środa, 24 czerwca 2015

Sloł albo po imieniu: babciowo

    Panie i Panowie.

    Dobra. Bez ściemy. Uwaga, fragment barokowej dosłowności: Niezaradnej uda rwą tak, że ledwo wstaje z wyra bez jęków. Pęcherz na pięcie straszy jak epicentrum wybuchu jądrowego i nie pomaga cudowny plaster za kupę kasy, który miał sprawić, że następnego dnia można będzie koziczo śmigać po graniach. Paznokcie paluchów u stóp trwożliwie wbiły się w głąb jakoś, ale już chyba wiedzą, że wyrok zapadł i w ciągu roku będą musiały się wynieść. I otrzaskana dupa to w tym wszystkim pikuś.

    Laba jest koniecznością, a pogoda dogodną wymówką na barowy dzień.

    Wczoraj Niezaradna przystanęła w galopie i łaziła powoli.

    Spotykała i patrzyła.








     Być jest dobrze samemu czasem.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Pakiet specjalny

    Jeden dzień na rozruch. Więcej intensywności niż by się oczekiwało.

    Jeden deszcz. Wiele ślizgawek z górki.

    Jeden tyłek. Wielokrotnie obity.

    Jedno biodro, jedna ręka. Wiele przekleństw.

    Powtarzający się wielokrotnie i upierdliwie obrazek: dzieci, dzieci, dzieci.

    Pakiet specjalny matki co wybrała się w przygodę.

    Nie da się z niego zrezygnować.

 

Panie i Panowie. 

Widok z Ornaku na Smreczyński Staw. W drodze na Siwą Przełęcz.

piątek, 19 czerwca 2015

Można...

Można zginąć już po drodze, bo daleka i ciemna po nocy.

Można zginąć podczas wyjścia i prób podboju.

Można stracić głowę i nie chcieć ruszyć się z miejsca, gdzie się jakimś cudem wlazło.

Można cierpieć w uciążliwej samotności z drugą niekompatybilną osobą.

Można stracić wolności czas nad tym, nad czym się spędzało czas przez ostatni czas.

Można nie wrócić i zawieść.

Można.


Albo

Może spaść meteoryt i zgładzić cały Dom. Wszystkich.

Może krzyczeć ktoś nieutulony w tęsknocie i nie utuli jej się z dala.

Może zdarzyć się, że coś się wydarzy z Tym, Który Trwa jak Opoka, choć nie ma na imię Piotr.

Może poczuć się ktoś zdradzony i opuszczony.



Milion jeszcze możliwości. A każda zła.

Panie i Panowie. Niezaradną boli ciało i dusza oraz łapa od klepania w klawiaturę.

O godzinie 22-ej stanie się faktem Niezaradnej wyprawa na długie osiem dni.

Bezmężowo, bezdzieciowo.

Zdobycie się na ten wyjazd jest zapewne największym ze szczytów, jakie Niezaradna zdobędzie.

Nie jest lekko poczuć się lekko.



piątek, 5 czerwca 2015

Święto sypania kwiatów

     Czy Jezus na chwałę swego ciała naprawdę potrzebuje rzezi kwiatów i brzózek? Przywitany zerwanymi liśćmi palmy w Jerozolimie, był zażenowany raczej i smutny.

     Poprawna ekologicznie w stopniu średnim Niezaradna, nie mogła się opędzić od takich wątpliwości, jadąc z Dwójką za miasto, by narwać kwiatków.

     Na sypanie kwiatków.

     Pole było malownicze.



      Bujność kwiatów ogromna.


      A jednak Niezaradnej było żal każdego zerwanego. Gdy wieczorem oddzielała nadające się do sypania smutne główki od reszty zielonego wiechcia, nie miała już wątpliwości. Trzymała żałosną garść łupu z pola i myślała, że to bez sensu.

     Sensowniej jeżeli ktoś zechce dokonać rzezi własnych piwonii, jak babcia i wyhodowanymi kwiatami zapełnia Gburczyny koszyczek.

     Boże Ciało nigdy jakoś nie zachwycało Niezaradnej.

     Nawet gdy ona sama, wbita w komunijną sukienkę, dostąpiła zaszczytu. Niezaradna była wysoka, prowadziła szereg. Zazdrosna o to koleżanka idąca za nią, cały czas syczała: krzywo idziesz! To z sypania kwiatków Niezaradna zapamiętała najbardziej. Że znów robiła coś źle.

     Gburka zapragnęła sypać kwiatki w zeszłym roku, ujrzawszy wszystkie odziane na biało dziewczynki. Ateistyczny Ser Mąż zarzucił Niezaradnej, że zaniedbała marzenie córki i że w następnym roku ma się poprawić. Niezaradna się poprawiła, choć bynajmniej nie z powodu wyrzutów ojca Gburki.

     Co ma zrobić czteroipółletni chłopiec, który marzy o tym, by też sypać kwiatki, ale mu nie wolno, bo zwyczaj nie pozwala? Chłopiec taki może tylko popaść w rozpacz.

     Niezaradną to wkurza i myśli o misji dla Świra.

     Procesja, w której Gburka ze Świrem się udzielą, będzie tą zaopatrzoną w asystę orkiestry dętej i Świr, miłośnik muzyki, wesprze artystów swym udziałem.

     Harmonijny przebieg procesji ocalony. Szaleństwo takie, że Niezaradnej ciężko strzelić fotkę na blog bez pokazania Dwójkowych twarzy. Gwiazdy pozują rasowo.


