piątek, 24 lipca 2015

To nawet nieco nie w porządku

To nawet nieco nie w porządku tak nagle zamilknąć.

Jeżeli się krzyknęło z rozpaczą w ciemność i ciemność odpowiedziała wieloma dobrymi głosami, to nie zostawia się tej czarnej dziury pełnej głosów ot tak.

Nie gniewajcie się proszę o tę dziurę czarną. Od czasu "Interstellar" Niezaradna wcale nie ma ich za coś złego.

Ale nie zmieniajmy tematu.

Można było wejść. Coś rzucić. Jakieś heloł, Panie i Panowie. Szafa gra, praca wre, lipiec płynie.

W międzyczasie Niezaradna przestała jeść mięso.

Ale tak bez obrazka?

Lipiec bucha obrazami. Każdy utrwalony moment Niezaradna przeznacza i na to miejsce. Ujęcie, gdzie nie widać twarzy, tylko chwile.

Będzie z tego wielki lipcowy reportaż.

Lipiec na niego zasługuje.

Pomiędzy reportażem nachalnie wciska się klawiatura.

Brak czasu na pracę, konieczność pracy. Brak czasu na pracę, konieczność pracy. Brak czasu na pracę, konieczność pracy. Brak czasu na pracę, konieczność pracy.... I tak dalej.

Ale jednak można było zawołać choć heloł.

I tak, Niezaradna tęskni rozpaczliwie. I pracuje łapczywie. Lipcując się na potęgę każdą chwilą lipca.

Zobaczycie wszystko na obrazkach. Kiedyś, w wolny wieczór, gdy Niezaradna będzie mieć czas na obrazki.

Przedszkole bywa okrutne, brak przedszkola jak się okazuje też.

Niesamowite, że z braku czasu dał się wyciągnąć jeszcze większy brak.

A jednak się stało.

Przepraszam. Wrócę. Prędzej.


                                                                                                               Niezaradna

Balkoning i czytelnia na nim. Jedyna szansa Niezaradnej na pracę w domu z dziećmi. 

sobota, 4 lipca 2015

Był sobie wyjazd w góry

    Panie i Panowie.

    Tak, był wyjazd w góry. I był  powrót z gór. Jeszcze nigdy przenigdy nie było tak upragnionego powrotu z Tatr.

    Tak, Niezaradną wołał krwawiący obficie strzęp, który zostawiła w domu. Może to serce, może dusza, jedno licho wie co. Ciężko było bez tego żyć.

    Tak. Dokuczała niekompatybilność współtowarzyszki podróży i współlokatorki na nocy osiem.

    Gdzie jedna była skowronkiem, tam druga była sową.

    Gdzie jedna była organizatorką, tam druga wolała spontan.

    Gdzie jedna była towarzyską ekstrawertyczką, tam druga lubiącą posnuć się sama ze sobą introwertyczką.

    I inne takie. Niekompatybilna współtowarzyszka patrzyła na Niezaradną z rosnącą zgrozą, a Niezaradna intensywnie klepała w klawisze udając, że ma więcej pracy niż miała.

    Bo przecież cała robota miała się na nią zruchnąć po powrocie. Bo na wyjeździe się łazi, używa gór i życia, a wieczorem chleje wińsko.

    Albo nie. Niekompatybilność.

    A Tatry 2015? Krzyczące nostalgią za tym, co kiedyś. Sypiące się, zabłocone i ogołocone z drzew.

    Panie i Panowie. Smutno w takich Tatrach.

 
Była sobie Dolina Olczyska. Zostało smutne cmentarzysko.
  

Jedna noga zepsuta, druga noga zepsuta. Trzecia się trzyma.

    Czemu zatem chce się łazić w takich Tatrach nawet o trzech nogach? 

    Panie i Panowie. Niezaradna nie umiała niestety zakorkować w butelki zapachów strumieni górskich, w których leżą spokojnie gnijące sobie rośliny. A to może by coś wyjaśniło. 

    Absurdalnego uporu, który każe leźć wyżej, też Niezaradna nie umie wyjaśnić. Zwłaszcza, że towarzyszy mu uporczywa myśl, że trzeba będzie zleźć i można znów obić tyłek, albo złamać rękę pozbawiając się narzędzia pracy. Albo stracić palce nóg, które już za moment wejdą w stan gangreny. Góry to narkotyk, którego działanie ustaje ledwo noga stanie na równym. Wtedy czuje się zmęczenie, i ból, i wszystko, co jest przeciw tej głupocie. 

     Może tylko to jeszcze, że w górach spotyka się ludzi, którzy mówią sobie na szlakach "dzień dobry". Często z uśmiechem. I wtedy nawet taki odludek jak Niezaradna czuje, że lubi tych ludzi. To przywraca jej wiarę w nich. Są. Nie tylko w Nierealu.

     Był sobie wyjazd. Dobrze, że był. Bez niego nie byłoby powrotu. 

     A po powrocie było dużo radości. I zakończenie przedszkola. 

    Niezaradna nie zdecydowała się jeszcze, czy totalne uff, czy raczej o kurde. Teraz już zupełnie nie ma czasu pracować i znów straciła wieczory z życiorysu. 

    Przyszło lato. Jak jest lato, nawet klepanie tekstów o OZE idzie łatwiej. 

    Tylko na pisaniu bloga już się przysypia.