić się, że są gorsze problemy niż to.

     Przecież można dostać tę pracę. Podjąć ją i zostać klękaczem. I myśleć jak urzędnik.




   
 

 

 



    .

   

   


środa, 11 marca 2015

Fajnal kantdałn

     Panie i Panowie. Zaczynamy:


  • trzy - Próba skoku w innym, nieznanym kierunku? - Tekst napisany całkiem nieźle, ale ten temat nas nie interesuje, proszę pani - pooooooszło!
  • dwa - Wygrany casting na jedno zlecenie? - Tak, jesteś najlepsza, ale wiesz, tym razem wezmę tańszego redaktora... - pooooooszło!
  • trzy - Rozmowa o pracy w realu? - 


          .......................................................jutro. 14.20. pokój nr 23, pierwsze piętro.


     Zawieszenie. Zawieszenie. 

      


                  

  
  To jeszcze nie ta wiadomość...

   
               


poniedziałek, 9 marca 2015

Kłamstwo pożądane

     Czasami Niezaradna stuka bardzo nerwowo w komputer.

     Szybko, by nie tracić zlecenia, szybko, by pokazać, że jest dyspozycyjna, rzutka, elastyczna.

     Niezaradna ciągle musi się starać i podskakiwać.

     Często nic to nie daje.

     Niezaradna ma wtedy przygarbione bardziej niż zwykle plecy, częściej denerwuje ją kot ze swym nachalnym łakomstwem, częściej jej "kochanie" brzmi zbyt zgrzytliwie, częściej nawala cierpliwość, częściej włosy są skudlone pod klamrą, częściej olewa plamy na spodniach i nie chce się jej włączyć muzyki do sprzątania.

      Wyje tylko odkurzacz i chwieje się fasada.

      W Dzień Kobiet Niezaradna wychodziła i pomalowała rzęsy.

      Co to jest? - zapytał oszołomiony Świr.

      To, Synku? Kobiecości kawałek. Przyłatany, jutro znów się oderwie po drodze. 

      Niezaradna za słabo kłamie.



 

wtorek, 3 marca 2015

Wyczucie w deficycie

    Pudło z wstążką?

    CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. Może tak.

    Może nie.



    Rozmowa o pracy w realu?

    CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. Może tak.

    Choć prędzej nie.



    Próba skoku w innym, nieznanym kierunku?

    CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. Może tak.

    Ale chyba raczej nie.



    Wymierne efekty jednaj bardzo obiecującej rozmowy?

    CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. Może tak.

    Ale chyba nie wzięłaś tego poważnie?



    Wygrany casting na jedno zlecenie.

    CZEKAĆ, CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. Może tak.

    Ale jeszcze poczekaj, jeszcze nie wiadomo. Sama wiesz...



    Noc bez pobudek dziecięcych w gorączce.

    CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. CZEKAĆ. Może tak.

    Ale jeszcze nie w tym tygodniu.


    Bank nie czeka. Rachunek za telefon, przedszkole i inny cznysz nie czeka. Apteki i inne takie też nie chcą poczekać.

    Co za kurewski brak wyczucia.

    Życie jest szpitalem przecież. Tu się czeka.