   

       
       Niezaradna nigdy w zasadzie nie lubiła Bożego Ciała. Ale dziś była wdzięczna za szczęście Dwójki na okazję święta.

       Gburka sypała podskakując ze szczęścia. Świr przetrąbił procesję z namaszczeniem.

       Podeptano mnóstwo kwiatów.

       Nie obdarto żadnej brzozy. Szczęśliwie żaden z ołtarzy nie miał drzewek w roli dekoracji.

       Życzliwe panie dopełniały koszyczek Gburki kwiatami akacji.

       Niezaradna nadal ma mnóstwo wątpliwości. Choć wszystko przecież się udało.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Niech żyją dzieci!

    Panie i Panowie.

    Niezaradna kwękała i narzekała przez całą końcówkę maja. Narzekała mentalnie, do środka, z rzadka wydając kwęknięcie na zewnątrz, bo Ser Mąż nie jest takim znowu papierowym stworem, co przyjmie wszystko.

    W tej sytuacji nie wydawało się słusznie karmić tych, którzy to zaglądają swoją niedokończoną terapią. Bo że macierzyństwo to cholernie ciężki kawałek chleba i natura jest sprytną, podstępną bestią z tym instynktem i inne takie tam... Jasne.

     Ilu z nas powinno przejść terapię nim wejdzie aktywnie w rodzicielstwo? Rzesza.

     Dzieci mieć za łatwo, w tym błąd albo geniusz natury.

     Dziś Niezaradna chce opiewać dzieci terapeutyczne.

     To one zmuszają nas do dźwignięcia duszy i dupy, gdy mamy oklap na całej linii.

     To one pokazują nam, co to jest wierzyć na 100% i żyć na 100%.

     To one są naszym kojącym okładem na ranę pt. czuję się niepotrzebnym smutkiem tego świata.

     Dzieci dają Moc.

     Błąd systemu pojawia się wtedy, gdy zbyt chore i pokaleczone dziecko rodzi dziecko. Cóż z tego nawet, że to chore i pokaleczone dziecko jest od lat pełnoletnie. Nie każdy dorasta do tego, by mieć dzieci i nie każdy ma predyspozycje.

     Przeciętnemu wariatowi tego świata dzieci dają Moc.

     Dowody?

     Każde dziecko da je Wam, dopóki nie skazicie go sceptycyzmem i uzależnieniem od bzdur. To cholernie trudna sprawa.

     I Niezaradna będzie się upierać na temat wiary w dzieci, na przekór Milenom i Władcy much. Bo Milena została przez osoby dorosłe usadzona w roli małego okrutnego bóstwa. Dorosłemu by odwaliło, a co dopiero dziecku. A wokół bóstw zawsze zbiera się tłum gorliwych wyznawców, którym wpojono, że komuś trzeba się podporządkować. A z kolei głupi Golding oparł swą powieść na ryzykownych eksperymentach, którym poddawał swych uczniów, za co wyleciał z pracy.

     Zawsze gdzieś w tle majaczy chory dorosły. Cóż nawet z tego, że kilka pokoleń temu wstecz.

     Z okazji Dnia Dziecka Niezaradna swym dzieciom życzy jak największej siły w walce z efektami dorosłych błędów.

     A ukrytym w Wam dzieciom, mili Czytelnicy, jak najczęstszych chwil nieokiełznanej radości.

     Gburko, Świrze - najcudowniejsze Dary Losu.

     Dzięki Wam. Zwłaszcza za ostatnie tygodnie. I za każdy dzień.

     Za wielki entuzjazm podczas akcji szykowania balkonowego ogrodu zapachów, który depresyjnie nastawionej do swego rodzicielstwa matce kazał rozmyślać, czy nie czyni Wam krzywdy nie wręczając Wam zamiast garści ziemi w garść tabletu. Albo innego gadżetu, które znają na wylot Wasi rówieśnicy z Dziury.




      Za zmieniany regularnie w Inne Miejsce Akcji pokój zwany dużym. Gdzie człowiek zwany Świrem może zmienić się w Saturna, a rozsypane klamerki i koło do kręcenia matki stają się pierścieniami i rojem asteroidów. A Gburka buduje najbardziej wystrzałowe miejsca świata. Przeznaczone jest tylko do wypoczynku, mamusiu... Bo jest najbardziej odjechanym wizjonerem LEGO.


        Za to, że jak oglądacie Muminki to nigdy tylko nie oglądacie, ale je tworzycie od nowa, najczęściej na dalszą część dnia. 


       Za to, że jedno z Was śmiga na hulajnodze z prędkością światła, ale zawsze troszczy się o to drugie, dla którego każdy pokonany metr to sukces.


        Za to, że zawsze matka może liczyć, że gdy zasiądzie do pracy, to na nogach będzie leżał laptop, ale na brzuchu - głowa Świra, który właśnie się przyszedł przytulić. I może tak się przytulać godzinę i dwie.

        Za to, że Gburka ciągle z uśmiechem idzie na salę w przedszkolu i z wielką ekscytacją czeka na szkołę, bo tak lubi się uczyć czegoś nowego.

        Za to, że gdy przez ostatnie dwa tygodnie Niezaradna miała do siebie moc pretensji i żalu o to, że wraz z Waszym Ojcem uczy Was, jak żyć inaczej niż wszyscy wokół, co pewnie utrudni Wam życie, dawaliście znać wybitnie często, jak bardzo z Was zadowolone dzieciaki.

        I że dajecie znać, jak nie jesteście zadowoleni. Mocno. Konkretnie. Szczerze.

        Za to, że JESTEŚCIE.