poniedziałek, 28 września 2015

Toksyna

   Starsze panie stoją w czteroosobowej grupce i na skąpanym w słońcu boisku czekają na wnuki. Pierwszoklasiści zaraz zostaną wyprowadzeni.

   Rozprawiają, a w zasadzie rozprawia jedna, a pozostałe słuchają. Wokół nich krąży jak satelita dziewczynka. Na oko szósta klasa, nudzi się zatem śmiertelnie. Cóż... z jakiegoś względu jest tu z babcią.

  Rej wodząca dama w pewnym momencie zauważa ją:

  - A to jaki grubas! - stwierdza - No grubas!

  Babcia dziewczynki o nazwie grubas uśmiecha się lękliwie i przysuwa dziewczynkę o nazwie grubas bliżej siebie.

  - No jak tak można być grubą... - rozwodzi się pani starsza elegancka - za dużo jesz! Pewnie słodycze lubisz, co? Poruszać się trzeba! Gimnastykę jakąś!

  - Chodzi na tańce... - wtrąca speszona babcia dziewczynki o nazwie grubas i gładzi nerwowo wnuczkę po ramieniu.

  - Widać niewiele dają! Mniej słodyczy! Ja czekoladę to tylko gorzką jem, po kawałku... No sernik upiekę... - zwraca się w stronę pozostałych pań - sernik...

   Sernikowa dygresja nie odciąga jej jednak od punktu wyjścia

  - No, musisz wziąć się za siebie... No zobacz jakie fałdy masz, no! Przecież nie można być takim grubasem! Ty jesteś młoda dziewczyna!

   Dziewczynka ma na twarzy przyklejony uśmiech i zapada się w sobie opierając się bezwładnie o wątłe wsparcie babci. Nauczoną ją, by być grzeczną dla starych kobiet. Toksyna działa.

  Litościwy dzwonek przerywa kaźń.

  Twoje białe spodnie są pretensjonalne, a torebka miernie udaje elegancję. Zmarszczek nie ubędzie, tylko przybędzie, a w blond u tak starej kobiety jak ty, nikt już nie uwierzy... Milcz, okrutna suko! - syczy mała ruda grubaska, starsze dziecko potraktowane dawno temu tekstem "to małe ładne, to duże brzydkie" - syczą wszystkie nieszczęśliwe dzieci ukryte w Niezaradnej.

  Usta Niezaradnej są zamknięte. Nauczono ją być grzeczną dla starych kobiet. Wzmocniono dawką toksyn.



czwartek, 24 września 2015

Muszę, bo się uduszę. Post zaklinający

   Panie i Panowie.

   Niezaradną mdli.

   I muli zmęczenie tak, że zasypia nad robotą natychmiast, gdy nad nią siądzie.

   Bohaterka tej powieści zaczyna czuć lekką panikę.

   Pod wpływem nieoczekiwanych napomknień SerMęża o Trójce miast Dwójki, Niezaradna uległa raz.

   Tak jakoś przeczuwała, że to i tak nie ten czas. No i wypiła nieco więcej wina niż zwykle.

   Tak, tak - płodzenie dzieci pod wpływem jednej lampki wina więcej jest głupie i złe.

   Ale Niezaradna czuła, że to nie ten czas, gdy następuje dziecko.

   I tak, Niezaradna nie prowadzi kalendarzyka. To takie nudne i nudne. Poza tym zwykle w użyciu są zabezpieczenia. Te na 99% pewne.

   Teraz panika narasta i Niezaradna czuje, że kupi ten test, na który być może jeszcze za wcześnie i użyje go, by nie nabyć pewności, ale złudzenia.

   Niezaradna jest za stara, zbyt już leniwa, zbyt ciesząca się wreszcie zarwanymi tylko z własnej przyczyny nocami, zbyt lękająca się o milion spraw.

   Niezaradna już wiele razy siała tu panikę na wyrost. Zwykle dotyczyła ona przyszłości związku z SerMężem.

   Zatem teraz też posieje. Tak na wszelki wypadek.

   Przywracać znów tytuł "dziennik ze stanu biedy"? Trzeba by było.

   Przeprosiny dla Was za to wszystko powyżej. Ale rzec o kwestii tej komukolwiek w realu byłoby nie sposób,

   Przecież Bogini z Matki przechodzi w postać Staruchy. 

   W nocy z 27 na 28 września Krwawy Księżyc. Czekajmy.

   Mdłości.

   Jasna cholera by wzięła to wino i głupotę pójścia po nim na całość. Niezależnie od wyniku testu.

   Raz jeszcze prosi się o wybaczenie za ten post.



   Jakiś czas później...

   I już. Nie trzeba kupować testu. 

   Ufff... i hmmm... aha. To tylko początek infekcji, wirusy już ganiają.

   Dziękuję za cierpliwość!

wtorek, 22 września 2015

Mabon, Panie i Panowie

    Niepokoję się o ciebie - rzekł parę dni temu młodszy brat - cały ten twój wegetarianizm... pójdziesz jak nic w jakąś ideologię. Jakieś nju ejdż...

    Niezaradna uśmiechnęła się promiennie do brata i odrzekła, że jeżeli tak ma być, to będzie. Urosła już na tyle, by nie podejmować pewnych rozmów. I tak brat spasował.

    Dobry katol to mięsokatol. Niezaradna już od dawna dobrym katolem nie bywała. Wy wiecie najlepiej, Panie i Panowie.

    Niemniej dziś, w dniu chwili Sabatu Mabon, czuje wielką wdzięczność wobec Mocy, która tego lata tak hojnie darzyła jej rodzinę. I postanawia trzymać fason nawet najbardziej ciemną jesienią i burą zimą. Panie i Panowie, podobno pomocne tu jest suplementowanie witaminy D.

    Niezaradna zażywać będzie. Prócz nju ejdżu można zarzucić jej przecież jeszcze wyjałowienie organizmu, to wege takie kurewsko niezdrowe. O pardon, krytycy nie mówią słów na k. Przemawiają głosem zatroskanym z potencjalnym ironicznym wzniesieniem brwi.

     Błogosławione bądź Lato z lipcem pełnym truskawkowych pól, miejscem ekstazy całej Niezaradnej rodziny.

     Błogosławione bądź Lato z sierpniem rozbuchanym jak piec i nocami pełnymi spadających gwiazd.

     Błogosławione bądź wreszcie Lato z wrześniem pełnym łomotu kamieni spadających z serc rodzicielskich: placówki oświatowe cieszą Dwójkę.

     To Mabon. Bogini z Matki przechodzi w postać Staruchy. 

     Gburka podczas kąpieli ustawia na wannie miseczkę z wodą. Gdy wchodzimy do domu Jezusa, robimy znak krzyża na czole - pokazuje Niezaradnej jak. Niezaradna uśmiecha się ciepło do Gburki i mówi jej, że to cudownie, że cieszy się swymi lekcjami religii.

     Urosła już na tyle, by cieszyć się każdym powodem do niewinnej radości.

   
Niezaradnej uczta Mabon. Brzydko wygląda, ale Niezaradna zażera się jak dzika. Tanie różowe wino do tego


   

poniedziałek, 21 września 2015

Posypuję głowę popiołem i tarzam się w pyle

Wrócę, wrócę, wrócę...

Bo strasznie mi brak mojego wołania w Dziurę w piachu, w której odkopałam tylu życzliwych Ludzi. 

                                                                                                                    Niezaradna


Panie i Panowie.

Jako niezaradna, Niezaradna nie radzi sobie z porcjowaniem czasu na robotę, na życie, na pasję.

Cholernie jej z tym głupio. Pod tym względem łatwiej było być bardzo biednym i w kryzysie małżeńskim.

Pod innymi względami zdecydowanie łatwiej mieć 2000 zł co miesiąc na koncie. I być blisko z SerMężem.

Ale wróci się, słowo, słowo, słowo.

Wydarzyło się tyle chwil i wrażeń, że i tak nie da rady tego napisać.

Wklei się zatem inspirujący do chwytania chwil obrazek.